NBA zalewa parkiet

opublikowano: 03-07-2017, 22:00

Zjadłbym coś i popił winem — powiedział po przegranym meczu LeBron James. Jak się nie trafiło do kosza, to sięga się do koszyka?

Koszyk aktywów złożony z alkoholi rozlewanych przez światową ligę koszykówki kojarzyłby się bardziej ze zwycięstwem niż topieniem smutków. Kiedy tegorocznymi mistrzami okazali się Golden State Warriors, branża winiarska zastygła na moment w zdumieniu — LeBron James nie odpuszcza w końcu łatwo, ale żeby świętować, wylewając sobie na głowę szampana wartego 360 tys. USD (1,3 mln zł)? W. Blake Gray, krytyk z „Wine Searcher” i kibic lidera NBA, przeanalizował jednak rynkową cenę takiego prysznica i wyszło, że musujące wino w koszyku inwestora warte byłoby prawie 35 razy mniej niż w chwili, kiedy formowało kałuże na podłodze szatni mistrzów.

Stephen Curry z drużyną Golden State Warriors w szampanie Moët et Chandon Imperial Brut. Butelka z limitowanej serii kosztuje 1,2 tys. USD, zwyczajna, choć z tym samym szampanem — 35 USD.
Zobacz więcej

SZAMPAN I CURRY:

Stephen Curry z drużyną Golden State Warriors w szampanie Moët et Chandon Imperial Brut. Butelka z limitowanej serii kosztuje 1,2 tys. USD, zwyczajna, choć z tym samym szampanem — 35 USD. FOT. NATHANIEL S. BUTLER — NBAE VIA GETTY IMAGES

Aktywa nocnych klubów

Od parkietu boiska do parkietu giełdy nie byłoby teoretycznie daleko, bo Golden State Warriors rozlali zawartość 300 butelek wartych po 1,2 tys. USD (4,5 tys. zł) — a skoro były względnie drogie, to pewnie też z jakimś potencjałem dywersyfikacji aktywów. Przyglądając się relacjom z prysznica po meczu, W. Blake Gray postanowił zrobić, co do krytyka należy, czyli przystąpić do degustacji szampana za darmo. Moët & Chandon przesłał więc ten sam trunek, którym szprycowali się zwycięzcy, lecz nie tę samą butelkę — co zrodziło ważne pytanie o ogólną naturę rynku kolekcjonerskiego wina.

Jak się okazało, dom szampański wyprodukował limitowaną serię specjalnie podświetlanych butelek, których cena detaliczna ma wynosić 1,2 tys. USD, a dostępność ma się ograniczać do niektórych nocnych klubów. Wino, które jest w środku efektownej butelki, to Moët Imperial Brut, którego cenę krytyk podaje na poziomie 35 USD (130 zł), stwierdzając, że zawodnicy świętowali właściwie szampanem wartym trzydzieści parę dolarów w ponad trzydzieści razy droższym szkle. Tak czy inaczej — dodaje — i tak byłobyto najdroższe wino, rozlane w takiej ilości na podłodze w szatni, jednak nie najrzadziej spotykane, jakie mógłby zamówić ciekawy nieznanego kolekcjoner.

Imperial Brut nie jest żadnym trudnym do zdobycia okazem, bo szampan jest powszechnie dostępny, a w jego skład wchodzi ponad sto różnych win, co — niezależnie od specyfiki danego rocznika — pozwala utrzymać jednorodny styl. Brut Imperial to wobec tego szampan nierocznikowy, będący mieszanką młodszych i dojrzalszych z różnych lat. Też Imperial, ale sporządzony z winogron tego samego rocznika, to już tzw. vintage, oznaczony rokiem na etykiecie i nazwą Brut Imperial Vintage. Samo określenie brut wskazuje natomiast na wytrawność — czego przeciwieństwem jest doux, szampan słodki, a więc w praktyce koszykarzy taki, od którego lepią się włosy.

Butelka na bessę

Mimo że nie jest to kategoria inwestycyjnych rzadkości, zdaniem krytyka, Imperial Brut jest w zasadzie tym, czego powinno się spodziewać po szampanie w ogóle. Lekki, musujący, łagodnie cytrusowy i bardzo delikatnie słodki — smak zwycięstwa, jak podsumowuje W. Blake Gray, chociaż dla drużyny Golden State Warriors i tak niewystarczający.

Jak podaje ekspert, po pobieżnej degustacji w szatni sportowcy przenieśli się do nocnego klubu Harlot, w którym pili bądź rozlewali na siebie nawzajem następne 80 butelek z tego samego szampańskiego domu. Były wśród nich specjalne sześciolitrowe wersje Nectar Rosé z logo drużyny w cenie 15 tys. USD (56 tys. zł) za butelkę — czyli kolejny szampan za kilkanaście tysięcy, tym razem podsumowany przez krytyka na około 50 USD (190 zł). W porównaniu z poprzednim, również znacznie słodszy, bo w ocenie eksperta, prawie z kategorii doux.

— Oglądając, jak Draymond Green i Ian Clark leją go na włosy, wolałbym mieć już na głowie Imperial Brut — dodaje W. Blake Gray na „Wine Searcher”, trochę zdumiony, że na zdjęcia nie zareagował wspomniany miłośnik wina LeBron James. Gwiazda przegranych Cleveland Cavaliers mogłaby, jego zdaniem, pokazać mediom społecznościowym butelkę Kruga — nie świeciłaby może sztucznie od spodu, ale zamiast pusta do kosza, mogłaby trafić do koszyka i czekać na kolejne załamanie na parkiecie. Przy dowolnym znaczeniu obu określeń.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / NBA zalewa parkiet