Nie ma mistrza bez milionów

Marcin BołtrykMarcin Bołtryk
opublikowano: 2021-07-16 14:45

Piotr Wiśnicki: licealista, kierowca i doskonały materiał na następcę Roberta Kubicy. Jest zdeterminowany, doświadczony i piekielnie szybki. Drogę do F1 przesłania mu mur. Finansowy i bardzo wysoki.

Mistrzostwa świata:
Mistrzostwa świata:
Piotr Wiśnicki startuje w serii F4 Italia. To na dobrą sprawę nieoficjalne mistrzostwa świata. Jeżdżą tam nie tylko Włosi, lecz także kierowcy z całego świata.
Marek Wiśniewski

W 2006 r. po raz pierwszy w historii na bolidzie startującym w wyścigu F1 pojawiła się polska flaga. Miliony Polaków – nawet tych, których sport samochodowy wcześniej nie interesował – zasiadły przed telewizorami, by śledzić poczynania Roberta Kubicy. Pierwszego i dotychczas jedynego Polaka, który poznał królową motorsportu osobiście. Gdy 6 sierpnia 2006 r. Robert Kubica szykował się do pierwszego startu w F1 na węgierskim torze Hungaroring, Piotr Wiśnicki kończył trzy lata. Na początku sezonu 2009, gdy Roberta Kubicę uważano faworyta w walce o tytuł mistrzowski, Piotr Wiśnicki uczył się prowadzić pierwszego gokarta.

– Dziś jeżdżę w F4, ale to tylko etap przejściowy. Konieczny przystanek na drodze do tego, by zostać drugim Polakiem w F1 – przekonuje Piotr Wiśnicki.

Czego mu potrzeba?

– W zasadzie już tylko pieniędzy – ucina Robert Wiśnicki, przedsiębiorca z Lubelszczyzny i ojciec Piotra.

Droga do królowej

Testowy bolid:
Testowy bolid:
Piotr Wiśnicki z zespołu Jenzer Motorsport na torze Circuit Paul Ricard we Francji. Polak ściga się w F4. Nie ma jednak równych szans z innymi konkurentami, bo jeździ bolidem, który teamowi służy do testów. Gdyby miał sponsora i zakontraktowany cały rok, miałby też bolid „uszyty” pod siebie. Mimo tych ograniczeń udało mu się zdobyć punkty zarówno w ubiegłym, jak i tegorocznym sezonie.
Paolo_Pellegrini

Poza oczywistymi umiejętnościami potrzebnymi, by wjechać bolidem do F1, konieczne są pieniądze. Ogromne. Wszyscy zawodnicy z obecnej stawki Formuły 1 pierwsze kroki na torach wyścigowych stawiali w kartingu. Dlatego ta dyscyplina wskazywana jest jako najlepsza do rozpoczęcia kariery w sporcie samochodowym.

Tomasz Krzemiński, kierowca, który rywalizował w Formule 4 z aktualnym zawodnikiem F1 Pierre’em Gasly, uważa, że optymalny wiek do rozpoczęcia treningów kartingowych to czwarty, piąty rok życia.

– Im wcześniej rozpoczniemy karierę w motorsporcie, tym lepiej. Oczywiście w ramach zdrowego rozsądku. To jednak dyscyplina promująca młodych zawodników. Nie ma idealnego momentu na pierwsze kilometry na torze, bo liczy się przede wszystkim chęć dziecka do spróbowania tego sportu i dalszego rozwoju – opowiada Tomasz Krzemiński.

Tor Circuit Paul Ricard we Francji.
Tor Circuit Paul Ricard we Francji.
Paolo_Pellegrini

Jeden sezon małego zawodnika w kartingu, wraz z przygotowaniami, to wydatek minimum 100 tys. zł. W modelu kariery zawodnika celującego w Formułę 1, zakładającym również starty w zawodach za granicą, wymagany budżet na sezon może dojść nawet do 1 mln zł. Z reguły rozwój profesjonalnego kierowcy wyścigowego obejmuje przy tym kilka sezonów rozgrywek kartingowych.

