Nastroje panujące w Stanach Zjednoczonych są złe. Wszystko wskazuje na to, że konsumenci nadal będą ograniczali wydatki. Indeks zaufania konsumentów spadł i to znacznie (z 84,9 do 80,3 pkt.). Konsument odpowiada za 2/3 gospodarki amerykańskiej, wnioski są więc oczywiste.
Sylwestrowa sesja w USA — mimo początkowej wyprzedaży — nie zakończyła się spadkami. Powody były dwa. Po pierwsze mały wolumen, a po drugie ostatni dzień roku — fundusze przy tym wolumenie nie miały najmniejszych problemów z utrzymaniem rynku we względnie dobrej formie. Pomagała również spadająca cena ropy naftowej – to ciągle skutek zapewnień OPEC, że jest w stanie zapełnić lukę w podaży tego surowca. Po sesji jednak API podał, że zapasy w USA znowu zmalały, co już we czwartek podniosło cenę tego surowca. Na wykresach indeksów widać, że S&P 500 broni wsparcia na poziomie 870 pkt.
Takie zachowanie mogło już wczoraj wywołać wzrost (początek stycznia to zawsze nadzieja). Ale wczoraj nie tylko nadzieja (nawet obniżona prognoza zysku dla Cisco nie powstrzymała wzrostu kursu), bo dane makro były dobre. Ilość nowo zarejestrowanych bezrobotnych w ostatnim tygodniu w USA co prawda znowu przekroczyła 400 tys., ale indeks aktywności w sektorze produkcyjnym w USA w grudniu (ISM) przekroczył 50 pkt i to bardzo wyraźnie. Już po naszej sesji rynki otrzymały dane o sprzedaży samochodów w USA w grudniu, co mogło wpłynąć na tamtejsze notowania, ale dobry wskaźnik ISM powinien przeważyć. Dziś o 16.00 inwestorzy dowiedzą się, jakie były wydatki na konstrukcje budowlane (prognoza +0,1 proc.). Są to dane pomocnicze, ale mogą dużo powiedzieć o rynku budowlanym i całej gospodarce.
Na czwartkowe zachowanie rynków Eurolandu sylwestrowa sesja w USA nie miała jednak wielkiego wpływu (chociaż obrona wsparcia mogła poprawić nastrój). Indeksy mocno wzrastały. To jedynie nadzieje na ożywienie w 2003 roku i na „efekt stycznia” oraz małe obroty wywoływały te wzrosty. Fundamenty tego nie uzasadniały. Indeks PMI obrazujący aktywność gospodarczą spadł w Eurolandzie w grudniu czwarty miesiąc z rzędu (do 48,4 pkt). Wartość poniżej 50 oznacza kurczenie się gospodarki. To powinno wywoływać obawy o powrót recesji. Pisałem już, że fundusze mogą wstrzymywać się z angażowaniem na rynku akcji większych pieniędzy na rozstrzygnięcia w Iraku. To jednak nie oznacza, że pierwsze sesje roku nie mają przynieść wzrostów.
W Polsce w sylwestra dwie spółki dały inwestorom noworoczne „prezenty”. Jedna z nich to BRE Bank, który w amerykańskim stylu ostrzegł, że wyniki za czwarty kwartał będą złe — duża strata mimo prób zakończenia roku zyskiem. Reakcja była dosyć gwałtowna, ale często takie straty traktowane są jako porządkowanie sytuacji i po chwilowym osłabieniu dają uspokojenie. Jednak kurs tego banku powinien przed wynikami zachowywać się gorzej niż innych spółek z branży – nie ma pod co grać. Druga spółka to TP SA. France Telecom miał opcję zakupu 2,5 proc. akcji do końca zeszłego roku i nie skorzystał z niej. To zła wiadomość. Skarb Państwa ma następne 2,5 proc. akcji TP SA, którymi może obdarowywać borykające się z problemami finansowymi państwowe firmy. Reakcja na te informacje była jednak niewielka.
Fundusze emerytalne dostały przed Nowym Rokiem ponad 500 mln zł, więc miały amunicję, by rynku bronić. Na małym obrocie mogły z nim zrobić, co chciały. Wydawało się, że najrozsądniejszy byłby jakiś wzrost, choćby za rynkami Eurolandu, dający inwestorom nadzieję. Jednak fundusze postanowiły po prostu nic nie robić. A BRE Bank i zła informacja z TP SA wywołały spadki. Ciekawe, czy słabość naszego rynku to objaw przezorności i obawy, że wzrosty na świecie będą bardzo krótkie, czy po prostu wyczekiwanie na rozwój sytuacji. A może jedno i drugie. Taka sytuacja może się dzisiaj powtórzyć. W przypadku dobrego zamknięcia na sesji w USA możliwe są wzrosty. Jednak dopiero pokonanie 1185 pkt na WIG 20 będzie sygnałem kupna.