Nie będzie rewolucji w Enei

Agnieszka Berger
opublikowano: 2009-08-12 00:00

Nowy szef spółki nie zmieni strategii przed prywatyzacją, ale ubije grunt pod elektrownię i kopalnię.

Nowy szef spółki nie zmieni strategii przed prywatyzacją, ale ubije grunt pod elektrownię i kopalnię.

Do piątku inwestorzy zainteresowani kupnem poznańskiej Enei mają złożyć wstępne oferty ministrowi skarbu. Sprzedaż akcji poznańskiej grupy energetycznej ma być filarem tegorocznej prywatyzacji. Co zastanie w spółce nowy właściciel? Przede wszystkim nieznanego jeszcze na rynku prezesa Enei Macieja Owczarka, który zarządza grupą od niespełna trzech miesięcy. Nowy prezes nie planuje jednak żadnej rewolucji.

— Nie będę zmieniał strategii w przededniu prywatyzacji, bo decyzje o przyszłości Enei i tak będzie podejmował inwestor. Moim zadaniem jest zadbanie o to, żeby cały proces przebiegał sprawnie — mówi Maciej Owczarek.

Jednak przed wejściem inwestora prezes będzie musiał podjąć kilka ważnych decyzji, które mogą wpłynąć na wartość Enei. Jedna z nich dotyczy odzyskania akcyzy za energię elektryczną zapłaconej — wbrew unijnym przepisom — przez należącą do grupy Elektrownię Kozienice. Chodzi o 695 mln zł.

— Nie zamierzamy rezygnować z walki o zwrot akcyzy, bo to gra o dużą stawkę. Trzeba jednak pamiętać, że to miecz obosieczny, bo o zwrot podatku mogą też upomnieć się nasi klienci — zastrzega Maciej Owczarek.

Szef Enei stara się też rozwiązać spór z biznesowym partnerem Enei — kopalnią Konin, z którą grupa miała wybudować potężny kompleks energetyczny w okolicach Gubina. Kopalnia odmówiła wniesienia do spółki koncesji na badanie okolicznych złóż węgla brunatnego, bo uznała, że jej wartość jest bardzo wysoka. Mówi się o 250 mln, a nawet o 500 mln zł.

— Prowadzimy rozmowy z kopalnią i staramy się zabezpieczyć nasze interesy — mówi lakonicznie Maciej Owczarek.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że Enea zamierza ubiegać się o własną koncesję na podobne badania w sąsiednich gminach. Złożenie wniosku w tej sprawie to kwestia dni.

Przed prywatyzacją powinny się również rozstrzygnąć losy kontraktu Elektrowni Kozienice z firmą Hitachi na budowę instalacji odsiarczania spalin. Na niekorzystnej umowie — płatnej w euro i niezabezpieczającej elektrowni przed zmianą kursu — grupa może stracić kilkadziesiąt milionów złotych. Jak twierdzi Maciej Owczarek, kontrakt jest właśnie renegocjowany. Tymczasem jednak nowy prezes nie zamierza rozliczać z niefortunnej umowy zarządu Kozienic.

— Dopiero za osiem miesięcy będziemy wiedzieli, czy elektrownia ostatecznie straciła i ile — dodaje szef Enei.