Zdaniem Jana Truszczyńskiego, głównego negocjatora ds. członkostwa RP w UE, negocjacje są jedynie częścią procesu integracji Polski z Unią. Ich wynik zaś nie może determinować naszego członkostwa.
— Lepiej skupić się na kwestii dostosowań w poszczególnych dziedzinach oraz korzyściach, jakie pojawią się w przyszłości, niż emocjonować się rozwiązaniami zawartymi w niektórych rozdziałach negocjacyjnych. Trzeba walczyć o sprawy związane bezpośrednio z możliwością rozwoju i finansami — uważa Jan Truszczyński.
Polska ma niepowtarzalną szansę na to, by znaleźć się w Unii w 2004 r. Gdybyśmy jednak nie zdążyli, utracilibyśmy szansę na szybkie członkostwo i korzyści z tym związane oraz pozbawilibyśmy się prawa głosu w dyskusji nad podziałem unijnego budżetu na następne lata.
— Państwa, które znalazłyby się w Unii przed nami, wynegocjowałyby dla siebie przywileje. Na to nie możemy sobie pozwolić — podkreśla Jan Truszczyński.
Wśród urzędników KE jest wiele osób nieprzychylnych akcesji Polski. Ich obawy związane są głównie z kosztami rozszerzenia o duży i mniej zamożny kraj.