Od początku maja euro straciło ok. 8 proc. wartości wobec dolara i 5 proc. w ujęciu ważonym handlem, zwrócił uwagę Kressin, który kieruje komórką walutową Pimco w Monachium. To kontrast w porównaniu z poprzednimi okresami kryzysu, kiedy notowania euro były stabilne w momencie odpływu kapitału z peryferii eurolandu do jego centrum.
Kressin uważa, że inwestorzy tracą zaufanie do euro i szukają “bezpiecznych przystani” dla swoich pieniędzy poza eurolandem. To zmusza bank centralny Szwajcarii do kupowania euro w celu hamowania aprecjacji franka, a bank centralny Danii do brania pieniędzy za składane depozyty.
- Nasilają się sygnały, że kryzys zaufania w strefie euro nabiera nowego wymiaru – przekonuje Kressin. – Podczas gdy początkowo inwestorzy szukali ucieczki w państwach centralnych strefy euro, teraz wyprowadzają kapitał poza euroland – dodał.
Presję na wspólną europejską walutę zwiększa bank centralny, który dążąc do zrównoważenia rezerw musi ją co jakiś czas sprzedawać. Jego zakupy najlepiej ocenianych obligacji europejskich państw, szczególnie bundów, powodują spadek rentowności tych papierów.
- Kiedy chmury burzowe gromadziły się nad „małą” Grecją pod koniec 2009 roku, wydawało się niewyobrażalne, że kryzys zadłużenia i ucieczka kapitału mogą wstrząsnąć fundamentami europejskiej unii monetarnej, niegdyś okrzykniętej „nieodwracalną”. Jednak obecnie, za chwilę może zacząć się kolejna burza – ostrzega Kressin.