Nasze kokosy z EURO 2012

  • Jacek Kowalczyk
opublikowano: 28-03-2012, 00:00

Na piłkarskich mistrzostwach zarobimy — uważa większość Polaków. W krótkim terminie impreza będzie jednak finansową klapą. W długim — powinniśmy skorzystać

W kwietniu minie pięć lat, odkąd UEFA ogłosiła, że Polska i Ukraina będą gospodarzami mistrzostw piłkarskich EURO 2012. Politycy zarówno ówczesnego rządu PiS, jak, mającego wkrótce objąć stery duetu PO-PSL zapowiadali, że dzięki imprezie doczekamy się stadionów z prawdziwego zdarzenia, budowane będą autostrady, wypięknieją dworce i lotniska, a kolej przyspieszy. Co dziś, na dziesięć tygodni do otwarcia imprezy, zostało z tych zapowiedzi? Polacy generalnie są zadowoleni ze stanu przygotowań do mistrzostw. Jak wynika z badania Grupy IQS dla „PB”, 29 proc. obywateli naszego kraju uważa, że Polska jest dobrze przygotowana, 20 proc. przeciwnie. Pozostałe 51 proc. nie ma zdania na ten temat.

Najlepiej oceniamy stan przygotowania infrastruktury sportowej — dobrą ocenę wystawia rządowi i samorządom w tej dziedzinie 70 proc. Polaków, a złą zaledwie 6 proc. Cztery stadiony — w Warszawie, Gdańsku, Poznaniu i we Wrocławiu — spełniły oczekiwania obywateli. Jesteśmy też zadowoleni z zaplecza hotelowo-gastronomicznego (odpowiednio 62 i 4 proc.) i całkiem nieźle oceniamy lotniska (46 i 5 proc.). Rząd zawiódł jednak Polaków w postępach budowy dróg i modernizacji kolei. W tych kategoriach wielokrotnie więcej ankietowanych wystawia rządowi negatywne oceny.

Klapa czy zysk

Co najistotniejsze, Polacy uważają, że nasz kraj zyska na organizacji imprezy — twierdzi tak 65 proc. ankietowanych. Według większości z nich, Polska skorzysta na EURO zarówno wizerunkowo, jak i finansowo. Przeciwnego zdania jest tylko 10 proc. Polaków.

Czy ten optymizm ma podstawy?

Jeśli traktować turniej jako czysto komercyjną imprezę, w którą zainwestował polski podatnik, będzie to finansowa klapa. Taki wniosek płynie z raportu Instytutu Globalizacji (IG). Koszt wybudowania za publiczne pieniądze czterech stadionów wyniósł około 4 mld zł, tymczasem przychody państwa z tytułu imprezy będą nieznaczne. Jak twierdzi IG, do Polski przyjedzie 43 tys. dodatkowych turystów.

— Jest to efekt netto. Część turystów przyjedzie specjalnie na imprezę, ale część właśnie z jej powodu do Polski nie przyjedzie, bo będą obawiali się tłoku, wysokich cen i braku miejsca w hotelach. Np. w czasie olimpiady w Atlancie średnie obłożenie w hotelach spadło z 73 do 68 proc., a w 2004 r. liczba turystów odwiedzających region Algrave w Portugalii zmniejszyła się w związku z organizacją EURO 2004 o 8 proc. — tłumaczy Marek Łangalis, ekonomista IG.

Instytut, opierając się na doświadczeniach innych krajów, zakłada, że liczba turystów odwiedzających Mazowsze, Pomorze, Wielkopolskę i Dolny Śląsk będzie średnio o 20 proc. wyższa niż w trzech poprzednich latach oraz że spędzą oni w Polsce średnio 6 dni i wydadzą po 320 zł. — Jeśli doliczyć do tego wydatki drużyn piłkarskich, działaczy sportowych i przedstawicieli sponsorów, szacujemy, że łącznie obcokrajowcy wydadzą dzięki EURO w Polsce 128 mln zł — twierdzi Marek Łangalis.

Nawet gdyby cała kwota wpłynęła pośrednio do budżetu państwa (bezpośrednio trafi jedynie około 20 proc. z VAT), byłby to i tak ułamek kosztów budowy stadionów.

— W sensie komercyjnym, inwestycja w EURO 2012 i w stadiony była bardzo nierentowna. W czasie imprezy przychody będą niewielkie, a po jej zakończeniu stadiony będą przynosiły właścicielom raczej straty niż zyski — twierdzi Marek Łangalis.

Teraz Polska

Jednak EURO 2012 to nie tylko inwestycja finansowa. Tak potężna impreza, poprzedzona latami przygotowań oraz mobilizacją polityków i administracji, ma też wiele innych wymiarów. Na przykład, wielu ekonomistów uważa, że mistrzostwa mają już teraz wyraźny wpływ na sytuację makroekonomiczną w Polsce. — Szacujemy, że w okresie 2008-20 impreza podniesie polski PKB o 2,1 proc. Jak na jednorazowe wydarzenie, to dość silny impuls — mówi Adam Czerniak, ekonomista Kredyt Banku, współautor raportu na temat wpływu turnieju na gospodarkę.

Perspektywa EURO 2012 sprawiła, że rząd szybciej realizował inwestycje infrastrukturalne. Choć nie wybudowano tylu dróg, ile planowano, to i tak wybudowano ich więcej, niż gdyby mistrzostw nie było.

— To przyspieszenie w inwestycjach publicznych od kilku lat podnosi nasze tempo wzrostu gospodarczego. Dzięki temu jako kraj osiągnęliśmy obecny poziom zamożności szybciej, niż gdybyśmy nie byli gospodarzem turnieju. Po mistrzostwach nasza gospodarka zacznie się więc rozwijać z wyższego pułapu — mówi Adam Czerniak.

Jeśli organizacja EURO się powiedzie, prawdopodobnie zyska na tym też wizerunek naszego kraju jako miejsca atrakcyjnego turystycznie i inwestycyjnie. Przez prawie miesiąc nazwy marek, takich jak „Polska”, „Warszawa”, „Gdańsk”, „Poznań”, „Wrocław” i „Kraków”, będą przewijały się przez usta setek milionów Europejczyków. Wartość takiej kampanii reklamowej trudno ocenić, ale z pewnością jest spora i należy zaliczyć ją po stronie przychodów.

— Dzięki EURO 2012 wiele osób w Europie dowie się o istnieniu nowej, nowoczesnej Polski, znacznie odbiegającej od stereotypów, a które zostały ukształtowane kilkadziesiąt lat temu. To jest korzyść, która sama w sobie jest wielką wartością i będzie przez wiele lat wspierać polską turystykę czy ułatwiać polskim przedsiębiorcom nawiązywanie kontaktów handlowych za granicą — mówi Sławomir Majman, prezes Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych (PAIIZ).

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu