Nie daję się pożreć wielkim ambicjom

  • Patrycja Pustkowiak
opublikowano: 03-12-2021, 13:45

Anataka w języku suahili oznacza „Ania chce”. To doskonale opisuje determinację Anny Banasiak – matki brandu Monnari – by stworzyć własną firmę odzieżową. Anataka stała się dla niej nie tylko biznesem, lecz także przyjemnością. Firmą z ludzką twarzą. Pracując, zawsze może wziąć głęboki oddech. A to zgodne z filozofią życiową łódzkiej bizneswoman.

Work life balance:
Work life balance:
Anna Banasiak, właścicielka firmy Anataka, nie zapomina, że warto zadbać o równowagę. Pamiętać nie tylko o pracy, cyferkach i tabelkach, ale i o sobie – własnym zdrowiu i przyjemności.
archiwum prywatne Anny Banasiak

Właścicielka Anataki przyznaje, że nie zdołała pokonać w sobie pasji do mody. Jest z nią związana od ponad 30 lat – to ona otwierała firmę Monnari, była matką i dyrektorem kreatywnym tego przedsięwzięcia. W branży działała z mężem, który zajmował się rozwijaniem firmy od strony biznesowej.

Niestety, w 2009 r. przyszedł kryzys i zniweczył szansę na dalszy rozwój interesów. Firma popadła w poważne problemy finansowe. Doszło do tego, że wkroczył do niej syndyk.

– Nie było żadnej nadziei… Pustka trwała przez rok. Co prawda mam taką psychikę, że patrzę do przodu, lecz wtedy wpadłam w dołek. Szybko jednak przekułam ten stan w coś dobrego. W mojej głowie pojawiła się myśl, żeby znowu coś stworzyć, wykorzystując doświadczenie i pasję do tego biznesu – wspomina Anna Banasiak.

Zupełnie inne spojrzenie

Firma polska od A do Z:
Firma polska od A do Z:
Ubrania marki Anataka są szyte w Polsce z dzianin krajowej produkcji.
materiały prasowe

Właścicielka Anataki dodaje, że pomogła joga, która pojawiła się w jej życiu 15 lat temu i skutkowała rozwojem duchowym. Kilka razy odwiedziła nawet aśram w Niemczech, aby w nim praktykować jogę i medytować. Pozwoliło jej to wydostać się z codziennego kołowrotka.

– Na pewne rzeczy zaczęłam patrzeć z innej strony. Zrozumiałam, że jedne drzwi się zamykają, a drugie otwierają. Po chwili kryzysu psychicznego dostałam skrzydeł – poczułam, że wiem, co chcę robić – mówi bizneswoman.

To wtedy, w 2012 r., powstał pomysł założenia nowej, niezależnej firmy odzieżowej. Anna Banasiak skontaktowała się z przyjaciółką, z którą prowadziła interesy i którą zaraziła swoim entuzjazmem do sprawy. Koleżanka wpisała w wyszukiwarkę słowa „Ania chce” i znalazła egzotyczne tłumaczenie frazy. Uznały, że Anataka to doskonała nazwa, symboliczna. Anna Banasiak otworzyła biuro w Łodzi – mieszka tam od lat i nie wyobraża sobie przeprowadzki do Warszawy. Zresztą, jak sama dodaje, nie ma po co – Łódź to centrum przemysłu modowego.

Weź udział w konferencji online “Akademia Kobiet Menedżerek Przyszłości” >>

Praca, która jest przyjemnością

Z ręką na pulsie mody:
Z ręką na pulsie mody:
Wprawdzie nie jesteśmy wielkim domem mody jak Prada, która kreuje trendy, ale do mody podchodzimy równie poważnie. Wiemy, co jest modne, oglądamy dużo pokazów, ale ostateczną decyzję podejmujemy sami. Nie wahamy się zmienić kroju spodni czy koszulki w ostatniej chwili, jeśli sądzimy, że źle wygląda – podkreśla Anna Banasiak.
materiały prasowe

– Podoba mi się idea małej rodzinnej firmy. Anataka zatrudnia piętnaście osób i wszystkim chce się przychodzić do pracy. Tworzymy rodzaj rodziny, dużo o sobie wiemy, jesteśmy szczerzy, życzliwi. Nie jestem szefem, który patrzy w tabelki, podsumowuje osiągnięcia – twierdzi właścicielka Anataki.

