Inflacja znów była wyższa od przewidywań. Ale powodów do niepokoju raczej nie ma.
Wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych (inflacja) wzrósł w sierpniu o 1,6 proc., licząc rok do roku, i o 0,3 proc. w stosunku do lipca. Wtedy inflacja wyniosła 1,1 proc. i też dla analityków było to sporym zaskoczeniem. Teraz spodziewali się oni danych na poziomie 1,4-1,5 proc. Podobne szacunki ledwie kilka dni temu przedstawiło też Ministerstwo Finansów.
Dane są negatywnym zaskoczeniem — oceniają ekonomiści.
Według Głównego Urzędu Statystycznego, w największym stopniu do wzrostu inflacji przyczyniła się zwyżka cen energii i transportu (odpowiednio — o 4,9 i 2,2 proc. rok do roku), a także żywności (o 1,8 proc. rok do roku i 0,7 proc. wobec lipca).
— Pierwsze jest efektem wysokich cen ropy, drugie to skutek suszy — mówi Arkadiusz Krześniak, główny ekonomista Deutsche Bank Polska.
Specjaliści nie oczekują jednak, by presja obu czynników mogła doprowadzić do dalszych wzrostów inflacji.
W uspokajającym tonie wypowiedział się Jan Czekaj, członek Rady Polityki Pieniężnej.
— Wątpię, aby był to czynnik, który gwałtownie coś zmieni w polityce monetarnej. To jest jeszcze jedna informacja. Gwałtownych ruchów nie należy raczej oczekiwać — uważa Jan Czekaj.
Zdaniem Marcina Mrowca, ekonomisty Banku BPH, ostatnie wypowiedzi członków władz monetarnych (także w środę Andrzeja Wojtyny) sugerują, że NBP stara się wygasić sygnalizowane przez rynek oczekiwania podwyżek stóp procentowych. Większość ekonomistów spodziewa się zmian w polityce pieniężnej najwcześniej w I kwartale przyszłego roku.
Wczoraj rynki finansowe umiarkowanie spokojnie przyjęły dane o inflacji. Złoty i giełda nie zareagowały, spadły natomiast — ale nieznacznie — ceny obligacji.