Nie biorą spraw w swoje ręce

Anna Leder
opublikowano: 2004-09-06 00:00

Demografowie szacują, że trzy czwarte młodzieży wchodzącej na rynek pracy pochodzi z małych miast. Sukces większości z nich zależy od motywacji.

Nie brakuje przykładów, potwierdzających, że studenci i absolwenci wyższych uczelni nieźle radzą sobie na praktykach czy stażach w wielkomiejskim świecie biznesu. Notują zyski, zwiększają obroty i zdobywają nowych klientów. Wypracowali system działania i planowania w rzeczywistości wolnorynkowej, są otwarci na informacje i propozycje. Fakt, wielu młodym udaje się nadążać za zmianami i potrzebami rynku pracy.

Rachunek strat

Mało kto zwraca jednak uwagę na to, że studenci z małych ośrodków akademickich i niewielkich miejscowości, osiągający przez kilka lat całkiem niezłe wyniki w nauce, odrzucają możliwość podjęcia praktyk w firmach z dużych aglomeracji. Najczęstsza przyczyna takiej sytuacji?

— Koszty dojazdu, zakwaterowania, materiałów szkoleniowych — wylicza Robert Kozielski, dyrektor programowy Instytutu Rozwoju Biznesu.

Dorota Jagielak, regionalny specjalista ds. rekrutacji w Adecco Poland, potwierdza, że pobyt poza miejscem zamieszkania to konieczność zakwaterowania i samodzielnego utrzymania się.

— Wielu nie stać na korzystanie z pozornie atrakcyjnych okazji odbycia darmowych praktyk czy stażów. Wolą może mało prestiżowe, ale płatne zajęcie — dodaje Grażyna Leloch z HRK.

Czas na autopromocję

Czy winna jest tylko sytuacja materialna? Wina, o ile można mówić o winie, tkwi w braku doświadczenia, wiedzy, często również pomysłu na „życie po szkole”. Związane jest to z niższą wiarą we własne siły i umiejętności oraz z brakiem przekonania, że odbycie praktyk może w czymkolwiek pomóc.

— Programy praktyk ogólnopolskich, bardzo rozreklamowanych — np. „Grasz o staż” — są prowadzone przez duże firmy i adresowane przeważnie do renomowanych polskich uczelni i ich studentów. Ci z małych ośrodków akademickich nie czują się na siłach podjąć wyzwania i powalczyć o swój udział w praktykach — mówi Dorota Jagielak.

— Bywa też, że osoby z małych miasteczek lub niedużych ośrodków akademickich są mniej mobilne. Unikają podejmowania ryzykownych decyzji, wolą się „nie wychylać”. Ci młodzi ludzie obawiają się, że mogą nie podołać nowym wyzwaniom, boją się porażki i braku akceptacji. Brak wiary we własne siły potrafi paraliżować przed działaniem. Tymczasem, jak wskazuje praktyka, ambitne osoby z małych miasteczek są cenionymi pracownikami — mówi Grażyna Leloch.

Ponadto praktyki w ramach projektów słabiej reklamowanych przez media czy uczelnię mogą nie budzić zaufania.

— Kandydaci zwyczajnie obawiają się, że w trakcie praktyki będą wykonywać nielubiane przez etatowych pracowników zajęcia. Nie widzą więc sensu inwestowania w tego rodzaju doświadczenia — zwraca uwagę Dorota Jagielak.

Bilet donikąd

Młodzi ludzie z prowincji nie wiedzą, gdzie szukać nowych wyzwań, nie potrafią się odpowiednio zareklamować w czasie rekrutacji, nie mają listów referencyjnych, często nie znają języka obcego, umożliwiającego swobodne komunikowanie się. Ogłoszony kilka lata temu bulwersujący raport NIK wytknął, że w jednej trzeciej badanych szkół kierunki kształcenia nie były dopasowane do potrzeb regionu. W rezultacie opuszczali je absolwenci z umiejętnościami, które nie są nikomu potrzebne.

— Połowa ludzi młodych jest bezrobotna właśnie dlatego, że w Polsce wciąż nie dostosowuje się struktur kształcenia do rynku pracy — mówi Robert Kozielski.