Jacek Socha, minister skarbu państwa, zdaje sobie sprawę, że w prywatyzacji GPW nie chodzi o budżet. Na szczęście.
Znalezienie inwestora strategicznego dla warszawskiej giełdy jest w tej chwili wyzwaniem, które absolutnie należy podjąć — mówi Jacek Socha, minister skarbu państwa.
Wie, co mówi. Jako jeden z twórców obecnego kształtu polskiego rynku kapitałowego, doskonale zna jego słabe i silne strony, ale przede wszystkim ma świadomość potencjału drzemiącego w rynku i GPW. Ma też świadomość, że powoli zaczyna brakować czasu na zbudowanie z Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie centrum, wokół którego skupiłyby się giełdy regionu.
Problem w tym, że brakuje czasu. Część polityków jest przeciwna prywatyzowaniu giełdy uważając obecny stan rzeczy za nieszkodzący jej wizerunkowi i nie wadzący w realizacji strategii rozwoju.
Wynika to jednak z niebezpiecznej dla GPW niewiedzy i braku zrozumienia mechanizmów rządzących rynkami kapitałowymi Europy i świata. Z wyjątkiem giełd na Malcie i na Cyprze, w żadnej z europejskich giełd skarb państwa nie ma udziałów.
— Prywatyzacja GPW ma na celu uniknięcie marginalizacji tego rynku — tłumaczy Jacek Socha.
Minister tłumaczył już w Sejmie, że warszawska giełda każdego dnia traci z powodu braku prywatyzacji. Fakt większościowego udziału skarbu państwa stał się przeszkodą w udziale w prywatyzacji giełdy w Wilnie, o czym wspomina w rozmowie Wiesław Rozłucki, prezes giełdy. Giełda litewska jest obecnie częścią systemu giełd skandynawskich.
Obecnie skarb państwa ma 98,8 proc. akcji GPW. Pozostały pakiet należy do domów maklerskich. Nie wiadomo, w jaki sposób GPW zostanie sprywatyzowana. Wiadomo jedno: jest więcej niż prawdopodobne, że giełda nie trafi w ręce drobnych inwestorów. Zdaniem ministra skarbu, takie rozwiązanie nie przyniosłoby spodziewanych efektów, mało tego — mogłoby być dla GPW zagrożeniem, ponieważ nie uchroniłoby to jej przed marginalizacją rozumianą jako odpływ „rozczarowanego” prywatyzacją kapitału oraz jako wejście w niedobry, wymuszony układ, w którym daleko do partnerstwa.
Jak rozwiązać tę kwestię? Silny inwestor i automatyczny alians kapitałowy? Domy maklerskie, uczestnicy rynku? Trzecia droga? Zarówno władze giełdy, jak i resort skarbu unikają odpowiedzi na ten temat. Podobno jest jeszcze czas na przemyślenie. Analitycy i część uczestników rynku skłania się ku silnemu inwestorowi, któremu jednak powinno się oddać nie więcej niż 20-30 proc. akcji GPW.
Dziś najważniejsze jest też, by prywatyzacja giełdy nie odbiła się negatywnie na dostępności rynku dla małych i średnich firm. Jacek Socha jest jednak wolny od tego rodzaju obaw.
— Giełda nie może sobie pozwolić na to, by uniemożliwić wchodzenie na parkiet spółkom małym i średnim — twierdzi minister skarbu, dodając zarazem, że wzmocnienie GPW przyciągnie do Warszawy spółki z zagranicy. Skorzystają na tym również OFE, które sytuacja zmusza do poszukiwań celów inwestycyjnych poza Polską.
Czy jednak tłumaczenia te wystarczą, by przekonać sceptyków, skoro trudno im zrozumieć rzecz podstawową, którą podkreśla minister skarbu: warszawska giełda nie będzie prywatyzowana dlatego, że budżet potrzebuje pieniędzy, ale dlatego, że to ostatni dzwonek, by uczynić z Warszawy gracza postrzeganego jako giełda dająca dostęp do szerszego, paneuropejskiego rynku. W innym wypadku za kilka lat GPW sama stanie u czyichś bram z prośbą o wchłonięcie jej w struktury potężnie umocowane już na globalnym rynku.
I być może poprosi skutecznie, ale na jakich warunkach?