Przyznaje, że przerastała ją praca w korporacji. Monnari była korporacją, miała wiele działów. Komunikowanie się ze sobą, dzielenie pracy rodziło wiele stresów. Twórczyni Anataki coraz gorzej odnajdywała się w pracy pod presją, w której nieustannie trzeba było rozwiązywać poważne problemy. Chciała tak zwanego biznesu z ludzką twarzą, który byłby dla niej lekarstwem, przyjemnością. Tym stała się dla niej Anataka. Pracując tu, może zawsze wziąć głęboki oddech. A to zgodne z filozofią życiową bizneswoman.

– Żyjemy w trudnych, przełomowych czasach. Nie chcę dokładać do nich kolejnej negatywnej cegiełki. Próbuję spokojnie płynąć z nurtem życia, nie dając się pożreć wielkim planom czy ambicjom. Nie chcę myśleć o tym, że ktoś nas kopiuje czy że ja powinnam wiecznie być na bieżąco z projektami innych. Na pewno nie dogonię gigantów odzieżowych. Nie chcę brać udziału w tym wyścigu – gdzie indziej są moje priorytety – mówi Anna Banasiak.

Czujne oko szefowej

Liczy się krój:
Liczy się krój:
Firma przywiązuje wagę nie tylko do materiałów, z jakich szyte są ubrania, lecz także do tego, jak się układają na sylwetce.
materiały prasowe

Prowadzi więc biznes według własnego pomysłu i we własnym tempie. Podobnie jak w Monnari sama czuwa nad kolejnymi kolekcjami, przymierza wszystkie rzeczy. Wierzy, że jeśli będzie się w nich dobrze czuła, podobnie będzie z klientkami. Anataka ma swoją wzorcownię i dział konstrukcji i sprzedaży – wszystkie pracujące tam osoby biorą udział w tworzeniu kolekcji, ale ostateczny głos należy do szefowej. Najważniejsze jest to, jak klientka czuje się w tych ubraniach.

– Jestem po prostu wrażliwa na ładne rzeczy. Nie tylko na ubrania, ale też na szeroko pojęte piękno. Wprawdzie nie jesteśmy wielkim domem mody jak Prada, która kreuje trendy, ale do mody podchodzimy równie poważnie. Wiemy, co jest modne, oglądamy dużo pokazów, ale ostateczną decyzję podejmujemy sami. Nie wahamy się zmienić kroju spodni czy koszulki w ostatniej chwili, jeśli sądzimy, że źle wygląda – podkreśla Anna Banasiak.

Firma przywiązuje też wielką wagę do materiałów, z jakich szyte są ubrania, i do tego, jak się układają na sylwetce.

– Sprawia mi wielką przyjemność produkowanie rzeczy nietuzinkowych, niemasowych, które mają osobowość. Używamy w większości naturalnych materiałów wysokiej jakości: wiskozy, lnu, bawełny. Jesteśmy od A do Z polską firmą, wszystko szyjemy w Polsce. Dzianiny też są produkcji polskiej – mówi szefowa Anataki.

W poszukiwaniu przyjemności

Ostateczny głos:
Ostateczny głos:
Anna Banasiaksama czuwa nad kolejnymi kolekcjami, przymierza wszystkie rzeczy. Wierzy, że jeśli będzie się w nich dobrze czuła, podobnie będzie z klientkami.
materiały prasowe

Pracując, nigdy nie zapomina o tym, by zadbać o równowagę. Pamiętać nie tylko o cyferkach i tabelkach, ale i o sobie – swoim zdrowiu i przyjemności.

