Nadchodzi wielka kumulacja długu

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 20-04-2009, 00:00

Rząd będzie walczył o pieniądze z największymi gospodarkami świata. Nie będzie łatwo, ale powinno się udać — oceniają ekonomiści.

Resort finansów będzie musiał pożyczyć z rynku 23 mld zł

Rząd będzie walczył o pieniądze z największymi gospodarkami świata. Nie będzie łatwo, ale powinno się udać — oceniają ekonomiści.

Zbliża się chwila prawdy dla Ministerstwa Finansów. Za miesiąc resort będzie musiał pożyczyć z rynku około 11,5 mld zł, żeby wykupić zapadające obligacje. Podobna operacja czeka resort w lipcu. Takiej kumulacji nie było od dawna. Łącznie musimy zdobyć 23 mld zł, a okoliczności działają na naszą niekorzyść.

Inni też chcą

— Ministerstwo będzie pożyczać pieniądze w czasie, kiedy równocześnie będzie przeprowadzać rewizję budżetu. Jeśli zwiększy deficyt, trzeba będzie go sfinansować pożyczką z rynku, a to oznacza, że kwota do pożyczenia będzie jeszcze wyższa — tłumaczy Michał Karewicz, analityk rynku długu Citi Handlowego.

W dodatku w tym czasie z tego samego prywatnego źródła będzie czerpać nie tylko Polska, ale też największe gospodarki świata, które chcą pożyczyć niespotykane dotąd ilości pieniędzy. Szacuje się, że Stany Zjednoczone potrzebują 2 bln USD, a kraje strefy euro 1 bln EUR. Przy wodopoju będzie bardzo ciasno.

— Na świecie podaż obligacji będzie bardzo duża, więc zagraniczni inwestorzy mogą nie być zainteresowani akurat polskimi papierami. Już od jakiegoś czasu rządowi pożyczają głównie krajowe instytucje finansowe. Na szczęście na razie popyt z ich strony jest wystarczający, by sprzedać wszystkie oferowane papiery. Jak będzie w maju i lipcu? Zobaczymy — mówi Agnieszka Decewicz, ekonomistka Banku Pekao.

Zawieszeni na linii

Na szczęście sytuacja nie wygląda już tak źle, jak na początku roku. Wtedy co chwila spływały informacje o coraz większych planach pożyczkowych największych gospodarek świata, a polskie plany pożyczkowe na maj były znacznie większe niż dziś.

— Na początku roku mieliśmy do pożyczenia w maju nie 11 mld zł, lecz 24 mld zł. Na szczęście Ministerstwu Finansów udało się zrolować dużą część zadłużenia przed terminem wykupu — mówi Michał Karewicz.

— Resort, widząc zbliżające się niebezpieczeństwo, zaczął elastycznie zarządzać długiem i skutki są bardzo pozytywne — przyznaje Agnieszka Decewicz.

Pomóc w znalezieniu chętnych do pożyczenia nam pieniędzy może też linia kredytowa w Międzynarodowym Funduszu Walutowym (MFW), o której informował ostatnio Jacek Rostowski, minister finansów, i przedstawiciele MFW.

— Taka linia poprawia wizerunek naszej gospodarki na świecie, a to może przełożyć się na większe zainteresowanie zagranicznych inwestorów naszymi papierami skarbowymi. To może ułatwić sprzedaż obligacji — mówi Agnieszka Decewicz.

Nawet w najgorszym scenariuszu, czyli przy niewystarczającym popycie, MF ma jednak wyjścia ewakuacyjne. Może np. pożyczać pieniądze na krótkie okresy, emitując bony skarbowe, organizować aukcje zagraniczne lub sprzedawać papiery bezpośrednio wyselekcjonowanym inwestorom (tzw. private placement). Ekonomiści sądzą jednak, że aż tak źle nie będzie. Najwyżej resort będzie musiał zgodzić się na gorsze warunki, czyli wyższą rentowności obligacji, która po miesiącach zawirowań się uspokoiła. Przynajmniej na razie.

— W ostatnich tygodniach wahania rentowności są niewielkie. Kiedy jednak w maju i lipcu trzeba będzie sprzedać dużą transzę obligacji, koszt pożyczanego pieniądza może pójść w górę — mówi Michał Karewicz.

Jacek Kowalczyk

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu