Nie będziemy umierać za Joaninę

Adam Sofuł
opublikowano: 2007-07-23 00:00

Rozpoczynająca się dzisiaj konferencja międzyrządowa ma przekuć ustalenia szczytu brukselskiego na prawny język traktatu UE. Polska dyplomacja jechała na szczyt umierać za pierwiastek. Prezydent i szefowa polskiej dyplomacji pierwiastka wprawdzie nie przywieźli, ale za to wrócili z tajemniczą Joaniną. I tu kolejny kłopot, bo trudno było ustalić, jak ta Joanina rzeczywiście wygląda. Mówiono o dżentelmeńskiej umowie, padały zarzuty, że zostaliśmy oszukani. To zwiastowało sytuację że konferencja rządowa nie będzie podsumowaniem brukselskiego szczytu, lecz stanie się drugą rundą ostrej walki o traktat.

Emocje jednak opadły i wszystko wskazuje na to, że polscy politycy jadą na konferencję, by rozmawiać, a nie by umierać — tym razem za Joaninę. I słusznie, bo wprowadzenie tego mechanizmu blokującego niekoniecznie musiałoby wzmocnić pozycję Polski na forum Unii Europejskiej. Próba ponownego otwarcia negocjacji na ten temat byłaby co najwyżej próbą wzmocnienia prestiżu rządu na krajowej scenie politycznej, ale międzynarodowe koszty mogłyby okazać się większe niż zyski.

Uważne i spokojne prace redakcyjne nad traktatem reformującym mogą przynieść więcej korzyści niż wzniecanie kolejnej gorącej debaty bez większych szans na odniesienie w niej sukcesu. Skoro bez umierania za pierwiastek udało się przedłużyć funkcjonowanie nicejskiego systemu głosowania, to może także Joanina nie jest warta, by za nią umierać. W końcu warto się zatroszczyć, by Unia Europejska była niezłym miejscem do życia, a nie tylko do umierania.