- Obecnie na rynku obligacji brakuje kupujących. Banki boją się o utratę płynności, więc trzymają gotówkę w NBP lub pożyczają tylko na najkrótsze terminy. Niewykluczone też, że niektóre banki ulokowały wolne środki u swoich zagranicznych właścicieli. Fundusze inwestycyjne, mają umorzenia i muszą sprzedawać. Nie wiem, co robią fundusze emerytalne. Jako, że mają one stały dopływ nowych środków powinny takie okazje wykorzystywać do kupna. Nie widać jednak z ich strony popytu. Inwestorzy zagraniczni sprzedają m.in. z powodu gwałtownie osłabiającej się złotówki.
Niektórzy uważają, że ma to związek z sytuacją na Węgrzech. Tamtejszy rynek papierów skarbowych całkowicie stracił płynność. Zatem gracze nie mogą zamknąć pozycji. Dlatego zmniejszając zaangażowanie w regionie sprzedają papiery polskie, bo nasz rynek, choć na małą płynności, nadal na to pozwala. Dodatkowym czynnikiem są zlecenia typu stop loss, które mają ograniczyć straty inwestorów. Szczególnie na rynku walutowym jest dużo takich zleceń sprzedaży. W konsekwencji tak silnej podaży, ceny złotego i obligacji silnie spadły. Uważam, że teraz jest bardzo tanio i warto kupować.
Za jakiś czas sytuacja się ustabilizuje. Jednak prawdopodobnie wcześniej
zobaczymy równie gwałtowny ruch cen obligacji w górę. W USA płynność się
poprawia, podobnie jest na zachodzie. Gdyby banki poczują się pewnie pod
względem płynnościowym zaczną agresywnie kupować. Zadziałają zlecenia stop loss
w drugą stronę i na rynek trafią zlecenia kupna, a ceny obligacji poszybują w
górę. Nie da się określić jak długo zmienność utrzyma się na rynku. Bardzo
prawdopodobnie, że skończy się tak samo niespodziewanie się jak się rozpoczęła -
komentuje wydarzenia na rynku obligacji Witold Garstka, zarządzający BZ WBK AIB
TFI.