– Koszty rywalizacji kartingowej są ogromne i dla wielu osób stanowią barierę nie do przejścia. Mimo coraz większego zaangażowania dużych podmiotów komercyjnych w tę dyscyplinę wciąż brakuje systemowych rozwiązań pozwalających na wsparcie dobrze zapowiadających się zawodników. Na szczęście nie oznacza to, że kto ma więcej pieniędzy, jedzie szybciej. Bez talentu pieniądze nic nie dają – podkreśla Tomasz Krzemiński.

W ostatnich latach FIA (Międzynarodowa Federacja Samochodowa) uprościła strukturę formuł juniorskich i rozwój kierowców wyścigowych odbywa się w schemacie F4-F3-F2-F1. Pozwala to m.in. zrozumieć kibicom drogę, jaką trzeba pokonać, aspirując do Formuły 1. Pierwszym krokiem po kartingu jest więc aktualnie Formuła 4. Optymalny wiek dla zawodnika Formuły 4 to 14-17 lat. Kierowcy startujący w F3 najczęściej mają 16-18 lat, a uczestnicy zawodów w Formule 2 ponad 17 lat. Koszty startów w formułach są znacząco wyższe niż w kartingu.

Zdolny syn

Ojcowskie wsparcie:
Ojcowskie wsparcie:
Motorsportem Piotra Wiśnickiego zaraził tata – Robert. Jest nie tylko najwierniejszym kibicem syna, ale i jego jedynym sponsorem. Dotychczas zainwestował w pasję syna około 3 mln zł.
Marek Wiśniewski

Dotychczasowy przebieg kariery Piotra Wiśnickiego niemal modelowo wpisuje się w ten schemat. Jako 16-latek rozpoczął rywalizację we włoskiej F4. Jak zaczynał?

– Od pasji taty – śmieje się młody kierowca.

– To prawda – wtóruje mu ojciec.

Robert Wiśnicki w młodości chciał się ścigać. Marzył o karierze kierowcy wyścigowego. Już miał odbierać licencję, gdy przyszła wiadomość, że… zostanie ojcem.

– W 2003 r. urodził się mój syn. Na szczęście bardzo zdolny – opowiada.

Cała ta historia pachnie nieco pchaniem syna do realizacji własnych młodzieńczych aspiracji.

– Ale tak nie jest. Nie pchałem go na siłę. Pokazałem kierunek i to, co pociąga mnie w motorsporcie. Zaskoczyło. Gdybym miał Piotra zmuszać do czegokolwiek, na pewno nie bylibyśmy w miejscu, w którym jesteśmy. To musi być przede wszystkim pasja zawodnika. Inaczej nie będzie rezultatów – przekonuje Robert Wiśnicki.

Zespół Jenzer Motorsport na torze Circuit Paul Ricard we Francji
Zespół Jenzer Motorsport na torze Circuit Paul Ricard we Francji

Piotr wsiadł do pierwszego karta, gdy miał zaledwie pięć lat. Pierwszy pełny sezon odbył w wieku dziewięciu lat i w tym samym roku uzyskał tytuł „Nadziei kartingowej roku”. W tym samym czasie podczas testów na refleks na Stadionie Narodowym w Warszawie osiągnął wynik na poziomie Jerzego Dudka, seniorskiego bramkarza Liverpoolu. W wieku 11 lat wygrywał z 15-latkami. Był wówczas najmłodszym zawodnikiem w kartingowej kategorii juniorów. Najmłodszym, a zatem i najlżejszym. Dlatego jeździł z balastem – dodatkowymi 22 kilogramami.

– Piotr dosłownie nie chciał wysiadać z karta. Każdą wolną chwilę poświęcał na treningi – wspomina Robert Wiśnicki.

