Nie rób niczego bez zabezpieczenia

Robert Kosowski
opublikowano: 2006-09-29 00:00

Brak zabezpieczenia przed ryzykiem walutowym może się srodze zemścić na przedsiębiorcy.

Teoria zarządzania jako podstawowy cel funkcjonowania przedsiębiorstwa definiuje maksymalizację jego wartości dla właścicieli. Przy tym założeniu ryzyko niezwiązane z działalnością operacyjną jest klasyfikowane jako zjawisko raczej niekorzystne, obarczające niepotrzebnie wynik finansowy firmy. Racjonalne podejście do kwestii zarządzania przedsiębiorstwem wymaga zatem pochylenia się nad kwestiami związanymi z ponoszonym ryzykiem finansowym.

Dobre strony złego

Żeby zająć się tematem z właściwej strony, warto pokusić się o zrozumienie istoty ryzyka finansowego i zwrócić uwagę na jego specyficzny, nie tylko negatywny charakter. Ryzyko — choć z założenia dopuszcza możliwość poniesienia straty — jest też kojarzone z ewentualną gratyfikacją z tytułu zmian kursów walut, stóp procentowych, cen surowców czy innych aktywów finansowych. Przy takim podejściu definicja zarządzania ryzykiem sprowadza się do ograniczania odchyleń wartości składników majątku lub zobowiązań od planowanej wielkości. Ten opis uwzględnia zarówno podejście konserwatywne (pełne uodpornienie na ryzyko), jak i aktywne, polegające na świadomym kształtowaniu profilu ryzyka.

Duża zmienność kursów oraz silne trendy — np. stale silny złoty — jakie możemy zaobserwować na rynkach walutowych, mogą być czynnikami niekorzystnie wpływającymi na wyniki finansowe czy pozycję konkurencyjną firmy. Spadek przychodów z eksportu, wyższe koszty importowanych surowców lub towarów, problemy z płynnością czy wzrost kosztów obsługi zadłużenia to najczęstsze problemy, jakie może powodować brak właściwego zarządzania ryzykiem finansowym.

Zarządzaj nieznanym

Z badań (publikowanych na początku roku przez „Puls Biznesu”) wynika, że wciąż podstawową metodą dla wielu przedsiębiorstw pozostaje tzw. hedging naturalny, polegający na dopasowaniu przepływów pieniężnych w obcej walucie pod względem terminów i nominałów. Nietrudno zgadnąć, że dla wielu firm metoda ta nie jest odpowiednia ze względu na ich jednostronną strukturę przepływów. Ponadto pełną odporność na zmiany kursów osiągamy w ten sposób wyłącznie w modelowej konstrukcji, luźno związanej z rzeczywistością. Polskim przykładem mało twórczego podejścia do kwestii zabezpieczeń kursów i cen jest giełdowy Budimex i jego kontrakt na budowę terminalu Okęcie II — rok 2004 to zaksięgowana strata ponad 68 mln zł z powodu m.in. drożejącej złotówki, cen stali i ropy. Dlatego też menedżerowie czy właściciele — wsparci przez światłych księgowych i dyrektorów finansowych — coraz częściej sięgają po instrumenty pochodne.

Wraz z rozwojem rynku derywaty stały się tanim i łatwo dostępnym narzędziem, pozwalającym na dowolne kształtowanie ekspozycji na rynku walut, surowców czy stóp procentowych, a szeroki asortyment instrumentów umożliwia stosowanie zarówno najprostszych metod zabezpieczeń, jak i bardziej skomplikowanych strategii. Pochodne — w formie opcji, forwardów czy kontraktów — pozwalają zmierzyć, zważyć i policzyć przewidywane zmiany, wpływy i końcowe efekty transakcji. Umożliwiają planowanie — i de facto kontrolowanie nieuchronnych procesów.

