Nawet ciotka Joanina niewiele nam pomoże

Jacek Zalewski
26-06-2007, 00:00

Od zakończenia szczytu Rady Europejskiej upłynęły trzy dni, ale wciąż jest on roztrząsany. Nie tyle przez obywateli UE, których akurat w porze, gdy w Brukseli panowało największe napięcie, intere- sowała głównie pogoda na weekend — ile przez polityków i media. Że wszyscyśmy wygrali — to wiadomo z założenia, jednak okazuje się, że nie wszyscy jednakowo. W Polsce przekopiowanie do nowego traktatu tych, a nie tamtych zapisów z pechowej eurokonstyutucji wywołuje całkowicie odmienne reakcje polityków.

W szumie informacyjnym, wywołanym kibicowaniem całych narodów walce polityków o jakieś pierwiastki i słupki, umyka chyba okoliczność mająca znaczenie wręcz zasadnicze. Otóż wszystkie te rachunkowe emocje dotyczą nie tego, jaką większością głosów da się w Unii Europejskiej coś wspólnie wykreować, lecz zablokować! Dlatego nie do końca zasadne są krytyczne uwagi wobec braci Kaczyńskich. Ich wrodzona nieufność rzeczywiście przekracza europejskie normy, ale obliczenia nastawione na destrukcję prowadzi cała unijna klasa polityczna.

Przyznajmy, że to cywilizacyjny fenomen — najpierw Europejska Wspólnota Gospodarcza, a potem Unia Europejska nie najgorzej się rozwija, budując przyszłość na fundamencie przeszkadzania, czyli blokowania potencjalnie niekorzystnych rozwiązań. Właśnie dlatego w Brukseli nie miał jakichkolwiek szans mityczny pierwiastek, który z czysto matematycznego punktu widzenia był sensowny, ale potentatom UE — nie tylko Niemcom — radykalnie zmniejszał możliwości blokowania. Ten ciemny mechanizm ma jednak i drugą, jasną stronę — otóż uświęconą zasadą podejmowania unijnych decyzji jest wcześniejsze rozpoznawanie, kto ewentualnie mógłby przeszkadzać, i żmudne szukanie porozumienia. Dlatego w Europie nie lubi się państw czy konkretnych polityków, stawiających sprawę na ostrzu noża. I taka refleksja powinna być dla obecnych rządców Polski najważniejszą nauczką z brukselskiego szczytu.

Wybiegając myślą poza rok 2017, gdy zasada podwójnej większości prawnie potwierdzi potęgę Niemiec, uczepiliśmy się tak zwanego kompromisu z Joaniny, czyli przyjętego w tym greckim mieście, a obowiązującego od 1994 r. ratunkowego zapisu w wewnętrznym regulaminie Rady UE, pozwalającego odłożyć na „rozsądny czas” podejmowanie decyzji, gdy jakieś państwo zgłasza sprzeciw nie wsparty wymaganą liczbą głosów blokujących. Cieszymy się, że daleka ciotka Joanina będzie mogła zostać wezwana na pomoc już przez 19,25 proc. ludności UE. Jednak owo odwlekanie jest iluzją, w Unii Europejskiej opłaca się przede wszystkim dogadywać. Mimo odtrąbionego w całej Europie zwycięstwa (nie wiadomo dokładnie, nad jakim wrogiem), trudno nie odnieść wrażenia, że dosłownie w najbliższych tygodniach, gdy ruszy konferencja międzyrządowa, spory przygaszone zmęczeniem polityków w nocy z piątku na sobotę, ożyją ze zdwojoną siłą.

Jacek Zalewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Nawet ciotka Joanina niewiele nam pomoże