W kartingu jego syn spędził dziewięć lat. Został mistrzem i wicemistrzem Polski, reprezentował nasz kraj na zawodach w Europie i Brazylii, szlifował umiejętności na włoskich torach. W 2018 r. został mistrzem w zawodach Rotax Golden Trophy DD2 Max. Starty łączył z nauką. W normalnym trybie (większość młodych zawodników uczy się w trybie indywidualnym). Obecnie uczęszcza do liceum.

– Z uwagi na częste wyjazdy korzystam z pomocy korepetytorów. Ale generalnie nie mam kłopotu z łączeniem nauki ze sportem – twierdzi Piotr Wiśnicki.

Do bolidu F4 po raz pierwszy wsiadł rok temu. Startuje w serii F4 Italia. To na dobrą sprawę nieoficjalne mistrzostwa świata. Jeżdżą tam nie tylko Włosi, lecz także kierowcy z całego świata.

Tor Circuit Paul Ricard we Francji
Tor Circuit Paul Ricard we Francji
Paolo_Pellegrini

Dwa miesiące po debiucie w F4 na słynnym torze Imola był jedynym zawodnikiem w stawce, który wcześniej nie trenował na tym torze, a mimo to zdobył pierwszy punkt w kategorii rookie. W 2020 r. na zawodach na torze Monza zdobył 12 punktów do klasyfikacji generalnej sezonu. Tym samym stał się najwyżej sklasyfikowanym polskim zawodnikiem w historii włoskiej Formuły 4.

– Warto podkreślić, że Piotr nie ma równych szans z innymi konkurentami, bo jeździ bolidem, który w teamie służy do testów. Gdyby miał sponsora, miałby samochód przyszykowany dla siebie. Mimo tych ograniczeń udało mu się zdobyć punkty – mówi Robert Wiślicki

Co dalej?

– F1. To cel każdego zawodnika z F4 – odpowiada bez zastanowienia Piotr Wiśnicki.

Dodaje, że prawda o Formule 4 jest taka, że są małe szanse, że ktoś go tam dostrzeże. Łowcy talentów to rzadkość na wyścigach rozgrywanych w tej serii. Aby spełnić marzenie, musi iść wyżej.

Plan zakłada starty w F3 w przyszłym roku.

– Potem wiele będzie zależało od tego, jak Piotr będzie się rozwijał. Czy wystarczy mu jeden sezon, by dostać się do F2. Zdarza się, że nawet po jednym sezonie zawodnik z F3 trafia od razu do F1. To oczywiście dotyczy najzdolniejszych kierowców, ale ja wierzę w determinację syna i jego umiejętności – podkreśla Robert Wiśnicki.

Ojciec pod ścianą

Sukcesy:
Sukcesy:
Piotr wsiadł do karta, gdy miał zaledwie pięć lat. Pierwszy pełny sezon odbył w wieku dziewięciu lat i w tym samym roku uzyskał tytuł „Nadziei kartingowej roku”. W kartingi spędził dziewięć lat. Został mistrzem i wicemistrzem Polski, reprezentował nasz kraj na zawodach w Europie i Brazylii. W 2018 r. wygrał zawody Rotax Golden Trophy DD2 Max.
Marek Wiśniewski

Rodzina Wiśnickich ma ten plan narysowany od dawna. Zawody, treningi i jasno określona ścieżka kariery. Plan ma jednak jedną wadę.

– Pieniądze – przyznaje Robert Wiśnicki.

Motorsport to jedna z najdroższych dyscyplin sportu wyczynowego. Każde testy, treningi to wydatek dziesiątek tysięcy euro.

– Jeden dzień testów w F4 to 10 tys. euro. Weekend wyścigowy to koszt rzędu 30 tys. euro. W tym sporcie nie istnieje górna granica budżetu. Jest tylko bariera wejścia. Im więcej pieniędzy, tym więcej treningów, opon czy szans na lepsze dopracowanie bolidu – opowiada Robert Wiśnicki.