– Potrafię ją czerpać z każdego wyjazdu, rozmowy, nawet spaceru z psem czy widoku przyrody. Mam poczucie, że w tych dziwnych czasach muszę się jakoś doładowywać – mówi Anna Banasiak.

Jak? Choćby przez podróże. To dla niej sposób nie tylko na odkrywanie nowych miejsc, smaków, poznawanie ludzi, ale też na to, by lepiej czuć się ze sobą.

– Staram się regularnie wyjeżdżać i nigdy nie planuję tych podróży, po prostu się zdarzają. Nie interesują mnie już kurorty, wolę zaszyć się po sezonie nad Bałtykiem, w Kuźnicy. I chcę wtedy spędzać czas z ludźmi bliskimi mi duchowo, a nie jak kiedyś – biznesowo. Prawdziwie rozmawiać, a nie omawiać interesy – opowiada właścicielka brandu.

Za sobą ma też wyprawy wybitnie spontaniczne. Kilka lat temu wybrała się z przyjaciółkami autostopem do Rzymu. Tę podróż relacjonowały na Facebooku.

– Przyjaciółka wymyśliła: jedźmy! I niewiele się namyślając, zrobiłyśmy to. Ruszyłyśmy we trzy, z plecakami na ramionach. To była podróż życia. Dotąd żyłam raczej w luksusie, zatrzymywałam się w dobrych hotelach, latałam samolotami. A wtedy odkryłam zupełnie inny świat, ściśnięta z plecakami w malutkim samochodzie. Pamiętam to uczucie szczęścia i odkrycie, że wszystko zależy od punktu siedzenia. Nagle mały samochód był szczytem szczęścia – wspomina Anna Banasiak.

Po drodze miały różne przygody. W pewnym momencie zaczęły się obawiać, że w ogóle nie dotrą do celu – utknęły gdzieś w trasie 400 km przed Rzymem.

– Myślałyśmy, że to koniec, kiedy nagle zatrzymał się przed nami jakiś samochód. Kierowca zaoferował, że podwiezie nas do celu. Miał na imię Samuel. Napisałam do córki: „Samuel nas podwiezie”. A ona odpisała: „Wiesz, co znaczy Samuel? I Bóg wysłuchał” – opowiada właścicielka Anataki.

Zasady zdrowego życia

Znacząca nazwa:
Znacząca nazwa:
Marka Anataka narodziła się w 2012 r. podczas rozmowy przyjaciółek. Nazwa jest wyrazem kobiecego wsparcia. W wolnym tłumaczeniu oznacza „Ania chce”, bo Anna Banasiak, założycielka, marzyła o stworzeniu marki ponadczasowej.
materiały prasowe

Oprócz podróży bardzo ważna jest dla niej kuchnia. Od kilku lat jest wegetarianką. Ten sposób odżywiania, a w zasadzie filozofia życia stała się dla niej ważna, kiedy zaczęła odwiedzać aśram, w którym nie da się jeść inaczej. Zasady zdrowego żywienia stosuje na co dzień.

– Zaczynam dzień od wody z łyżką octu jabłkowego, potem piję wyciskany sok z warzyw, jem śniadanie dopiero około 11, a kończę jeść o 18. Kilkunastogodzinna przerwa między posiłkami to w zasadzie czasowa głodówka, bardzo dobra dla organizmu. Bo generalnie przejadamy się i sobie szkodzimy. Powinniśmy jeść mniej i zadbać o to, by produkty, które spożywamy, były jak najmniej przetworzone – radzi Anna Banasiak.

Poza tym ćwiczy. Codziennie chodzi na długie spacery z psem i na swojej ulubionej polance wykonuje serię ogólnorozwojowych ćwiczeń, które – jak zapewnia – dobrze wpływają na witalność i długowieczność.

– Odkąd udało mi się złapać idealną równowagę między życiem a pracą i z nikim się już nie ścigam, jestem dużo szczęśliwsza – kończy bizneswoman.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane