Czytasz dzięki

Nic nie wskóramy bez efektywności

Rynek sam zadecyduje, ile przemysłu powinno być w gospodarce. Państwo ma tworzyć warunki do konkurencji, a biznes — stawać w szranki

Brukselskich urzędników ogranicza tylko wyobraźnia. Nawet prawa natury nie są stałe, bo Komisja Europejska potrafi je obalić — ślimak staje się rybą, a marchew owocem. Choć wydaje się, że drabina nie jest narzędziem szczególnie skomplikowanym, unijni technokraci uregulowali… odległość między szczeblami. Wszystko to można uznać za żart, dopóki dotyczy spraw błahych. Gorzej, gdy próbuje się regulować procesy w gospodarce.

— Od kilku, jeśli nie kilkunastu lat słyszymy na Zachodzie, że kurczy się udział przemysłu w PKB. Pytanie, czy to coś złego i czy w każdym przypadku — mówi prof. Jan Winiecki, członek Rady Polityki Pieniężnej. Dzisiaj ten udział stanowi nieco ponad 15 proc., a zdaniem Komisji Europejskiej, w 2020 r. powinna to być jedna piąta unijnego PKB.

W naturze ciągły ruch

Naturalna kolej rzeczy jest taka, że biedniejsze gospodarki oparte są na rolnictwie. Wraz ze wzrostem zamożności rośnie udział sektora przemysłu przetwórczego, który później maleje, gdy gospodarka przechodzi na jeszcze wyższy poziom i zaczynają dominować usługi.

— Rodzi się więc pytanie, czy deindustrializacja jest zjawiskiem negatywnym, czy też jest to naturalny przejaw przemian gospodarczych. Moim zdaniem, to naturalny proces — podkreśla Jan Winiecki.

Polska gospodarka też stała przemysłem przez całe lata, a dzisiaj jego udział maleje i oscyluje w okolicy 17-18 proc. PKB. Janusz Piechociński, wicepremier i minister gospodarki, postawił sobie za cel przekonać rodaków nad Wisłą, że za 4-5 lat nasz przemysł powinien odpowiadać za 22 proc. PKB. Do narzucania gospodarce wytycznych sceptycznie podchodzi prof. Jerzy Hausner, były wicepremier, a obecnie członek RPP.

— Najlepszym mechanizmem dokonywania się przemian w gospodarce jest mechanizm rynkowy, choć nie wszystkie rynkowe zmiany strukturalne można uznać za korzystne — mówi Jerzy Hausner.

Jego zdaniem, cały podział gospodarki na rolnictwo, przemysł i usługi jest sztuczny. — Większość to w istocie połączenie przemysłu z usługami, które towarzyszą tej działalności. Duże korporacje nie mogą tylko wytwarzać. Muszą też dostarczać związane z produktami usługi. Jeśli tego nie potrafią, nie mają silnej pozycji konkurencyjnej — uważa Jerzy Hausner.

Nie tędy droga

Zdaniem byłego wicepremiera, nie należy fetyszyzować udziału przemysłu w gospodarce, bo i ostatecznie liczy się tylko konkurencyjność. Dzisiaj Polska konkurencyjnością stoi, czego dowodzą rozpychający się na świecie nasi eksporterzy. Mają jednak tanie paliwo — niskie koszty pracy. — Ten model opiera się na cechach strukturalnych, które nie dają szans sukcesu w przyszłości — podkreśla Jerzy Hausner. Dlatego biznes musi pójść pod rękę z instytucjami państwa.

— Rolą państwa jest nie tylko tworzenie warunków dla przedsiębiorczości, ale także wspieranie, a czasami dostarczanie pewnego typu usług — uważa Jerzy Hausner. Jego zdaniem, celem powinno być nie tylko tworzenie nowych biznesów, ale zwiększanie ich globalnego znaczenia. — Małe przedsiębiorstwa powinny stawać się średnimi, a średnie — międzynarodowymi graczami, sprzedającymi pod własnymi markami — mówi członek RPP.

Los można odmienić

W opinii ekspertów, udział przemysłu w gospodarce ma znaczenie, ale tylko w połączeniu z konkurencyjnością. Dobrze to widać za Odrą. W Niemczech, jak w całej Europie, przemysłu w PKB było coraz mniej. W końcu zostało około 20 proc., a gospodarka nie straciła przewag. We Francji i Wielkiej Brytanii udział producentów zanurkował w okolice 10 proc. i w globalnym wyścigu brakuje tym krajom atutów.

— Ważne jest również, w jakim tempie dokonują się zmiany. Jeśli wraz ze spadkiem udziału przemysłu spada konkurencyjność, to jest to problem polityki gospodarczej — wyjaśnia Jan Winiecki.

Na szczęście los można odwrócić, chociaż nie jest to łatwe ani przyjemne. Taką lekcję odrobili już Skandynawowie. Finom i Szwedom udało się kosztem reform i zmniejszenia wydatków publicznych. W Szwecji na początku lat 90. socjal przekraczał 70 proc. PKB, więc trzeba było go stopniowo zmniejszać i jednocześnie deregulować gospodarkę. To pozwoliło przemysłowi znów rozkwitnąć. Chociaż jego udział w PKB nie jest wysoki, to konkurencyjność już tak. — Zła polityka jest odwracalna, ale wymaga to czasu — podkreśla Jan Winiecki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartek Godusławski

Polecane