Im wyższa seria, tym większe wydatki.

– Odkąd Piotr zakochał się w ściganiu, razem z rodziną wydaliśmy na starty i wszystko, co z nimi związane, około 3 mln zł – wylicza Robert Wiśnicki.

Pieniędzy starczy im na dokończenie tego sezonu.

– Na starty w F3, a tym bardziej w F2 nie będzie nas stać. Potrzebujemy około 3 mln euro. Dzięki tej kwocie Piotr za dwa, trzy lata mógłby zostać zawodnikiem F1 – ocenia Robert Wiśnicki.

Czy to oznacza, że bez sponsora kariera Piotra się zakończy?

– Niestety tak. Brak pieniędzy to brak szans na pojechanie w F3 i F2. Bez tego raczej nie zostanę zauważony i tym samym zakończy się moja droga do F1 – przyznaje ze smutkiem Piotr Wiśnicki.

Ogromne wymagania finansowe, jakie stawia przed zawodnikami sport samochodowy, a w szczególności F1, pogrzebały już niejednego zdolnego kierowcę. Wieloletnie szkolenie konkurencyjnego zawodnika dysponującego tempem predysponującym go do udziału w zawodach Formuły 1 to koszt nawet 10 mln zł, czyli mniej więcej tyle, ile kosztuje pełne wyszkolenie pilota F16.

Wielka strata

Przerwane marzenie:
Przerwane marzenie:
Cel? Oczywiście F1. Do jego osiągnięcia Piotrowi oprócz samozaparcia, talentu i woli walki potrzebne są jeszcze pieniądze. Około 3 mln euro. Czy bez tych pieniędzy cel jest osiągalny? Niestety nie – przyznaje młody kierowca.
Marek Wiśniewski

Jest wiele czynników mających wpływ na rozwój kariery kierowcy wyścigowego.

– Jednym z nich są pieniądze. Aby mieć szansę pokazania się na najwyższym poziomie, trzeba dysponować konkretnym budżetem na treningi i rozwój. Brakuje powszechnego uświadamiania przeciętnego kibica Formuły 1, jak wygląda dojście na szczyt motorsportu. W rezultacie obserwujemy paradoks polegający na tym, że mamy wielu utalentowanych zawodników, ale nikt o tym nie wie – mówi Tomasz Krzemiński.

Budżet na weekend:
Budżet na weekend:
Jeden dzień testów w F4 to wydatek 10 tys. euro. Weekend wyścigowy to koszt rzędu 30 tys. euro.
Paolo_Pellegrini

Pozostaje odpowiedź na pytanie, czy Piotrowi uda się zdobyć fundusze na dalszy rozwój. Wojciech Majewski, dziennikarz mocno zaangażowany w tematy związane ze sportem samochodowym, uważa, że jeśli to się nie uda, świat sportu straci doskonałego zawodnika, a my szansę na naszą reprezentację w najsłynniejszej serii wyścigowej na świecie.

– Gdy w 1997 r. miesięcznik „Auto Sport”, który prowadziłem, organizował wyjazd kibiców na wyścig F1 do Budapesztu, zadzwoniła do mnie mama Roberta Kubicy. Zgłosiła chęć wyjazdu na tę wycieczkę. Robert był pod ogromnym wrażeniem zawodów. Na kolejną wycieczkę nie pojechał, bo zadeklarował, że następnym razem pojedzie na F1… jako kierowca, i tak się stało. Piotr ma podobną determinację. Kiedyś dziennikarze zajmujący się tym sportem mówili o Robercie Kubicy jak o wybitnym talencie, teraz zaczyna podobnie błyszczeć Piotr Wiśnicki. Czy pójdzie w ślady Kubicy? Na to wpływa wiele czynników, ale ja za Piotra trzymam kciuki – kwituje Wojciech Majewski.