Za odtwarzanie muzyki w sklepie czy restauracji firmy muszą płacić. Od tej reguły jest wyjątek. Wyrok Sądu Najwyższego pokazuje, że trudno z niego skorzystać.
W 1998 r. Stowarzyszenie Autorów ZAiKS zażądało od producenta obuwia, firmy Bata Poland, informacji o liczbie jej placówek, ich nagłośnieniu i urządzeniach przeznaczonych do odbioru muzyki. Jednocześnie ZAiKS wyznaczył wysokość opłaty z tytułu puszczania muzyki w sklepach. Firma doznała szoku. Muzyka w jej sklepach była czymś oczywistym — tak z radia, jak i puszczana z płyt CD.
— ZAiKS wyliczył 250 tys. zł opłaty za dotychczasowe korzystanie z utworów. Powołał się na art. 79 ust. 3 prawa autorskiego, stanowiący, że twórca może żądać wynagrodzenia w potrójnej wysokości od firmy, która w sposób zawiniony naruszyła jego prawa majątkowe — mówi specjalizująca się w prawie autorskim Wioletta Januszczyk, prawnik z kancelarii Tomczak i Partnerzy.
Bata nie uznała zasadności roszczenia i sprawa trafiła do sądu. W pierwszej i drugiej instancji stanął on po stronie ZAiKS-u. Skończyło się na Sądzie Najwyższym. Pod koniec września jego sędziowie wydali wyrok. Potwierdzili, że za publiczne odtwarzanie utworów muzycznych trzeba płacić. Przedstawiciele spółki nie chcieli komentować tej sprawy. Wprawdzie siedmioletni spór Baty z ZAiKS-em się zakończył, ale problem pozostał. Na czym właściwie polega?
Wyjątki od reguły
Przed sądami spółka Bata Poland powoływała się na przepis (art. 24 ust. 2 prawa autorskiego), który dopuszcza odbieranie programów radiowych i telewizyjnych w miejscu ogólnie dostępnym, jeżeli nie łączy się to z osiąganiem korzyści majątkowych. Przedstawiciele spółki argumentowali więc, że radiowe programy w sklepach nie są dla firmy źródłem dochodu. W końcu klienci przychodzą, żeby kupić buty, a nie aby uczestniczyć w wydarzeniu muzycznym.
— Sąd Najwyższy uznał, że ciężar udowodnienia braku korzyści majątkowych spoczywa na podmiocie, który publicznie odtwarza muzykę. Jeśli korzystający z praw nie potrafi tego udowodnić, to musi płacić za odtwarzaną muzykę — mówi Wioletta Januszczyk. A ten akurat dowód trudno przedsiębiorcom przeprowadzić, gdy różne badania potwierdzają, że puszczana w sklepach muzyka może zwiększać sprzedaż.
— Dobrze dobrana muzyka wpływa na klientów, relaksuje ich, sprawia, że zostają w sklepie dłużej i przychodzą chętniej — mówi Aleksandra Potrykus, szefowa DMX Music w Polsce.
Ta amerykańska firma jest potentatem w dostarczaniu muzyki dla biznesu. Z jej usług korzystają takie sieci, jak: H&M, Adidas, Puma czy restauracje McDonald’s. Inni są jednak ostrożniejsi w swych opiniach.
— Muzyka wpływa na zachowania ludzi. Trudno jednak ocenić ich skutek. Może on mieć postać zarówno negatywną, jak i pozytywną — mówi Anna Iwanicka-Nijakowska, muzykolog.
Płać i płacz
Przedsiębiorca, który nie udowodni, że muzyka z odbiornika radiowego czy telewizyjnego nie wpływa na osiągane przezeń zyski, musi zapłacić. Komu i jak? Wynagrodzenie za korzystanie z utworów ich autorzy czy wykonawcy mogą pobierać sami — na podstawie indywidualnej umowy z korzystającym z utworu. W praktyce w ich imieniu czynią to prywatne firmy (załatwiają m.in. wszelkie formalności, pobierają opłaty) lub organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi. W Polsce działa ich kilka. Jedną z nich jest ZAiKS.
— Jeśli przedsiębiorca czy osoba fizyczna korzysta z utworów objętych ochroną praw autorskich, musi uzyskać licencję — zgodę autora na to wykorzystanie oraz zapłacić wynagrodzenie autorskie. Wysokość stawki określają tabele. W imieniu autorów, którzy powierzyli swoje prawa pod ochronę, udzielamy takich licencji i egzekwujemy tantiemy. Chronimy około 95 proc. światowego i polskiego repertuaru — wyjaśnia Damian Popielarz z ZAiKS-u.
Są wśród nich zarówno utwory słowne, muzyczne, słowno-muzyczne, choreograficzne, jak też utwory literackie i dramatyczne. ZAiKS inkasuje wynagrodzenia za utrwalanie i zwielokrotnianie utworów na różnych nośnikach, w przekazie radiowym czy telewizyjnym oraz w publicznych wykonaniach i odtworzeniach, np. w sklepach, na dyskotekach, koncertach czy w kinach.
— W niewielkim zakładzie fryzjerskim, na przykład w Kielcach, miesięczna opłata za odtwarzanie muzyki wyniesie około 60 zł. Ogólnie nie są to duże kwoty — podkreśla Damian Popielarz.