Po ataku Rosji na Ukrainę liczni producenci i dystrybutorzy stali w Europie wstrzymali kontraktację, obserwując rynek. Stawki za wiele towarów poszybowały nawet o 100 proc., m.in. dlatego, że klienci gotowi byli płacić każdą cenę. Niektórzy dostawcy dawali im godzinę na przyjęcie lub odrzucenie oferty.
Alternatywa z Dalekiego Wschodu
Teraz rynek się stabilizuje, przedsiębiorcy wrócili do kontraktowania dostaw. Firmy zaopatrujące się dotychczas w Rosji, Białorusi i Ukrainie znalazły kontrahentów z innych krajów.
- Po wybuchu wojny przenieśliśmy zakupy do Korei Południowej, Wietnamu i Japonii – informuje Jacek Rożek, wiceprezes Bowimu, który kupował stal np. w Rosji.
Rosyjscy producenci zostali objęci sankcjami, więc europejskie firmy nie mogą już zamawiać ich wyrobów.
Stal w logistycznym korku
Na rynek próbują natomiast wrócić producenci z ogarniętej wojną Ukrainy. Huty Zaporizhstal z Zaporoża, z grupy Metinvest związanej z Rinatem Achmetowem, rozpoczęły kontraktację, próbując dostarczyć prawie 140 tys. ton blach dla odbiorców w kraju i za granicą. To około 10 proc. dostawy wszystkich wyrobów stalowych, jakie trafiły w ubiegłym roku na nasz rynek.
- Metinvest jest ostatnio aktywny. Próbujemy kontraktować blachy HRC [gorącowalcowane - red.] z Zaporizhstalu – informuje Jacek Rożek.

Iwona Dybał, prezes Polskiej Unii Dystrybutorów Stali (PUDS), podkreśla jednak, że na razie dystrybutorzy zamawiają jedynie niewielką ilość wyrobów z Ukrainy, by przetestować, jak będą realizowane dostawy w czasie wojny.
- Wśród dystrybutorów nie ma obecnie dużego zainteresowania materiałami z Ukrainy. Może to być spowodowane obawą o terminowość dostaw. Obecnie największą przeszkodą w kontraktowaniu zamówień są problemy logistyczne, a nie produkcyjne. Można zamawiać blachę gorącowalcowaną w kręgach z Zaporizhstalu, z dostawą zaplanowaną na czerwiec, bez ograniczeń ilościowych – mówi Iwona Dybał.
Rzeczywiście obecnie transport i przeładunek towarów są największym wyzwaniem. Wiele dróg po stronie ukraińskiej zostało zniszczonych. Ukraińscy kierowcy poszli na front, więc przewoźnikom brakuje pracowników, zarówno w Polsce, jak i Ukrainie. Główny ciężar dostaw został więc przerzucony na kolej. Polskie firmy transportowo-logistyczne mierzą się z przewozem zboża zalegającego w wagonach po stronie ukraińskiej. Zaczyna im także brakować zdolności do przewozu towarów z innych kierunków, np. węgla z portów. Dostawcom stali z Ukrainy trudno więc będzie włączyć się do kolejki.
Na niekorzyść ukraińskich dostawców działa też spadający popyt na stal w Polsce i innych państwach Europy. Po zapowiadanym odblokowaniu przez Komisję Europejską funduszy z Krajowego Planu Odbudowy dla naszych beneficjentów zainteresowanie produktami z Ukrainy może jednak wzrosnąć.
