Do tej pory na pokolenia wyżu demograficznego patrzyliśmy z pretensjami i
żalem, bo zbyt długo starali się utrzymać stanowiska, na które już czekali
młodzi ludzie. Za osiem, względnie dziesięć lat sytuacja diametralnie się
zmieni. Będziemy prosić by pracowali dłużej.
- Jeśli pokolenia wyżu demograficznego będą odchodzić na emeryturę w
takim samym stopniu liczbowym i roku życia, jak obecni starsi pracownicy, to
generacja młodych ludzi okaże się zbyt mała by wypełnić nowe miejsca pracy -
uważa Barry Bluestone, który stworzył projekcje na podstawie danych dotyczących
wzrostu populacji na przestrzeni minionych lat.
W 2018 roku w samych Stanach Zjednoczonych ma być około pięć milionów
wolnych, niezapełnionych miejsc pracy. Taka luka będzie kosztowała gospodarkę
okrągłe 3 biliony USD.
Kryzys spotęguje niedobór
Dodatkowym problemem jest kryzys, który potrząsnął światową gospodarką w
ostatnich kilku latach. Patrząc historycznie, po każdym okresie wychodzenia z
zapaści, występowały duże niedobory rąk do pracy. Tak było po drugiej wojnie
światowej, tak było też we wczesnych latach 60-tych. Ostatni kryzys pod względem
siły rażenia jest porównywalny tylko z Wielkim Kryzysem w latach 30-tych, a więc
skutków w postaci niedoboru możemy się spodziewać za około 10 lat. Pokolenie
wyżu demograficznego będzie więc wtedy tym bardziej potrzebne.
Zawody do wzięcia
Sytuacja zmusi więc ludzi w wieku średnim do namawiania swoich starszych kolegów, by zdecydowali się pracować jeszcze na emeryturze.
Autorzy raportu sporządzili nawet listę zawodów, które będą szczególnie
chłonne, a które mogą wykonywać osoby po 55 roku życia. Przeważa wszelkiego
rodzaju opieka zdrowotna (pielęgniarki, opieka domowa, asystenci medyczni),
służba szkolna (asystenci nauczycieli), ale są też recepcjonistki i - co ciekawe
- duchowieństwo.
Czas na drugie życie po emeryturze, jedynie to może nas uratować przed
kryzysem.
