10 mln zł rocznie będzie kosztować utrzymanie obiektu. Pierwsze zyski (operacyjne) mają się pojawić w 2013 r.
Choć do zakończenia budowy stadionu narodowego pozostał tylko rok (obecnie rozpoczyna się montaż konstrukcji wind i instalacji biegów schodów ruchomych), to nie samym EURO 2012 już żyje obiekt.
— Jesteśmy w końcowej fazie uzgodnień z Ministerstwem Sportu i Turystyki co do przyszłości stadionu i kalendarza proponowanych imprez sportowych i rozrywkowych. EURO 2012 było jedynie impulsem do jego powstania — mówi Rafał Kapler, prezes Narodowego Centrum Sportu (NCS).
Same mistrzostwa nie pozwolą zwrócić kosztów budowy opiewających na 1,5 mld zł netto.
— EURO 2012 nie zwróci nawet kosztów operacyjnych. W tym przypadku nikt nie oczekuje zwrotu z inwestycji. Inwestorowi zależy na tym, by w 2013 r. nie było problemu z utrzymaniem stadionu — dodaje Rafał Kapler.
Tylko koszty stałe z samego utrzymania obiektu to 10 mln zł netto rocznie.
— Mamy listy intencyjne ze wszystkimi największymi międzynarodowymi operatorami tego typu obiektów na świecie, które chcą zarządzać stadionem. Dobrze zarządzany stadion to obiekt zyskowny operacyjnie. Rok 2013 będzie pierwszym dochodowym. W przyszłym roku chcemy zorganizować kilka dużych imprez — mówi prezes NCS.
Stadion ma zarabiać na imprezach sportowych, masowych (koncerty), korporacyjnych, powierzchniach komercyjnych (m.in. biura, centra konferencyjne) oraz na prawach marketingowych (np. sprzedaży praw do nazwy itp.). W przyszłości również na innych obiektach. Najpierw jednak zniknąć musi Jarmark Europa, dziś zlokalizowany na terenach sąsiadujących ze stadionem.
— Trudno w to uwierzyć, ale 15 sierpnia nie będzie śladu po bazarze i wówczas pracownia przystąpi do projektowania zagospodarowania terenu. Po zakończeniu mistrzostw mają wystartować na tym obszarze prace związane z budową bieżni lekkoatletycznej i dwóch hoteli — uważa Rafał Kapler.