Naprawdę lepiej ofiarować wędkę niż rybę

Janusz Lewandowski
opublikowano: 2005-06-24 00:00

Pieniądz publiczny krążący w Polsce dzieli się na krajowy i zagraniczny. Rozdysponowywanie jednego i drugiego obłożone jest srogimi regulaminami, które jednak nie nadążają za pomysłowością obdarowywanych.

Problem jest ogólnoświatowy i tu akurat Trzeci Świat bije na głowę Europę. Na wieść o tym, że Unia Europejska rzuca 350 mln euro na tereny tragicznie dotknięte tsunami, ale preferując organizacje pozarządowe, liczba takich podmiotów zarejestrowanych na Sri Lance bardzo szybko skoczyła z 25 do ponad 800! Cudowne obywatelskie rozmnożenie w Azji Południowo-Wschodniej ma przynajmniej więcej wdzięku niż państwowe struktury od lat defraudujące pomoc humanitarną na Czarnym Lądzie.

Dlatego nie jestem entuzjastą pomysłu, z jakim wkracza do akcji rozpoczynająca się 1 lipca brytyjska prezydencja UE, by znacząco powiększyć rozmiary pomocy rozwojowej dla Trzeciego Świata. Choćby dlatego, że dla tych krajów, gdzie 70 proc. miejsc pracy powstaje w rolnictwie, ważniejsze jest otwarcie rynku najbardziej pojemnego na produkty żywnościowe, jakim jest Unia Europejska, aniżeli pomoc humanitarna.

Dobre samopoczucie darczyńców psuje ujawniona niedawno statystyka pokazująca, iż wartość subsydiów i protekcji rolnej w krajach OECD pięciokrotnie przewyższa łączną wartość humanitarnych gestów z ich strony. Dodajmy — gestów trafiających zazwyczaj do „krewnych i znajomych królika”, a rzadziej do ludzi będących naprawdę w potrzebie.

Janusz Lewandowski, europoseł PO