Najgorszy rok w historii GPW

Jakub Ozdowski
opublikowano: 2008-12-31 13:37

Choć byki w końcówce roku robiły co mogły, aby nie był on dla warszawskich indeksów najgorszy w dziejach, to ich wysiłki na nic się zdały. Kapitalizacja wielu spółek skurczyła się do niebywałych rozmiarów. Ze świeczką szukać spółek odpornych na kryzys. 

Już pomijając storpedowaną wartość licznego grona spółek, aż strach pomyśleć ile własnych ciężko zarobionych pieniędzy stracili inwestorzy. W wielu ankietach, które pojawiają się obecnie w Internecie, często ponad 60 proc. graczy wręcz fatalnie ocenia 2008 rok pod kątem własnych inwestycji na rynkach finansowych. Powody do zadowolenia mają Ci, którym w porę udało się sprzedać akcje, często tylko minimalizując straty. 

Jak w każdym roku, tak i w tym nie brakowało emocji. Przypomnijmy choć jedną sesję, której echa słychać do dzisiaj. Notowania z 12 listopada, czyli „fixingu cudów”, podzielił nie tylko inwestorów, ale także KNF i GPW. Zakupy na rynku kasowym dokonane przez JP Morgan podczas środowej dogrywki (w mgnieniu oka WIG20 odrobił ok. 5 proc.) bada obecnie prokuratura. Władze giełdy całkowicie negują jakąkolwiek manipulację. Kto miał rację, przekonamy się być może w nadchodzącym roku.

Do tej pory najgorszym rokiem na GPW był 1994, w którym WIG20 stracił ponad 43 proc. Jednak i ten rekord został poprawiony. W 2008 roku WIG20 stracił aż 48 proc. i zakończył go na poziomie 1789 pkt., WIG poleciał w dół o 51 proc. Gorzej wypadły maluchy i średniaki, które w odchodzącym roku oddały odpowiednio 58 proc. i 63 proc. Te wyniki warszawskich indeksów pozostawiają niedosyt, gdyż ich główni europejscy rywale wypadli nieco lepiej. Niemiecki DAX jak i brytyjski FTSE 100 są do tyłu blisko 40 proc., a CAC40 ok. 42 proc. A to przecież w tych krajach Europy Zachodniej ratowano banki a gospodarka mocno podupadła. Jedynym pocieszeniem dla krajowych inwestorów są straty regionalnych konkurentów warszawskich blue chipów. Zarówno węgierski BUX, jak i czeski PX50 oddały w tym roku ok. 52 proc.

Inwestorzy mają jednak nadzieję, że przyszły rok przyniesie poprawę. Wielu liczy na efekt stycznia, którego na GPW już dawno nie było. Spekulują oni, że do zaprzysiężenia na prezydenta USA Baracka Obamy indeksy powinny zyskiwać. Miejmy tylko nadzieję, że ewentualne wzrosty na GPW będą poparte przynajmniej 1 mld zł obrotu. Inaczej podciąganie indeksów bardzo szybko może skończyć się fiaskiem dla obozu byków.