Oszczędzanie na flocie samochodów służbowych sprowadza się do prostego wyboru: albo wydajesz na likwidację szkód, albo inwestujesz w pracowników.
„Puls Biznesu”: Flota firmy RedBull w Polsce składa się z około 150 samochodów. To duże obciążenie dla firmy?
Grzegorz Niedźwiedź, RedBull: Nie mogę podać szczegółów. Mogę jednak powiedzieć, że to znaczące koszty, najważniejsze obok wynagrodzeń. Oczywiście na stanowiskach, na których pracownicy muszą się poruszać służbowymi autami.
I to właśnie był powód, dla którego zdecydowaliście się na flotową „rewolucję”?
Tak. Zauważyliśmy, że koszty floty samochodowej stanowią istotne obciążenie dla naszego budżetu. W pierwszej fazie skupiliśmy się na tej kategorii kosztów, na które użytkownicy samochodów służbowych mają bezpośredni wpływ: likwidacji szkód, paliwie, materiałach eksploatacyjnych, przeglądach serwisowych itd. W odpowiednim czasie wybraliśmy dostawcę nowych samochodów na warunkach, które są bardziej niż satysfakcjonujące.
Od jakich spraw w funkcjonowaniu floty zaczęliście?
Od uregulowania zasad. Stworzyliśmy politykę flotową, która reguluje zasady korzystania z samochodu służbowego — określa prawa i obowiązki użytkowników. Pracując nad tym dokumentem, duży nacisk położyliśmy na stworzenie narzędzi, które motywują pracowników do zmiany sposobu użytkowania służbowych samochodów — chcielibyśmy, by zaczęli je traktować tak jak traktują własny samochód.
Z sukcesem?
Tak i to sporym. Bardzo spadła nam szkodowość, a co za tym idzie — koszty składek ubezpieczeniowych. To nie tylko znaczące oszczędności dla budżetu firmy, ale również zmniejszenie pozafinansowych kosztów, jakie ponosi spółka, gdy pracownika nie ma w pracy. Spodziewamy się w przyszłości kolejnych korzyści, które będą konsekwencją naszych decyzji zakupowych.
Rozumiem, że wasza rewolucja jeszcze trwa?
Tak. Cały czas pracujemy nad zmniejszeniem kosztów likwidacji szkód i kosztów zakupu paliwa. Planujemy w najbliższym czasie wdrożyć program szkoleniowy, którego celem jest systematyczne podwyższanie świadomości użytkowników samochodów o ryzyku, jakie występuje w ruchu drogowym, oraz zapoznanie ich z technikami ekojazdy.
Na jakim elemencie zarządzania flotą można najwięcej zaoszczędzić?
Ująłbym to nieco inaczej. Skupienie się na poprawie bezpieczeństwa naszych pracowników dostarcza wiele korzyści finansowych. Zmiana stylu jazdy na „eko” oznacza z jednej strony zmniejszenie zużycia paliwa bez uszczerbku dla realizacji celów biznesowych, zaś z drugiej — oznacza zmniejszenie kosztów ubezpieczenia i napraw wynikających z nieuwagi kierujących naszymisamochodami. Innymi słowy: ważne jest, jak określimy cel — my chcemy czerpać korzyści w każdej dziedzinie, na którą mamy wpływ.
Pracownicy są zadowoleni?
Tak. Oszczędności nie są bowiem jedynym skutkiem naszej „rewolucji”. Korzyści finansowe są mierzalne, dzięki czemu możemy precyzyjnie określić efekty naszych działań. Częścią oszczędności podzieliliśmy się z pracownikami, przekazując im samochody lepiej wyposażonew systemy sprzyjające bezpieczeństwu i bardziej komfortowe. Wolimy przeznaczać pieniądze na poprawę warunków pracy niż na koszty likwidacji szkód. To prosty wybór.
Wybór może i prosty. A realizacja łatwa?
Nic nie jest trudne, jeśli się wie, jak to zrobić. Przy wprowadzaniu zmian wykorzystaliśmy wsparcie firmy zewnętrznej, której doświadczenie zwiększyło efekt i skróciło czas oczekiwania na rezultaty. Wprowadzając takie zmiany, trzeba się uzbroić w cierpliwość i konsekwentnie realizować wyznaczone cele. Efekty zaczną przychodzić szybciej, niż się nam wydaje.
Skoro jesteśmy przy efektach. Dużo pieniędzy zaoszczędziliście?
Na tyle dużo, że mogliśmy sobie pozwolić na podwyższenie standardu służbowych samochodów.
Tylko tyle?
Nie. Jeszcze trochę zostało.