Nie pytaj ekonomisty,które akcje kupić

Ekonomista to ostatnia osoba, która może wskazać, które akcje najlepiej kupić, uważa Gregory Mankiw, profesor ekonomii na uniwersytecie Harvard.

Większość inwestorów skupia się na aktywach krajowych, zgodnie z zasadą „bliższa ciału koszula”. Zupełnie niesłusznie. Jeżeli do portfela dorzucimy fundusze akcji zagranicznych, zmniejszymy ryzyko jeszcze bardziej, nie rezygnując z zysków.

Żadne z narzędzi, jakimi dysponujemy my, ekonomiści, nie dają nam możliwości trafnego wybierania spółek — napisał Gregory Mankiw w komentarzu opublikowanym na łamach „New York Timesa”. Przyczyna? Zgodnie z podstawową teorią ekonomiczną opisującą zachowanie notowań giełdowych wszystkie istotne dla wyceny informacje znajdują błyskawicznie odzwierciedlenie w cenach i nie można osiągać zysków, podejmując decyzje inwestycyjne na ich podstawie. Mało tego, nawet po fakcie często trudno podać przyczyny, dla których akcje zyskały na wartości. Jak udowodnił ekonomista uniwersytetu Yale Robert Shiller, zmiany notowań giełdowych były znacznie gwałtowniejsze, niż uzasadniałyby to następujące po nich zmiany dywidend. „Giełdowe notowania wydają się żyć własnym życiem” — komentuje Gregory Mankiw.

Co może być jeszcze bardziej zaskakujące, na stopy zwrotu z akcji żadnego wpływu nie ma nawet tempo rozwoju gospodarczego. Jak wynika z analizy Gerarda Minacka z banku Morgan Stanley, zyski mogą rosnąć jak na drożdżach, ale inwestorów interesują zyski na akcję, a nie całkowity zarobek. Dlatego jeśli spółka pozyskuje kapitał na sfinansowanie ekspansji, rozwodnienie dotychczasowych akcjonariuszy może zniwelować korzyści, jakie odniosą oni z rosnących zysków. „Jednym z najważniejszych czynników, które zachęcały do inwestycji na rynkach wschodzących, był szybki wzrost gospodarczy.

Jednak jeżeli wzrost i zyski z akcji mają się do siebie nijak, to jest to zupełnie nietrafiona strategia” — ocenia na łamach portalu BusinessInsider. com amerykański komentator Joe Weisenthal. Skoro — zgodnie z teorią ekonomiczną — nie da się osiągać zysków, bazując na ogólnodostępnych informacjach, to nie ma sensu ani samodzielny dobór spółek, ani powierzenie kapitału cenionemu zarządzającemu. Jaką radę dla inwestorów mają zatem ekonomiści? Należy przyjąć bierną strategię, wykorzystując fundusze indeksowe, charakteryzujące się jak najniższymi kosztami.

Przy długoterminowych inwestycjach nie trzeba bać się postawić na akcje. Jak wskazują analizy rynku amerykańskiego, historycznie akcje dawały rocznie zarobić aż o 6 punktów proc. więcej od bezpiecznych obligacji. Kluczem jest umiejętna dywersyfikacja. Jeżeli jakakolwiek spółka odpowiada za więcej niż 5 proc. portfela, bierzemy na siebie ryzyko za darmo.

I wreszcie ostatnia rada. Większość inwestorów skupia się na aktywach krajowych, zgodnie z zasadą „bliższa ciału koszula”. Zupełnie niesłusznie. Jeżeli do portfela dorzucimy fundusze akcji zagranicznych, zmniejszymy ryzyko jeszcze bardziej, nie rezygnując z zysków. „Gdyby ktoś poprosił mnie o wskazanie jednej spółki, którą mógłbym polecić, byłby to fundusz ETF na światowy rynek akcji. To może nie tak ekscytujące, jak próba odnalezienia przyszłego Apple czy Google, ale przynajmniej daje szanse na spokojny sen w nocy” — ocenia Gregory Mankiw na łamach „New York Timesa”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Nie pytaj ekonomisty,które akcje kupić