Nie ma brzytwy, by się chwycić
Tak gorącego lata polska gospodarka dawno nie miała. Zgodnie z prognozami ekonomistów, miało być lepiej: wskaźniki makro miały wspomóc Radę Polityki Pieniężnej w obniżaniu stóp procentowych, to zaś pozwoliłoby firmom przynajmniej przetrwać w obliczu spowolnienia gospodarczego w Polsce i na świecie.
Dane makro zachęcają do cięcia stóp: inflacja w lipcu była najniższa w historii III Rzeczypospolitej, wyniosła jedynie 5,2 proc. Tak dobry wynik jest ewidentną zachętą do obniżki stóp, tym bardziej że wszyscy prognozują, iż na koniec 2001 r. inflacja spadnie poniżej dolnej granicy celu RPP.
Z kolei w piątek GUS podał, że ceny producentów (PPI) w skali roku wzrosły zaledwie o 0,4 proc. Co więcej — w przetwórstwie przemysłowym spadły w skali roku o 1,7 proc. Oznacza to, że firmy konkurują ze sobą cenami, obniżają marże, by przetrwać. Wysokie stopy powodują, że przedsiębiorstw nie stać na finansowanie zapasów, sprzedają więc dosłownie za każdą cenę.
Mirosław Gronicki, główny ekonomista BIG BG i główny orędownik obniżki stóp, powiedział, iż w obecnej sytuacji nikt rozsądny stóp nie obetnie. Czyżby miał na myśli sytuację makroekonomiczną? Nie, wręcz przeciwnie. Zgodnie z obawami członków RPP, które często nazywano przesadzonymi, finanse publiczne znalazły się na skraju krachu. Ministerstwo Finansów zapowiada, że zwiększy w 2002 r. niemal czterokrotnie emisję obligacji.
W takiej sytuacji żaden ekonomista z RPP nie zagłosuje za obniżką stóp. I wciąż ciężar błędów w polityce fiskalnej spada na polski biznes. Ten sam, który Ministerstwo Finansów chce dodatkowo pogrążyć podatkami i opłatami, by jakoś załatać dziurę w budżecie. Przysłowie się więc nie sprawdza — tonący nie może się chwycić nawet brzytwy, bo jej po prostu nie ma.
Co robić w takiej sytuacji? Nic. Czekać. Nie ma innego wyjścia. Do wyborów i tak nikt nie będzie nawet się starał szukać złotego środka, czy iść na korzystne dla gospodarki kompromisy. Bo i — z politycznego punktu widzenia — nie ma takiej potrzeby. Później jednak lament będzie o wiele większy, a winnych znów jak na lekarstwo. Tym razem jednak nic się samo nie ułoży. I na tym właśnie polega problem.