Nadchodzi socjotechnika

Kamil Kosiński
opublikowano: 2006-03-22 00:00

Mutacje językowe i nawiązywanie do bieżących wydarzeń to nowe techniki wykorzystywane przez autorów wirusów. I to skutecznie.

Autorzy wirusów zauważyli, że z sieci korzysta coraz więcej ludzi. Aby zachęcić ich do uruchamiania programów dołączanych do e-maili, te ostatnie przestały być tylko anglojęzyczne. Zwiastun tego kierunku — wirus Zafi — pojawił się już w 2004 r. Ale koncepcja ta została twórczo rozwinięta przez bardzo popularny w 2005 r. wirus Sober. Wysyłał on niemieckie e-maile do użytkowników o niemieckich adresach e-mailowych, angielskie zachowując dla całej reszty. Sam robak sprawdzał przy tym atakowany komputer pod kątem zainstalowanej na nim wersji systemu operacyjnego Windows. Jeśli była to wersja na rynek niemiecki, to instalowana była wersja niemiecka wirusa, jeśli nie — angielska.

— Szkodniki takie pojawiają się od czasu do czasu, nie jest to jednak zjawisko powszechne. Jednymi z nielicznych szkodników korzystających z języka polskiego były Zafi oraz NetSky. Język polski był tam jednak jednym z wielu, a wybór dokonywany był w zależności od domeny adresu poczty elektronicznej odbiorcy. Przykładowo, adresaci z domeny „de” otrzymywali treść niemiecką, „fr” — francuską, natomiast „pl” — polską — twierdzi Piotr Kupczyk z Kaspersky Lab Polska.

Przedstawiciele producentów oprogramowania zabezpieczającego komputery twierdzą, że nie spotkali się dotychczas z wirusem skierowanym wyłącznie do polskich użytkowników internetu.

— Nie było jakiegoś spektakularnego wirusa komunikującego się po polsku. Spotkaliśmy się natomiast z koniem trojańskim całkowicie polskiego pochodzenia. Miał on być używany do ataków na nasze banki internetowe i był dostosowany do ich specyfiki — twierdzi Robert Dąbroś, inżynier systemowy w McAfee Polska.

Może to świadczyć o tym, że stosunkowo niewiele szkodliwego kodu powstaje w Polsce.

— Liczba internautów w Polsce, którzy korzystają z usług świadczonych przez internet jest na tyle niska, że atrakcyjność naszego rynku, a co za tym idzie — aktywność twórców spamu zlokalizowanego jest jeszcze niewielka. Niemniej wraz z rosnącą liczbą użytkowników skłonnych nabywać produkty i usługi przez internet pojawienie się wirusów sprofilowanych pod kątem Polski jest tylko kwestią czasu — komentuje Dariusz Jarecki, kierujący polskim biurem Trend Micro.

— Polska może być zarówno źródłem zagrożenia, jak i potencjalną ofiarą. Jeżeli metoda rozsyłania wirusa ze zlokalizowanym tekstem przyniesienie wymierne korzyści, to na pewno wejdzie na stałe do metod wykorzystywanych przez piszących wirusy — dodaje Bartosz Świderski, konsultant w polskim biurze CA.

Ale Sober zastosował też inną innowację. Treść e-maila z wirusem odwoływała się do bieżących wydarzeń — obiecywał darmowe bilety na mundial w 2006 r. — co miało dodatkowo skłaniać ludzi do uruchomienia pliku z robakiem. I udało się. Wielu ludzi dało się wciągnąć w zasadzkę. Podobne sukcesy osiągnęły wirusy odwołujące się do rzekomych zatrzymań Saddama Husseina i Osamy Bin Ladena.

— Najbardziej spektakularne ataki związane były z tsunami. Wiele osób wykorzystywało Google do wyszukiwania organizacji oferujących pomoc ofiarom katastrofy i zbierających pieniądze na ten cel. Grupa hakerów zastosowała wówczas duże sieci botów, składające się z tysięcy komputerów oraz umiejętnie wykorzystała mechanizmy wyszukujące w Google tak, aby potencjalni ofiarodawcy byli kierowani na strony internetowe założone przez grupę. W efekcie wiele datków zamiast do ofiar kataklizmu trafiło do członków grup przestępczych. Z jednej strony był to wybieg bardzo techniczny i wymagający dużej wiedzy, a z drugiej — doskonale przemyślana technika wpływania na ludzi odpowiednio przygotowanym „wołaniem Azji o pomoc” — relacjonuje Robert Dąbroś.

Nakłanianie użytkownika do przelania pieniędzy na wskazane konto bankowe lub kliknięcia odsyłacza prowadzącego do niebezpiecznego kodu to klasyczny przykład socjotechniki.

— Metoda ta często jest znacznie skuteczniejsza od zainfekowanego załącznika, ponieważ wykorzystuje ludzkie cechy, takie jak ciekawość, współczucie i chęć niesienia pomocy. Szkodliwe programy wykorzystujące socjotechnikę pojawiają się praktycznie przez cały czas i nic nie wskazuje na to, aby miało się to w najbliższym czasie skończyć. Nasilenie wykorzystywania socjotechniki do infekowania komputerów obserwujemy praktycznie wraz z każdym wydarzeniem szeroko nagłaśnianym przez media — tłumaczy Piotr Kupczyk.

Ten ostatni element — nagłośnienie sprawy przez media — jest kluczowy dla ataków prowokowanych przez e-maile nawiązujące do aktualnych wydarzeń. Przedstawiciele firm produkujących zabezpieczenia nie są jednomyślni w kwestii tego, czy polskie media mają na tyle duże grono widzów, słuchaczy i czytelników, by wykreować takie zainteresowanie jakimś krajowym wydarzeniem, które skłoni hakerów do ataków kierowanych tylko na nasz rynek.

— Jest tylko kwestią czasu, kiedy zaczną pojawiać się tego typu wirusy napisane w języku polskim, wykorzystujące bieżące wydarzenia, np. takie jak zawalenie się hali targowej w Katowicach — uważa Bartosz Świderski.

— Zjawisko wykorzystywania wydarzeń o ogólnoświatowym zasięgu jest coraz częściej stosowaną techniką do rozsyłania wirusów. Ciekawość bywa bowiem silniejsza niż rozsądek i użytkownicy łatwo stają się ofiarami ataku. Jednakże, aby atak tego typu został uznany za skuteczny, autor wirusa musi trafić do dziesiątek milionów odbiorców. Dlatego, jeśli nie liczyć tzw. łańcuszków dobrej woli, dotychczas nie odnotowaliśmy jeszcze przypadku ataku z wykorzystaniem polskich wydarzeń — informuje Dariusz Jarecki.