Nazwisko to jeszcze nie wszystko

Katarzyna Sadowska
05-05-2010, 00:00

Specjaliści zwracają uwagę na nazwiska, ale na końcu wygrywa czysta kalkulacja. Drobnymi często rządzą emocje.

Jan Kulczyk walczy o inwestorów. Ma na koncie kilka sukcesów. Wystarczy?

Specjaliści zwracają uwagę na nazwiska, ale na końcu wygrywa czysta kalkulacja. Drobnymi często rządzą emocje.

Dzięki ofercie Kulczyk Oil Ventures (KOV) na rynku kapitałowym znów zrobiło się głośno o najbogatszym Polaku. Co prawda Jan Kulczyk pośrednio jest obecny na GPW za sprawą Pekaesu, ale nie wszyscy wiążą tę spółkę z biznesmenem. Inaczej jest w przypadku KOV. Tu już sama nazwa nie pozostawia żadnych wątpliwości, kto stoi za firmą. Wyniki oferty publicznej i późniejsze zachowanie kursu akcji pokażą, czy magia nazwiska zadziała w tym przypadku.

Nazwisko jest istotne…

Analitycy i zarządzający jak zwykle nie chcą publicznie oceniać, czy nazwisko Jana Kulczyka rozgrzeje rynek kapitałowy. Chętniej mówią jednak ogólnie o tym, czy nazwisko założyciela ma jakiekolwiek znaczenie przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnej. Okazuje się, że ma, ale wcale nie kolosalne.

— Nie przywiązujemy się do nazwisk. Jest to dla nas raczej poboczny wątek. Ma on pewien wpływ na decyzję inwestycyjną, ale oceniłbym go jako wpływ "miękki" — mówi Zbigniew Jakubowski, wiceprezes Union Investment TFI.

Dodaje, że zwraca się uwagę na jakość relacji inwestorskich, historię współpracy zarządu danej spółki z rynkiem kapitałowym.

…bardziej track record

— Na końcu liczą się jednak twarde dane: liczby i perspektywy spółki — podsumowuje Zbigniew Jakubowski.

Podobnego zdania jest Grzegorz Chłopek, wiceprezes ING PTE.

— Zawsze jednym z elementów analizy jest struktura oceny właścicielskiej i zarządu, ale nie jest to najistotniejszy element — mówi Grzegorz Chłopek.

Dla zarządzających liczy się track record. A Jan Kulczyk dał się już poznać rynkowi kapitałowemu przy okazji inwestycji w Wartę, akcje TP i Orlenu. Miał nosa i zarobił. Żadna z tych spółek nie była jednak stricte "jego." Inwestycje można uznać za czysto finansowe, a nie strategiczne. Inaczej będzie z KOV. Biznesmen przekonuje, że nie obniży zaangażowania w spółkę w najbliższych latach poniżej progu 25 proc. Akcje w ofercie publicznej kupią też pracownicy KOV — za 4,3-5,7 mln zł.

— Jeśli zarząd nie wierzyłby sobie, to trudno, żebyśmy my wierzyli. Deklaracja zakupu akcji jest naturalna i oczekiwana przez rynek, szczególnie jeśli mamy do czynienia z ofertą spółki, której działalność obarczona jest sporym ryzykiem — podkreśla Grzegorz Chłopek.

Drobni są emocjonalni

Tyle specjaliści. Nieco inaczej na nazwiska patrzą drobni gracze.

— Warto zauważyć, że nazwisko znane z punktu widzenia zarządzających to nie zawsze nazwisko znane szerokiemu rynkowi — mówi Rafał Janczyk, dyrektor ds. inwestycyjnych Aviva Investors.

Inwestorzy indywidualni często podchodzą do sprawy emocjonalnie — kochają i nienawidzą swoich giełdowych guru. Zauważyła to nawet Komisja Nadzoru Finansowego, która przestrzegała niedawno przed ślepą "grą w nazwiska." Gracze wciąż wymieniają się jednak pochlebnymi i krytycznymi opiniami na temat znanych biznesmenów na forach internetowych. Często są pamiętliwi, jak w przypadku Leszka Czarneckiego. Biznesmen przy okazji IPO LC Corp wpisał nawet do prospektu, że jego ewentualny wypadek podczas nurkowania może być dla spółki czynnikiem ryzyka. Na szczęście nic złego się nie wydarzyło, a notowania LC Corp zdołował głównie kryzys w branży nieruchomości. Gracze nie mogą mu jednak wybaczyć tego, że podczas oferty płacili za akcje znacznie więcej, niż warte są teraz. Wciąż są sceptyczni, mimo że indeks PB-Czarnecki radzi sobie znacznie lepiej od rynku i naśladując go mogliby nieźle zarobić.

