NAJLEPSZE PRZYSTANKI ZOSTAŁY JUŻ ZAJĘTE
Branża reklamy zewnętrznej czeka na drugi przetarg na wiaty przystankowe w Warszawie
WALKA Z WIATRAKAMI: Wandale wydrapują na wiatach napisy oraz „zdobią” je graffiti. Czasami tłuką szyby, a nawet podpalają przystanki. Problemem są również dzikie ogłoszenia — opowiada Lech Kaczoń, prezes Grupy Outdoor. fot. Grzegorz Kawecki
Coraz więcej miast organizuje przetargi na montaż nowoczesnych wiat przystankowych. O zwycięstwo walczą firmy reklamy zewnętrznej. Na razie umieszczone tam powierzchnie reklamowe nie cieszą się wielką popularnością. Branża ma nadzieję, że w przyszłości to się zmieni.
Reklama na wiatach przystankowych (tzw. citylighty) interesuje branżę tytoniową i telekomunikacyjną. Ważnym klientem są również kolorowe magazyny i supermarkety. Jednak ten typ reklamy nie jest jeszcze popularny w Polsce.
— Wciąż królują tańsze, a przez to i popularniejsze nośniki reklamy zewnętrznej. Jednym z powodów jest brak ogólnopolskiej sieci citylightów. Nie wszystkie miasta mają już nowoczesne wiaty przystankowe — wyjaśnia Lech Kaczoń, prezes Grupy Outdoor.
Zdaniem Adama Tkaczyka, szefa sprzedaży Europlakat Polska, reklama na przystankach jest ciągle nowością.
— Citylighty są najlepsze do reklamowania produktów ekskluzywnych, przeznaczonych dla zamożniejszego klienta. Jednak billboardy funkcjonują w świadomości ludzi od początku lat 90. Mają większy format, co ułatwia percepcję przekazu. Nie da się ich jednak umieścić wszędzie tam, gdzie może stanąć citylight. I w końcu wyprze on z centrów miast tradycyjne billboardy — uważa Adam Tkaczyk.
Koszty inwestycji
Grupa Outdoor dysponuje 670 wiatami w Trójmieście, Łodzi, Wrocławiu, Bielsku-Białej i Toruniu.
— Jedna kosztuje średnio 24-25 tys. zł. Do tego trzeba doliczyć montaż: 6-7 tys. zł. W Bielsku-Białej ze względu na górzysty teren zamontowanie przystanku było bardziej skomplikowane i przez to droższe. Tam musieliśmy wyrównywać teren — tłumaczy Lech Kaczoń.
Europlakat Polska zamierza startować do przetargów m.in. w Szczecinie i Warszawie. Obecnie dysponuje ponad 120 wiatami w Poznaniu i Sopocie. Całościowy koszt inwestycji to, w zależności od rodzaju przystanku, 30 lub 40 tys. zł. W stolicy wiaty reklamowe ma obecnie tylko Adpol, wchodzący w skład grupy AMS. Od 1991 roku firma zamontowała w Warszawie 525 przystanków. Oprócz tego AMS posiada w innych miastach 990 wiat. Ich koszt waha się między 25 tys. zł a 35 tys. zł.
W stolicy nietypowo
— Przystanki w stolicy mają najwięcej powierzchni ekspozycyjnej. Na całym świecie na wiatach znajduje się jeden, rzadko dwa panele z plakatami. Nigdzie indziej, poza Warszawą, nie widziałem wiaty z trzema panelami — mówi Lech Kaczoń.
Konkurencja złośliwie zauważa, że Adpol, który zainstalował w stolicy wiaty z trzema panelami, przeliczył się. Te powierzchnie nie cieszą się bowiem zbyt dużą popularnością. Dlatego część z nich zajmują autoreklamy.
W 1999 roku Adpol zainwestował w 175 nowych wiat przystankowych w Warszawie
— Strategia sprzedaży zakłada tzw. okres adaptacyjny nowo postawionej wiaty. W trakcie jego trwania na powierzchniach reklamowych eksponowane są plakaty Grupy Medialnej AMS — twierdzi Anna Malinowska, specjalista ds. marketingu w Adpolu.
Umieszczania własnej reklamy można jednak uniknąć — tym bardziej że druk plakatów jest kosztowny.
— Współpracujemy z urzędami, instytucjami i organizacjami charytatywnymi, które nieodpłatnie mogą umieścić na wiatach informacje niekomercyjne — zaznacza Lech Kaczoń.
Wandal na przystanku
Olbrzymich strat przysparzają firmom wandale. Tylko w ciągu ostatniego roku Grupa Outdoor zapłaciła 150 tys. zł za naprawę 200 przystanków w Gdańsku. Od wiosny Europlakat był zmuszony ponownie oszklić ponad 50 gablot i wstawić niemal tyle samo szyb w wiatach przystankowych.
— Rodzaj i wielkość uszkodzeń zależy od fantazji wandala. Zdarzają się nawet podpalenia. Wszystkie szkody staramy się naprawić w ciągu 48 godzin — dodaje Anna Malinowska.