Inflacja to dziś najbardziej rozgrzewający temat ekonomiczny. Ceny przyspieszają na całym świecie, choć w różnym stopniu na różnych rynkach. Wraz z tym trendem w naturalny sposób rodzi się pytanie: jak zareagują wynagrodzenia? Czy mamy do czynienia z początkiem trwałego wzrostu presji płacowej? Możemy potencjalnie znajdować się w przełomowym punkcie powojennej historii gospodarczej: u progu przełamania wieloletniego trendu spadku udziału wynagrodzeń w PKB. Wzrost cen i wzrost płac mogą wzajemnie się napędzać, co do pewnego punktu może być dla zdecydowanej większości obywateli pozytywnym zjawiskiem.
Zacznę od danych amerykańskich. Po tym, jak w środę okazało się, że inflacja w Stanach Zjednoczonych wzrosła skokowo (do 4,2 proc. w kwietniu z 2,6 proc. w marcu), uwaga analityków skupiła się na wynagrodzeniach. Czy zaczną podążać za cenami, uruchamiając wzajemnie napędzający się trend wzrostu cen i płac?
Warto zwrócić uwagę, że rok 2020 przyniósł skokowy wzrost udziału płac w PKB, przełamując wieloletni trend spadkowy. Z jednej strony był to oczywisty efekt recesji — płace są mniej zmienne niż zyski firm, więc w kryzysach zwykle udział płac rośnie. Tym bardziej w kryzysie, w którym rządy tak usilnie podtrzymywały zatrudnienie (warto zwrócić uwagę, że w Polsce było inaczej — większość pomocy była kierowana do firm, a udział płac spadł; z drugiej strony, udział płac w PKB w Polsce rósł we wcześniejszych latach). Z drugiej strony widać też wyraźne zmiany paradygmatów w polityce gospodarczej, które mogą prowadzić do trwałego odwrócenia trendów w płacach. W wielu krajach pojawia się coraz większa presja na wspieranie wynagrodzeń oraz ograniczenia pozycji przetargowej firm (np. poprzez zablokowanie im możliwości relokacji zysków między reżimami podatkowymi).

Jest kilka wyjaśnień, dlaczego udział płac w PKB spadał w minionych dekadach. Pierwsze mówi, że jest to efekt globalizacji i spadku siły przetargowej pracowników w relacji do pracodawców, czyli osłabienie pracy wobec kapitału. Drugie wskazuje, że jest to efekt zmian technologicznych i rosnącej automatyzacji — najpierw zadań manualnych (do lat 90.), a później również kognitywnych (od lat 90.). Trzecie wyjaśnienie spadającego do niedawna udziału płac opiera się na rosnącej koncentracji w sektorze przedsiębiorstw — rynki są zdominowane przez coraz mniejszą liczbę firm, które coraz lepiej kontrolują koszty, mają wyższe marże i niższy udział płac. Są też wyjaśnienia mówiące, że udział płac w PKB wcale nie spadał, tylko sposób mierzenia wynagrodzeń nie wyłapuje coraz powszechniejszego w różnych krajach płacenia pracownikom w formie udziału w spółkach. Choć to ostatnie wyjaśnienie wydaje się najbardziej wątpliwe.
Polityka może oddziaływać na pierwszą i trzecią z wymienionych przyczyn, czyli może wspierać siłę przetargową pracowników (np. poprzez podwyżkę płacy minimalnej) oraz ograniczać koncentrację na rynkach. Rząd natomiast ma raczej ograniczony wpływ na charakter postępu technologicznego.
Jeżeli rządy krajów rozwiniętych będą silnie wspierały wynagrodzenia, wówczas możemy wchodzić w erę wyższej inflacji. Firmy, które dotychczas łatwo chroniły marże dzięki spadającym kosztom, będą usilnie się starały przerzucić rosnące koszty płac na ceny, a rosnący popyt konsumpcyjny będzie to ułatwiał. Na to nałożą się nowe paradygmaty ekonomiczne, czyli generalnie większa akceptacja dla inflacji i mniejsza akceptacja dla bezrobocia.
Ostatecznie kluczowym czynnikiem wpływającym na inflację są oczekiwania inflacyjne, więc bank centralny może stabilizować inflację wokół swojego celu bez względu na zmiany strukturalne w gospodarce. W praktyce różne czynniki mogą czynić tę politykę łatwiejszą lub trudniejszą, a ewentualna presja polityczna na podnoszenie wynagrodzeń będzie czyniła stabilizację inflacji trudniejszą.
Szybszy wzrost płac może mieć wiele pozytywnych skutków. Zmniejszą się nierówności społeczne. Zwiększy się presja na postęp technologiczny, którym praca i technologia się uzupełniają, a nie wykluczają (nieprzypadkowo najszybszy postęp technologiczny w historii nastąpił od lat 30. do 50. XX wieku — wpłynęła na to wojna, ale również wzrost siły przetargowej pracowników). Gospodarki mogą być bardziej stabilne, i to bym przyjął jako scenariusz bazowy.
Są dwa rodzaje ryzyka dla takiego scenariusza. Z jednej strony może się okazać, że udział płac w PKB znajduje się pod wpływem czynników niezależnych od polityki i nie uda się go podnieść. Z drugiej strony może się okazać, że zmiany polityczne idą za daleko, indukowany politycznie wzrost płac zaczyna tak mocno kurczyć marże firm, że te wstrzymują inwestycje. Zobaczymy. Obecne zjawiska inflacyjne budzą wiele nadziei, ale też pewne ryzyka.