Nie będzie terminalu celnego w Koroszczynie
Byłoby to śmieszne, gdyby nie było straszne. Otóż państwo polskie już po raz drugi (do trzech razy sztuka) zaangażowało ogromne pieniądze w budowę terminalu, który kierowca mógłby ominąć i bez odprawy celnej przekroczyć granicę. Mógłby również na drodze do terminalu przerzucić towar niechętnie widziany przez celników do innych ciężarówek, które bez zbędnych formalności przewiozłyby go do zaprzyjaźnionego kraju. A sam, jak gdyby nigdy nic, pojechałby na odprawę celną.
MOWA o terminalu w Koroszczynie, koło przejścia granicznego w Kukurykach. A ten pierwszy jest w Świecku. Oba przejścia położone są w znacznej odległości od granicy. Jak obliczają kontrolerzy GUC-u, już około 3000 ciężarówek rozmyśliło się po drodze i z odprawy celnej w Świecku nie skorzystało. Do subordynacji, czyli dobrowolnego zgłoszenia się do cła, miała ich zmobilizować linia wymalowana na jezdni żółtą farbą. Ponieważ nie dość skutecznie egzekwowała posłuszeństwo, to dodano jej do pomocy firmę ochroniarską. Teraz zjazd z autostrady, z zamiarem (domyślnym!) ominięcia cła, nie jest już taki prosty. Zdaniem służb granicznych kosztuje 2000 marek...
PRZY BUDOWIE terminalu w Koroszczynie powtórzono dokładnie ten sam numer. Kosztował ten numer 140 mln zł, z czego my podatnicy zapłaciliśmy 108,5 mln. Resztę zapłaciło Polskie Konsorcjum Gospodarcze, w skład którego wchodzą m.in. BPH, Elektrim, Exbud, Kopex, Mostostal Warszawa i Stalexport.
DO TEGO DOSZŁY jakieś machlojki z gruntami, w które zamieszana była spółka „Podlasie” Obiekty Graniczne i Autostrada SA (protoplastka Polskiego Konsorcjum Gospodarczego). Wydało się, że „Podlasie” kupiło tanio grunt pod budowę terminalu od Skarbu Państwa, a potem go drogo Skarbowi Państwa sprzedało.
SKARB PAŃSTWA poczuł się oszukany, wziął więc PKG za łeb i zaciągnął do sądu. Konsorcjum krzyczało wprawdzie, że to grabież w biały dzień, ale czym prędzej, nie czekając na wyrok sądu, oddało 2,5 mln zł i 5 proc. swoich akcji. Skarb Państwa zainkasował to wszystko, ale łba nie puścił i chce więcej. Premier skierował do Najwyższej Izby Kontroli prośbę o przeprowadzenie dochodzenia, sprawę bada Wydział Kontroli Wewnętrznej GUC, śledztwo prowadzi UOP.
NA DOKOŃCZENIE budowy trzeba jeszcze około 40 mln zł, ale państwo powiedziało basta i nie chce dać już ani grosza. Decyzję o wstrzymaniu finansowania podjęto na wniosek grupy ministrów. Po dokończeniu budowy powstałby bowiem terminal, który byłby rajem dla kontrabandy. Takiego prezentu nawet w snach przemytnicy by sobie nie wymyślili. Bo to właściwie nic innego, jak zalegalizowany szmugiel.
PREZES GUC-u terminalu przyjąć nie chce, bo gdyby to zrobił, to powędrowałby na ławę oskarżonych jako współuczestnik przestępstwa. Choć, kto wie, może nawet zostałby uznany za jedynego winnego, bo przecież kogoś trzeba byłoby ukarać, a najłatwiej tego, kto jest akurat pod ręką.
PRZYPOMINA się tu stare porzekadło: mądry uczy się na błędach cudzych, głupi na własnych, a idiota wcale... Natrętne staje się pytanie, jak mogło do tego samego dojść po raz drugi? W Świecku był wypadek przy pracy, trudno, zabrakło doświadczenia. Ale jak wytłumaczyć Koroszczyn?
PRZECIEŻ nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie podejrzewał urzędników państwowych podejmujących decyzję o takiej budowie, że świadomie działali na szkodę państwa. Również prezesi szacownych spółek giełdowych, tworzących Konsorcjum, nie zawiązali grupy przestępczej mającej na celu przemyt towarów. Więc gdzie leży odpowiedzialność!?
NA TO PYTANIE musi znaleźć się odpowiedź, bo to są zmarnowane nasze, podatników, pieniądze. Truizmem byłby wywód, ile dobrego można byłoby za taka sumę zrobić. Ilu nieszczęściom zapobiec.
JEDYNE, co teraz pozostaje, to sprzedać całą budowlę. Tylko kto to zechce kupić? I za ile?