Nie pomoże, lecz zaszkodzi

Marta Filipiak
opublikowano: 2005-02-22 00:00

Ministrowie planują obciążenie linii lotniczych nowym podatkiem. To najgorszy z możliwych pomysłów — twierdzi zgodnie branża.

Na londyńskim szczycie ministrowie finansów państw G-7 zaproponowali nałożenie podatku na paliwo lotnicze, by uzyskane środki przeznaczyć na pomoc dla biedniejszych członków Unii. Pomysł, jak łatwo przewidzieć, wywołał ostre reakcje przewoźników.

— Jesteśmy za pomocą w rozwoju biedniejszych państw, tylko dlaczego kosztem linii lotniczych? Branża lotnicza przechodzi kryzys. Przewoźnicy obniżają koszty w każdy możliwy sposób, by tylko zdobyć klientów, którzy oczekują przystępnych cen biletów. Nowe podatki w tym nie pomogą. Politycy w Europie nie rozumieją, że branża lotnicza nie jest niewyczerpanym źródłem wpływów — podkreśla Ulrich Schulte-Strathaus, sekretarz generalny Association of European Airlines (AEA).

Stracą pasażerowie

Paradoksalnie, jeśli ceny biletów wzrosną, to przestaną być dostępne dla najmniej zamożnych pasażerów.

— Przewozimy w większości zwykłych ludzi, których nie stać na drogie bilety. Podwyżka cen zmniejszy liczbę pasażerów — alarmuje Michael O’Leary, prezes Ryanaira.

AEA jest podobnego zdania.

— Politycy myślą, że samolotami latają tylko bogaci. Nasi członkowie przewieźli w 2004 r. 300 mln osób. Według najbardziej optymistycznych szacunków, na każdym z nich zarobili na czysto średnio 2 EUR — wyjaśnia Ulrich Schulte-Strathaus.

Odwrotny skutek

Uzasadnienie nowego podatku bulwersuje przewoźników.

— Jeśli prawdziwym celem wprowadzenia podatku jest pomoc dla biedniejszych krajów, jego źródła nie powinno się szukać u przewoźników, ale w firmach o dużo większych zyskach — mówi Yannis Capodistrias, menedżer EasyJet.

— Jeżeli ministrowie finansów rzeczywiście chcieliby pomóc krajom w trudniejszej sytuacji, to może spróbowaliby wspomóc ich transport i turystykę — sugeruje sekretarz AEA.

Potentaci na polskim rynku nie odnieśli się do propozycji G-7. Do LOT informacje o podatku nie dotarły, Lufthansa natomiast nie chce komentować postanowień organizacji, w której skład wchodzi jej macierzysty kraj.