Klienci, którzy podpisali z bankiem jedynie porozumienia wstępne (ale niebędące umową w ścisłym tego słowa znaczeniu), nie są właś-ciwie w żaden sposób zabezpieczeni. W takiej umowie nie mają możliwości zagwarantowania sobie, że dostaną kredyt. Promesa kredytowa też jest swego rodzaju obietnicą, ale bank zawsze może się z niej wycofać. Takie sytuacje zdarzały się także już wcześniej, znacznie jednak rzadziej niż obecnie, bo jak wiadomo, banki chętnie udzielały kredytów.
Nie wyobrażam sobie natomiast sytuacji, w której bank wycofuje się z przyznanego kredytu, tj. z zawartej umowy. To niemożliwe, oczywiście pod warunkiem że dopilnowano złożenia podpisu przez obie strony — kredytodawcę i kredytobiorcę.
Z kolei odstąpienie od umowy z deweloperem w sytuacji, kiedy bank odmówił kupującemu kredytu, jest już sprawą indywidualną i zależną od tego, jak sformułowano umowę. Utracenie zdolności kredytowej nie jest wystarczającym argumentem, który pozwoliłby nabywcy wygrać z deweloperem.
Wszystkie osoby, które dopiero zamierzają ubiegać się o kredyt mieszkaniowy, zachęcam do odpowiedniego formułowania umowy deweloperskiej. W obecnej sytuacji deweloperzy idą na duże ustępstwa, zwłaszcza jeśli nie chodzi o cenę mieszkania, ale o tzw. klauzule dodatkowe. Dlatego doradzałbym wszystkim potencjalnym nabywcom, którzy obawiają się, że z jakichś przyczyn bank może odmówić im przyznania kredytu lub że nie sprzedadzą swojego obecnego mieszkania, z którego zysk miał pokryć koszt nowego, aby w umowie z deweloperem zastrzegli możliwość odstąpienia od umowy na ściśle określonych zasadach (tzw. umowne prawo odstąpienia).
Jeśli zaś umowa, którą podpisuje z deweloperem nabywca, jest niekorzystna, to należy sprawdzić, czy nie przekracza ona zasad wyznaczonych przez Urząd Ochrony Konsumentów i Konkurencji (UOKiK), który na swojej stronie internetowej zamieszcza ogólnodostępne klauzule.
Marcin Piotrowski