Narasta zagrożenie dla polskich wytwórców

Andrzej Arendarski
opublikowano: 1999-04-09 00:00

Andrzej Arendarski: narasta zagrożenie dla polskich wytwórców

AKADEMICKIE SPORY: Czy mamy już kryzys czy tylko spowolnienie; czy jesteśmy w depresji czy jedynie w stagnacji. Przedsiębiorców takie kłótnie coraz bardziej irytują — ostrzega Andrzej Arendarski. fot. ARC

Najwięksi entuzjaści dławienia popytu przez politykę cenowo-dochodową i podatki pośrednie oraz drastycznej polityki monetarnej nadal twierdzą, że proces ten miał i ma zbawienny wpływ na naszą gospodarkę. Przeciwnicy „schładzania” wyciągają wnioski odmienne i twierdzą, że sytuacja jest zła i od miesięcy się pogarsza. Wskazują, że w ostatnim kwartale 1998 r. PKB powiększył się niewiele ponad 2 proc., a w pierwszych trzech miesiącach tego roku przyrost ten będzie bliski zeru. Za sukces uzna się, jeśli okaże się, że w marcu zahamowany został spadek produkcji! Ale politycy związani z gospodarką i eksperci bliscy ośrodkom dyspozycji ekonomicznej kłócą się jeszcze: czy mamy już kryzys czy tylko spowolnienie; czy jesteśmy w depresji czy jedynie w stagnacji.

PRZEDSIĘBIORCÓW takie kłótnie coraz bardziej irytują, bowiem są to akademickie spory o słowa. Tymczasem gwałtownie narasta zagrożenie dla polskich wytwórców. Rentowność przedsiębiorstw załamała się tak, że wielka liczba firm znajduje się na skraju bankructwa. I to nie tylko państwowych molochów, ale i prywatnych, które jeszcze do niedawna uzyskiwały świetne rezultaty. Większość spółek giełdowych skorygowała w dół swe wcześniejsze przewidywania co do zyskowności. Jeszcze w roku 1995 średni wskaźnik rentowności brutto obrotów przedsiębiorstw wynosił 4,2 proc., a w roku 1998 może nie sięgnąć nawet 2 proc. Najmarniejsza lokata bankowa dawała w roku ubiegłym zyskowność 8-10 razy większą niż angażowanie kapitałów w wytwórczość!

GWAŁTOWNIE pogarsza się płynność finansowa przedsiębiorstw. Dziś najlepszym „kredytem” stało się znów wzajemne niepłacenie za dostawy. Uczestniczy w tym na wielką skalę także załamujący się budżet państwa, bowiem zadłużenie jednostek budżetowych z okresów poprzednich nie tylko nie jest regulowane, ale powiększa się. W dwóch pierwszych miesiącach wykorzystano aż 50 proc. całego przewidywanego na ten rok deficytu. Taki stan finansów publicznych wynika przynajmniej z czterech powodów: znacznie niższego od zakładanego tempa wzrostu gospodarczego; znacznie niższej od przyjętej w budżecie inflacji; niższej od zakładanej rentowności przedsiębiorstw; niższej od przewidywanej dynamiki płac.

PRZEDSIĘBIORSTWA nie mogą poprawić płynności finansowej poprzez kredyty bankowe, bowiem są one nadal horrendalnie drogie: realna stopa podstawowych kredytów banku centralnego w Polsce wciąż jest 5-7 razy większa od tej, jaka jest na przykład w krajach Unii Europejskiej. W strukturze kosztów przedsiębiorstw koszty finansowe są jedną z dominujących pozycji: stanowią około 50 proc. nakładów na płace netto, są porównywalne do kwoty wszystkich narzutów na płace, ponad 2 razy przekraczają średnią kwotę zysku, są wyższe od odpisów amortyzacyjnych! Jakże w tej sytuacji sięgnąć po dalsze kredyty?

SYTUACJA przedsiębiorstw źle wróży na przyszłość, gdyż nic nie wskazuje na to, że szybko zmieni się polityka gospodarcza rządu oraz polityka monetarna banku centralnego. Należy liczyć się jedynie z utrwaleniem się zjawisk recesyjnych, jakie wystąpiły w poprzednich sześciu miesiącach. Wprawdzie pojawiły się ostatnio prognozy zapowiadające i u nas lepszą koniunkturę w drugim półroczu, ale tyle już prognoz okazało się nieaktualnych...

WYDAJE SIĘ WIĘC, że najwyższy czas zaprzestać dyskusji o recesji, stagnacji, kryzysie, a po prostu dokonać zmian w polityce gospodarczej i monetarnej, które większą uwagę zwrócą na problemy eksporterów i poprawią konkurencyjność polskich firm na rynku wewnętrznym.

Andrzej Arendarski jest prezesem Krajowej Izby Gospodarczej, byłym ministrem współpracy gospodarczej z zagranicą