Naukowcy z różnych ośrodków badawczych analizowali zachowania aż 168 różnych kultur z całego świata sprawdzając, czy i dlaczego ich pary całują się w sensie romantycznym. Nie brali przy tym pod uwagę pocałunków rodzicielskich - między rodzicami i dziećmi.

Wynik badań jest zaskakujący w kontekście poprzednich doniesień z tej dziedziny. Okazuje się, że w romantycznym sensie całuje się mniej niż połowa ludzkości bo jedynie 46 proc. Zachowanie to jest również całkowicie obce u zwierząt z wyłączeniem najbliżej nam spokrewnionych szympansów i szympansów karłowatych. U tych gatunków jednak całowanie się samca i samcy jest obecne w nieco innym niż u ludzi kontekście.
Niektóre badane przez zespół naukowców kultury ludzi były wręcz obrzydzone słysząc o takim zachowaniu.
- Badania wywracają do góry nogami dotychczasowe przekonania o tym, że całowanie się jest zachowaniem powszechnym u ludzi. Do tego okazuje się, że to wynalazek niedawny i znany głównie w cywilizacji zachodniej, która przekazuje go sobie z pokolenia na pokolenie - przyznaje w rozmowie z BBC William Jankowiak z Uniwersytetu w Nevadzie.
Wtóruje mu Rafael Wlodarski z Oxfordu, również podpisany pod raportem. Przypomina, że najstarszy ślad po ludzkich pocałunkach to napisane ok. 3,5 tys. lat temu zdanie w sanskrycie wedyjskim. Zdefiniowano tam pocałunek jako "wzajemną inhalację dusz".
Dlaczego więc ludzie zaczęli się całować? Naukowcy znajdują odpowiedź w obserwacji wspomnianych szympansów oraz innych ssaków. Dość powszechne jest bowiem u wielu gatunków "wywąchiwanie feromonów" u przedstawiciela płci przeciwnej w celu instynktownego znalezienia nosiciela najbardziej różnych czyli odpowiednich genów.
- Zaczęliśmy się całować, aby móc się wzajemnie wąchać - podsumowują naukowcy.
Wyniki ich badań publikuje w najnowszym numerze czasopismo naukowe "American Antropologist".
