Nici z prawdziwej reformy wadiów

opublikowano: 30-04-2013, 00:00

Urząd Zamówień Publicznych wycofał się z wykreślenia przepisów o zatrzymywaniu wadium. W zamian proponuje procedurę, która nie zadziała

Ponad rok temu Jacek Sadowy, prezes Urzędu Zamówień Publicznych (UZP), przedstawił projekt, który miał zlikwidować jedną z największych bolączek firm — utratę wadium. Teraz wycofuje się z tego rozwiązania. Zaproponował „deregulację”, czyli odformalizowane postępowanie, w którym przepadek wadium będzie groził tylko temu wykonawcy, którego oferta będzie najkorzystniejsza, a który nie złoży kompletu wymaganych dokumentów.

Brzmi nieźle. Niestety, nowy pomysł ma poważny mankament — taka procedura nie będzie obowiązkowa. Ruszy tylko wtedy, gdy zgodzi się na nią zamawiający. Eksperci twierdzą, że pomysł szefa UZP pozostanie martwym prawem.

— To się nie sprawdzi w praktyce. Instytucje zamawiające po prostu nie będą chciały z tej procedury korzystać. Dlaczego? Bo będą wolały prowadzić przetargi według obecnych, korzystnych dla siebie zasad. Wybiorą procedury pozwalające żądać pełnej dokumentacji od wszystkich startujących w przetargu i zatrzymywać wadia tym, którzy jej nie uzupełnią — mówi Łukasz Bernatowicz, ekspert Business Centre Club (BCC).

Widzimisię urzędników

Wadium to kwota sięgająca nawet 3 proc. wartości zamówienia. Zabezpiecza zamawiającego przed wycofaniem się wykonawcy, który wygra przetarg. Od 2008 r. zamawiający mogą zatrzymywać wadia tym wszystkim, którzy nie uzupełnią dokumentacji. Firmy skarżą się, że tracą duże pieniądze na skutek nawet drobnych uchybień formalnych.

Tymczasem wadia sięgają nawet milionów złotych, a z ich zabierania zamawiający uczynili sobie źródło pokaźnych dochodów. Te praktyki miały zniknąć. Jednak UZP zmienił zdanie i proponuje „deregulację”, zależną od widzimisię urzędników. „Zamawiający będzie każdorazowo podejmował indywidualną decyzję, czy w przypadku danego postępowania korzystać z projektowanej możliwości i prowadzić postępowanie odformalizowane i oparte w dużej mierze na oświadczeniach, czy też żądać dokumentów od wszystkich wykonawców, tj. prowadzić postępowanie w dotychczasowej formule” — czytamy w uzasadnieniu nowego projektu UZP.

Jednym z głównych elementów reformy zamówień publicznych miało być zniesienie zatrzymywania wadium. Miało, ale nie będzie…

Urząd zaznacza, że zdaje sobie sprawę, iż utrata wadiów jest dużym kosztem dla firm, lecz jest przekonany, że jego propozycja ograniczy ten proceder. Przedstawiciele biznesu mają odmienne zdanie.

— Motorami działania i decyzji urzędników organizujących przetargi są strach i wygoda. Ze strachu przed podejrzeniami o korupcję w ponad 90 proc. przetargów wybierają oferty najtańsze, co nie znaczy, że najlepsze. Widzimy, do czego to prowadzi. Uważam, że ze strachu przed tłumaczeniem się, a także z chęci dalszego zatrzymywania wadiów, nie zdecydują się na nowy tryb zaproponowany przez prezesa UZP. Aby był on stosowany, musi być obowiązkowy — mówi Marek Kowalski, członek Rady Głównej PKPP Lewiatan.

— To pokraczna próba wycofania się przez UZP z pierwszego, entuzjastycznie przyjętego przez przedsiębiorców projektu. Gdy okaże się, że nowy tryb nie znajduje zastosowania, prezes UZP rozłoży ręce i powie: wprowadziliśmy dobre rozwiązanie, a że zamawiający nie chcą go stosować, to już nie nasza wina — przewiduje Łukasz Bernatowicz. Nie udało nam się uzyskać komentarza Jacka Sadowego.

— Zastosowanie tej nowej procedury zwyczajnie nie będzie się opłacać. Lepszym interesem jest wybór normalnej procedury i domaganie się pełnej dokumentacji od wszystkich uczestników. Wtedy są większe szanse, że ktoś ze słabszą ofertą nie uzupełni papierów, a wtedy zostanie zatrzymane jego wadium. Czysty zysk — mówi przedstawiciel podwrocławskiej gminy.

— Nie ma szans, abym zgodził się na tryb deregulacyjny, bo nie chcę później mieć na karku kontroli i tłumaczyć się, czemu działałem w ten sposób. Nikt nie będzie ryzykował usłyszenia zarzutu złamania dyscypliny finansów publicznych — mówi pracownik dużego warszawskiego urzędu.

Czysty zysk

Zapytaliśmy zamawiających, czy zainteresuje ich nowy tryb. Zgodzili się wyłącznie na wypowiedzi anonimowe.

Budimex:

firmie zatrzymano 800 tys. wadium, choć w przetargu zajęła siódme miejsce. Powód? Brak zaświadczenia o przynależności do izby inżynierów.

Mostostal Warszawa:

w przetargu (w konsorcjum z hiszpańską Accioną) firma z wielkimi tradycjami straciła wadium z powodu niedostarczenia dokumentów potwierdzających doświadczenie w budowie kanalizacji.

Strabag:

w przetargu na modernizację oczyszczalni ścieków (w konsorcjum z Awbudem) zamawiający nie chciał oddać 500 tys. wadium, twierdząc, że koncern nie uzupełnił oferty i nie dostarczył dokumentów. Zawarto ugodę w sądzie. Firma wadium odzyskała.

Berger Bau:

konsorcjum polskiego i niemieckiego oddziału firmy straciło wadium w przetargu na budowę kompleksu sportowego, mimo że zajęło dopiero 10. miejsce.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jarosław Królak

Polecane