Nie nadużywaj swego rzecznika patentowego

Joanna Barańska
23-03-2006, 00:00

Kto się nie orientuje w prawie, idzie do adwokata. Kto potrzebuje rozporządzić mieniem, idzie do notariusza. Kto chce sobie na przykład zastrzec logo (albo uwiecznić swój wiekopomny wynalazek), idzie do rzecznika patentowego.

Ustawa powiada: zawód rzecznika patentowego polega na świadczeniu pomocy w sprawach własności przemysłowej osobom fizycznym, osobom prawnym oraz jednostkom organizacyjnym nieposiadającym osobowości prawnej. Czyli praktycznie każdemu i tu kontrowersji nie ma.

Rzecznicy mają swój samorząd podobnie jak zawody prawnicze, mogą reprezentować klienta przed Urzędem Patentowym i sądem, a także udzielać substytucji, czyli przekazywać dalej pełnomocnictwo otrzymane od klienta. To też nie budzi zastrzeżeń. Powstało jednak pytanie: co to znaczy „świadczenie pomocy”.

Kancelaria patentowa Kulikowska i Kulikowski jęła się ubiegać o markę Flesz. Żeby ją zdobyć, musiała ją odebrać jej dotychczasowemu właścicielowi, spółce Inco-Veritas — znanej choćby z płynu do zmywania Ludwik. Powstało zatem pytanie, po co kancelarii znak używany w chemii gospodarczej?

Początkowo Kulikowscy szli w zaparte: ot, nazwa im się spodobała, chcą ją zastrzec dla siebie. Przyparci do muru przez Naczelny Sąd Administracyjny, wyznali jednak: o markę ubiega się ich klient, gdy oni ją zdobędą, klient ją odkupi. Czy zatem zdobywanie marek na rzecz klienta mieści się w ustawowym „świadczeniu pomocy”?

Kulikowscy twierdzili, że tak. Że do rejestracji markę może zgłosić każdy, więc czemu nie kancelaria patentowa. Że gdyby było inaczej, to niemiecki rzecznik patentowy mógłby w polskim urzędzie zgłosić markę, a polski nie, a rodzi to nierówność wobec prawa europejskiego. Że polski rzecznik byłby pozbawiony możliwości zdobycia polskiego klienta.

Sądy jednak były innego zdania. Rzecznicy nie mogą nabywać znaków towarowych dla siebie, a co dopiero na cudzą rzecz. Ani to nie łamie zasady swobodnej działalności gospodarczej, bo rzecznik według litery prawa takowej nie prowadzi, ani nie powoduje nierówności, a w ogóle jest sprzeczne z kodeksem etyki rzecznikowskiej i tego należy się trzymać.

Przedsiębiorca może iść do rzecznika, żeby ten pomógł mu zarejestrować własną markę. Ale prosić rzecznika, żeby cudzą markę podkupił, a potem mu sprzedał, niech nawet nie próbuje. Nie warto.

Sprawa wróciła z NSA do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, gdzie otrzymała sygnaturę VI SA/Wa 2301/05

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Joanna Barańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Nie nadużywaj swego rzecznika patentowego