Najgorsze mają już za sobą

Marek WierciszewskiMarek Wierciszewski
opublikowano: 2014-05-08 00:00

Potencjał spadkowy małych i średnich spółek powoli się wyczerpuje — pocieszają zarządzający

Choć od jesieni indeks WIG utrzymuje się w trendzie bocznym, to sytuacja w segmencie małych i średnich spółek wygląda coraz gorzej. Od początku tygodnia WIG250 oraz WIG50 spadły już po prawie 4 proc., a niektóre spółki zanurkowały o kilkanaście procent. Dla porównania — WIG30 stracił niespełna 2 proc.

— To nie czynniki fundamentalne, ale rynkowe w największej mierze decydują o słabszym zachowaniu małych i średnich spółek. Prognozy mówią o kontynuacji ożywienia w gospodarce, jednak na GPW wzrosło ryzyko związane z inwestowaniem w firmy o mniejszej kapitalizacji, a to skłania inwestorów do wybierania bardziej płynnych walorów, czyli akcji większych spółek — ocenia Łukasz Hejak, zarządzający funduszem Investor Top 25 Małych Spółek FIO.

Od początku roku nożyce w stopach zwrotu między indeksami małych i dużych spółek rozwarły się jeszcze bardziej. Zdominowany przez małe spółki WIG250 spadł o 10 proc., należący do średniaków WIG50 stracił prawie 5 proc., podczas gdy grupujący blue chipy WIG30 utrzymuje się jedynie minimalnie pod kreską. Notowania aż 45 maluchów z WIG250 poszłyod początku roku w dół o co najmniej jedną piątą.

Zawiedli klienci OFE

Według Łukasza Hejaka, główna przyczyna wzrostu ryzyka to coraz gorsze perspektywy otwartych funduszy emerytalnych. Deklarację pozostania w OFE złożyło do 28 kwietnia 2014 r. zaledwie 52,3 tys. osób, a to zdaniem specjalisty Investors TFI jest sygnałem, że w funduszach może ostatecznie zostać około 10 proc. zatrudnionych i tylko nieco więcej kapitału. Do niedawna inwestorzy spodziewali się, że będzie znacznie lepiej.

— Wiele wskazuje na to, że OFE będą w kolejnych latach stroną sprzedającą. Już teraz część z nich rebalansuje portfele w kierunku większych spółek, a jeśli w lipcu potwierdzi się niskie zainteresowanie OFE, ich zarządzający będą musieli utrzymywać znacznie wyższą płynność i przyszłe składki będą inwestować głównie w duże spółki lub papiery emitentów zagranicznych — ocenia Łukasz Hejak.

— OFE były stabilizatorem naszej giełdy. Przy braku napływów ze składek oraz kuponów od umorzonych obligacji nie mają za co dokupować przecenionych akcji — tłumaczy Marcin Stebakow, dyrektor departamentu analiz DM Banku BPS.

TFI bez zasilania

Do kwestii OFE dochodzi wiele innych czynników. To realizacja zysków po ubiegłorocznych świetnych wynikach segmentu mniejszych spółek (mWIG40 i sWIG80 urosły o ponad 30 proc.), wyschnięcie w ostatnich miesiącach napływów do TFI oraz kryzys na Ukrainie, na którym ucierpią wyniki części małych i średnich spółek, zaangażowanych na rynkach wschodnich. Zniżki nasilają mizerne w ostatnich miesiącach obroty.

— Przy płytkim rynku wystarczy niewiele zleceń sprzedaży, by kursy spadały — przypomina Marcin Stebakow.

Rafał Dobrowolski, zarządzający funduszem PKO Akcji Małych i Średnich Spółek FIO, przyznaje, że mamy do czynienia z odpływami nie tylko z funduszy agresywnych oraz małych i średnich spółek, ale także z uniwersalnych funduszy polskich akcji oraz funduszy zrównoważonych.

— Jeśli dany fundusz ma jakąkolwiek ekspozycję na mniejsze spółki, to również waży to na sytuacji. Znaczna część mniejszych spółek miała perspektywy wzrostu oparte na rynkach wschodnich, a OFE dywersyfikują inwestycje, szukając ekspozycji na rynki zagraniczne — mówi Rafał Dobrowolski.

Zwrot na horyzoncie

Zdaniem większości ekspertów, największą wyprzedaż inwestorzy mają już za sobą, co jednak nie musi oznaczać, że powrót do zwyżek czai się tuż za rogiem. Według Michała Krajczewskiego, analityka Raiffeisen Bank Polska, przecena potrwa jeszcze parę tygodni.

— Pierwszą kluczową datą jest 25 maja, kiedy odbędą się wybory na Ukrainie, ale nie sądzę, żeby sytuacja uspokoiła się zaraz po nich. We wrześniu czekają nas przecież transfery członków OFE. Do wakacji na giełdzie może więc być dosyć słabo — zauważa Michał Krajczewski.

Według Macieja Bobrowskiego z DM BDM akcje małych i średnich spółek spadły już tak bardzo, że jesteśmy w okolicach przesilenia. Jednak Łukasz Hejak przy tak płytkim rynku nie podejmuje się prognozowania stóp zwrotu. Jego zdaniem, są szanse na wyższe stopy zwrotu z „misiów” niż blue chipów, ale różnice będą zdecydowanie mniejsze niż w 2012 i 2013 r.

— Nie ma sensu sprzedawać mało płynnej spółki ze wskaźnikiem cena/zysk sięgającym 10 tylko po to, żeby kupić bardziej płynne papiery porównywalnej firmy, których emitent notowany jest przy wskaźniku wynoszącym 20. Po ostatniej fali przeceny można znaleźć sporo mniejszych spółek o dobrych perspektywach, które są atrakcyjnie wycenione, wypłacają dywidendy i poprawiają wyniki — podkreśla Łukasz Hejak.

Na granicy bessy

Przecena maluchów wciąż ma pewien potencjał, wynika z analizy technicznej. Od listopadowego szczytu indeks MiS80, będący kontynuacją sWIG80, spadł już o 17 proc., stając na granicy bessy (za rynek niedźwiedzia uznaje się spadek o 20 proc.).

Potencjał zniżek to kolejne 11 proc. Po tym jak wskaźnik odbił się od górnego ograniczenia kanału (16 025 punktów), opisującego ostatnie 20 lat notowań, zmierza w kierunku jego dolnego ograniczenia (11 157 punktów). Dopiero powyżej niego powinna w kolejnych miesiącach ukształtować się konsolidacja, która powinna poprzedzić powrót do hossy w przyszłym roku.