Dałem KOV nie tylko nazwę i kapitał

Wszystkie moje inwestycje

na GPW mają wspólny

mianownik — były

finansowymi sukcesami —

mówi najbogatszy Polak.

"Puls Biznesu": Jaką rolę w pana grupie odgrywa KOV?

Jan Kulczyk: KOV jest ważną częścią szeroko zakrojonego planu rozwoju naszej grupy w sektorze energetyczno-paliwowym. Z zarządem KI pracujemy nad nim teraz bardzo intensywnie, ale za wcześnie jeszcze, by mówić o wszystkich szczegółach. Nasze zainteresowanie zakupem akcji Lotosu, czy Energi nie jest już przecież tajemnicą.

Po co wprowadza pan tę spółkę na giełdę?

Oczekujemy od rynku jednoznacznego sygnału ile są warte te aktywa. Ze względu na plany związane, na przykład, z kolejnymi akwizycjami, czy konsolidacją, nic chcemy już tracić czasu na dyskusje na temat wartości KOV. Przypominam, że środki z emisji w Warszawie chcemy przeznaczyć na realizację programu rozwojowego przez najbliższe dwa lata — wiercenia, poszukiwania oraz zakup ukraińskiego producenta gazu, spółki KUB-Gas. Ponadto, jest dokładnie tak jak zapowiadaliśmy, czyli cena jest atrakcyjna, nie sprzedajemy naszych akcji, bo chcemy długofalowo budować wartość tej firmy.

Spotkał się pan z inwestorami? Jak zachęca ich Pan do wejścia w KOV?

Tak i powiedziałem, że wierzę w ten projekt. Dowód? Do tej pory zainwestowałem w KOV około 240 mln zł. Zamierzamy także wziąć udział w emisji publicznej — zadeklarowaliśmy więc kolejne 20 mln USD. KI chce zatrzymać dla siebie 25 proc. akcji tej spółki. Bierzemy na siebie rolę lidera konsorcjum inwestorów. Lidera długofalowego, odpowiedzialnego za dalsze losy KOV. Także w zakresie dalszego finansowania. Inwestorzy finansowi nie powinni mieć powodów do niepokoju, bo za KOV stoi nie tylko moja reputacja, ale cala grupa kapitałowa. A jeśli szukamy precyzyjnych definicji naszej obecności w KOV, to z pełna odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że jesteśmy inwestorem strategicznym.

A co z ryzykiem?

— Nigdy nie ukrywaliśmy, że jest to projekt obciążony pewnym ryzykiem. Ryzykiem, które wpisane jest w ten biznes. Gdyby go nie było, to KOV byłaby warte nie miliard złotych, ale pięć miliardów i to dolarów. Wierzę w naszą koncepcję rozwoju KOV, poszukiwawczo-produkcyjny model biznesowy spółki, znakomity zarząd — prawdziwych, kanadyjskich nafciarzy. Ponadto KOV jest współwłaścicielem koncesji na działkach, które pokrywają ponad 90 proc. terytorium Brunei, kraju, który jest symbolem naftowego sukcesu. No i jesteśmy my, czyli Kulczyk Investments. Jeśli na chłodno, bez emocji analizuje się moje inwestycje na GPW, to wszystkie mają wspólny mianownik. Były finansowymi sukcesami. Potrafiący liczyć, a inwestorzy na pewno to pamiętają.

Nie obawia się pan o swoją reputację. Co się stanie, jeśli oferta KOV zakończy się fiaskiem?

— Publiczna oferta KOV nie jest służy weryfikacji zaufania do mojej osoby. Dałem temu projektowi nie tylko swojej nazwisko i kapitał, ale także zobowiązanie do dalszej ciężkiej pracy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Sadowska

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Nazwisko to jeszcze nie wszystko