Negocjacje: w ogonie, ale bez paniki
Po dzisiejszej rundzie rozmów Polska znajdzie się na końcu listy kandydatów, którzy ponad dwa lata temu rozpoczęli razem z nami negocjacje. Zamkniemy 16 rozdziałów, Czechy — 17, Węgry — 19, a Słowenia — 20. Nie oznacza to jednak wcale, że musimy nagle zacząć ustępować. Za zbyt pochopne ustępstwa ktoś będzie musiał zapłacić: albo polscy przedsiębiorcy, albo przeciętni obywatele. Bardzo łatwo możemy przyspieszyć, ustępując na przykład w sprawie lekarstw albo w rozdziale Konkurencja, w którym prowadzimy z Unią beznadziejną walkę w sprawie ochrony inwestorów w specjalnych strefach ekonomicznych. Ostatnie doświadczenia z rozdziałem Polityka społeczna pokazały, że upór i solidne wyliczenia przekonują Unię.
W najbliższych dniach możemy zgodzić się na siedmioletni zakaz pracy dla Polaków w krajach UE i na zaledwie siedmioletni zakaz sprzedaży polskiej ziemi cudzoziemcom. W ten sposób dorzucimy dwa kolejne rozdziały do tabelki i... to wszystko. Nic na tym nie zyskamy. Nawet szef unijnej dyrekcji ds. rozszerzenia Eneko Landaburu ostrzegał ostatnio Polskę przed zbyt pochopnymi ustępstwami. Jak to określił minister Jacek Saryusz- -Wolski, Polska spadnie dziś do „dolnej strefy stanów średnich”, ale panika jest nieuzasadniona. Z wyjątkiem ochrony środowiska, gdzie Polska rzeczywiście została w tyle z powodu własnych zaniedbań, pozostali kandydaci wyprzedzają nas głównie dlatego, że są mniej wymagający wobec Unii, albo mają inne niż my problemy. Nie należy również sobie zbyt naiwnie wyobrażać, że z powodu zamknięcia przez nas jeszcze kilku rozdziałów, Francja i Niemcy przyspieszą i zgodzą się na podjęcie strategicznych decyzji w sprawie rolnictwa czy funduszy strukturalnych, bo oba kraje czekają na wybory w 2002 roku. Zgodnie z przyjętym w grudniu przez Unię rozkładem jazdy, negocjacje najwcześniej zakończymy za półtora roku. Pod koniec negocjacji na pewno nie dostaniemy mniej, a możemy wynegocjować więcej.
Wówczas dla polskiego rządu nadejdzie czas rzeczywiście dramatycznych decyzji. Może się okazać, że aby przyspieszyć negocjacje i postawić pod ścianą przeciwne szybkiemu rozszerzeniu państwa Unii, musimy ustąpić w kilku obszarach. Nie jest wcale przyjemnie patrzeć, jak doganiają nas Słowacja i Litwa, które rozpoczęły negocjacje w dwa lata później, ale warto zachować zimną krew. Teraz polscy negocjatorzy, wspólnie z opozycją i ekonomicznym lobby powinni pracować nad argumentami przekonującymi Unię. Na pocieszenie: ani Słowacja, ani Litwa nie zbierają tak dobrych ocen za stan gospodarki jak Polska.