Eksperci twierdzą, że teraz nie liczą się kwoty, tylko technologie. Wiele wskazuje na to, że rozumie to także rząd.
Projekt Bridgestone to kolejna, po Sharpie i Shellu, inwestycja, którą obecne ekipy — rządowa i PAIIZ — przejęły po poprzednikach i doprowadziły do końca (miejmy nadzieję, że także w przypadku firmy oponiarskiej). Choć opozycja alarmuje, że to mało, zdaniem ekspertów, nie jest źle.
— Tylko w pierwszym kwartale tego roku do Polski napłynęło 3,3 mld USD bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ). To ponadpięciokrotnie więcej niż do Czech, które w ubiegłym roku odnotowały rekordową wartość nowych inwestycji zagranicznych (niemal 11 mld USD w porównaniu z 7,7 mld w Polsce). Dane za pierwszy kwartał wskazują na to, że Polska w 2006 r. ma szansę odzyskać pozycję lidera w środkowej i wschodniej Europie pod względem wartości BIZ, choć Czechy oraz Rumunia depczą nam po piętach — podkreśla Mirosław Proppé, dyrektor w firmie doradczej KPMG.
Jego zdaniem, w nadchodzących latach bardziej niż zmiany wartościowe istotne będą zmiany jakościowe.
— Nie chodzi tu o centra usług, lecz o centra badawczo-rozwojowe. Na razie z racji rozwiązań podatkowych przegrywamy z Czechami — tam 200 proc. kwot wydanych na badania i rozwój można wrzucić w koszty, podczas gdy w Polsce — niecałe 100 proc. — wyjaśnia Mirosław Proppé.
Ustawa o wspieraniu działalności innowacyjnej weszła w Polsce w życie jesienią ubiegłego roku. W ramach budżetu na lata 2007-13 rząd planuje wspieranie dużych inwestycji proinnowacyjnych. Choć stawiamy na innowacyjność, nie można się nie cieszyć z projektu tej skali, jak w przypadku Bridgestone.
— Branża motoryzacyjna również wnosi nowoczesne technologie. Ponadto jest to sektor, który generuje zatrudnienie dla ogromnej rzeszy kooperantów — mówi Mirosław Proppé.
Okiem eksperta
To nie wilki
Powinniśmy skupić się na inwestorach, którzy już są w Polsce, bo w przypadku reinwestycji koszty projektu automatycznie spadają o kwoty wydane na badanie rynku itd. Nie potrzeba tu żadnych inwestycji czy decyzji rządu. Wystarczy, że polscy politycy przestaną porównywać inwestorów zagranicznych do wilka, który zje Czerwonego Kapturka, a zaczną budować pozytywny wizerunek Polski. Mówi się, że premier Kazimierz Marcinkiewicz jest otwarty na inwestorów. Przypominam jednak, że nie na wszystkich. W exposé wygłoszonym w październiku premier zapowiedział, że rząd będzie tworzył zachęty dla średnich firm z UE, które chcą inwestować w Polsce.
Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, PKPP Lewiatan