Nie będzie "zasiłkowej" turystyki z Polski

PAP
opublikowano: 2011-04-30 21:08

W.Brytania nie musi obawiać się inwazji "zasiłkowiczów" z Polski i innych nowych państw UE po 1 maja - powiedziała PAP Jill Rutter, niezależna brytyjska ekspert od spraw migracji. Taką perspektywą straszą Brytyjczyków eurosceptyczne tabloidy na Wyspach.

Od 1 maja przybysze z nowych państw UE będą mieli prawo do świadczeń i zapomóg socjalnych na równych prawach z Brytyjczykami.


Dotychczas prawo do świadczeń socjalnych imigranci nabywali, jeśli spełnili dwa wymogi: zarejestrowali się do pracy w MSW (Home Office) i przepracowali w Wielkiej Brytanii co najmniej 12 miesięcy.


1 maja oba wymogi przestają obowiązywać, ale warunkiem uzyskania zasiłków, zapomóg i innych świadczeń jest przekonanie urzędnika, że ubiegająca się o nie osoba nie tylko aktywnie szuka pracy, ale też stale mieszka w W. Brytanii (ang. habitual residence test).


Zwykle za osobę stale mieszkającą w Wielkiej Brytanii uznaje się taką, która przepracowała tu co najmniej trzy miesiące.


Taka jest teoria, ale według Rutter praktyka jest inna: "Po to, by uzyskać prawo pobytu w Wielkiej Brytanii należy uzyskać status pracownika Wspólnej Europejskiej Przestrzeni Gospodarczej (EEA). Status taki zależy od zatrudnienia. Ma się go, gdy się pracuje, ale z chwilą utraty pracy status wygasa i po trzech miesiącach traci się prawo pobytu" - wyjaśnia.


"Swoboda nieograniczonego przemieszczania się ludzi w ramach UE jest mitem. Prawo to zależy od posiadania pracy lub zdolności utrzymania się z innego, stałego przychodu, np. oszczędności" - dodaje.


"Imigranci mają prawo do świadczeń z tytułu pracy (np. ulg podatkowych), ale takie prawo mieli także przed 1 maja. Nie mieli i nie będą mieli automatycznego prawa do świadczeń socjalnych niepozostających w związku z pracą. Jeśli stracą status pracownika EEA, to tracą prawo pobytu, chyba, że w międzyczasie się naturalizowali lub uzyskali prawo stałego pobytu, np. w drodze zmiany stanu cywilnego" - tłumaczy.


Za zbyt alarmistyczne uznaje obawy o inwazji polskich "zasiłkowiczów" były przewodniczący Zjednoczenia Polskiego Jan Mokrzycki: "Kto by teraz z Polski przyjeżdżał do Anglii, gdzie bezrobocie jest stosunkowo wysokie, gdy ma o wiele bliżej do Niemiec, gdzie może pracować legalnie, a bezrobocie spada"? - pyta retorycznie w rozmowie z PAP.


"Polacy przyjechali do Anglii, by pracować, a nie po to, by brać zasiłki. Jeśli znajdą się bez pracy, to pojadą tam, gdzie mają nadzieję ją znaleźć. Zasiłki mogą się niektórym wydawać wysokie, ale wyżyć z nich trudno" - zaznaczył.


"Anglicy zaostrzają zasady przyznawania świadczeń, dlatego nastawienie urzędników do imigrantów ubiegających się o nie będzie nieprzychylne" - obawia się z kolei Wiktor Moszczyński, autor wydanej ostatnio książki o polskich imigrantów "Hallo. I am your Polish neighbour".


Moszczyński zgadza się z opinią tabloidów, że większość Polaków w W. Brytanii zostanie tu na dłużej i że ich przyjazd to jeden z powodów, dla którego UE traci wśród Brytyjczyków na popularności. Za przejaw "zadomowiania się" Polaków na Wyspach uznaje rosnącą liczbę polskich dzieci w angielskich szkołach.


Brytyjski premier David Cameron w niedawnym przemówieniu w Southampton oświadczył, że jest zwolennikiem "dobrej" migracji i przeciwnikiem masowej. Obwinił poprzedni rząd Partii Pracy za problemy społeczne będące efektem masowej migracji.