Żywioł derywatów

Obawy przed wykorzystaniem instrumentów pochodnych wiążą się po części z pytaniami o zawiłą specyfikę, bezpieczeństwo i koszty takich transakcji. Kronikę spektakularnych bankructw, nagłaśnianych przez media, a wynikających z niewłaściwego korzystania z dobrodziejstw derywatów, zna każdy, nawet pobieżnie zainteresowany tym tematem. We wszystkich przypadkach ich głównym powodem nie było jednak samo wykorzystanie instrumentów pochodnych, ale niezrozumienie ich specyfiki oraz ryzyka z nimi związanego. Jeżeli do tego dodamy brak właściwej polityki w zakresie zarządzania ryzykiem, słabość mechanizmów kontroli ekspozycji, a także nieodpowiedzialność decydentów, to otrzymamy pełny obraz przyczyn największych „derywatowych” katastrof naszych czasów. Książkowym przykładem jest sprawa zabezpieczeń dokonywanych przez MGRM Corporation, amerykańską spółkę córkę Metallgesellschaft AG. Od początku 1993 roku firma zabezpieczała długoterminowe zobowiązania od dostaw produktów petrochemicznych po określonej cenie, poprzez krótkoterminowe transakcje na kontraktach futures. Silny spadek cen ropy, do jakiego doszło w tamtym czasie, teoretycznie nie powinien mieć wpływu na wartość pokrywających się pozycji. W praktyce jednak długie pozycje w kontraktach notorycznie przynosiły straty, co pociągało za sobą konieczność ciągłego uzupełniania depozytów, tymczasem wyższe dochody z niezrealizowanych dostaw pozostawały wciąż tylko na papierze. Wraz ze spadającymi cenami ropy spółka coraz mocniej odczuwała skutki odpływu gotówki, co jednak nie przeszkodziło jej w ciągłym powiększaniu ekspozycji. Ostateczny efekt tych działań był piorunujący — z obawy przed dalszymi stratami i całkowitą utratą płynności w grudniu 1993 roku MetallGesellschaft podjął decyzję o zamknięciu otwartych pozycji w kontraktach, ponosząc stratę szacowaną na ponad miliard dolarów.

Życie dowodzi, jak istotnym ogniwem systemu są dobrze przygotowani do tej roli menedżerowie i specjaliści od zarządzania ryzykiem, potrafiący identyfikować i mierzyć ryzyko, jak również podejmować właściwe decyzje. Od nich bowiem w dużym stopniu zależeć będzie skuteczność zarządzania ryzykiem, a tym samym jego pozytywny wpływ na wartości firmy.

Robert Kosowski

Dom Maklerski X-Trade Brokers

Pytanie o...

Skuteczne zdobycie finansowania przez średnie i duże firmy.

Pole manewru dla przedsiębiorcy szukającego dofinansowania jest iście szerokie. To:

- banki,

- fundusze unijne,

- rynek akcji,

- rynek obligacji.

Dofinansowanie wewnętrzne, pochodzące głównie z kapitału obrotowego, wypracowanego poprzez eksport, sprzedaż krajową i lepsze zsynchronizowanie funkcjonalności firm, m.in. zastosowanie instrumentów finansowych zabezpieczających przed ryzykiem kursowym, może być niewystarczającym środkiem w czasie znacznego wzrostu gospodarczego firm. Dlatego też dofinansowanie poprzez struktury emisji akcji lub obligacji w przypadku spółek giełdowych jest bezpiecznym i znacznie tańszym środkiem uzyskania kapitału w porównaniu z funduszami uzyskanymi od instytucji finansowych.

Oczywiście sam proces wprowadzania spółki na giełdę, a później kolejnych emisji, jest procesem skomplikowanym i kosztownym. Pakiety wprowadzające wahają się od 200 tys. EUR w górę, pakiety przygotowywania dalszych emisji mogą zaczynać się od 25 tys. EUR.

Jednak dalszy „offset” korzyści idących za każdą następną emisją jest nieporównywalnie atrakcyjny.

Bezwzględnie jest to najtańsza forma finansowania rozwoju firmy. Dodatkowym atutem jest transparentna komunikacja rynkowa z inwestorami oraz agencjami rządowymi.

A tych będziemy dalej potrzebować starając się o dofinansowanie ze środków unijnych, gdzie praktyka obowiązująca jest następująca: najpierw zainwestuj sam część środków własnych w plany inwestycyjne, a potem staraj się o ich jak najpełniejszy zwrot w ramach funduszy.

Kolejnym produktem godnym polecenia są obligacje. Ich ceny emisji podlegają prawom gospodarczym i rynkowi finansowemu. Praktyka sukcesu polega na wypracowaniu doskonałej relacji z instytucjami finansowymi. Nie liczmy tutaj na ich hojną rękę.

Nasze relacje polegają na dostarczeniu im wolumenu transakcji, w zamian za co dostajemy „discount=rabat” handlowy dla kosztów tych transakcji lub też rabat od odsetek naliczonych na kredycie krótkoterminowym, tzn. „overdraft”. Czasami dostajemy lepsze warunki na zdepozytowane fundusze własne.

A zatem im większe obroty z wiarygodnym finansistą, tym niższe ceny transakcji i również obligacji.

Praktyka uczy, aby co 3 lata przeprowadzać „konkurs” na usługi bankowe i negocjować cały pakiet usług, w tym emisje obligacji. Praktyka uczy też, aby budować sojusze partnerskie z instytucjami finansowymi. Warto też nauczyć się unikać błędów.

Błędy merytoryczne aplikacji kredytowych, obligacyjnych oraz emisji akcji są przyczyną odrzucenia 80 proc. odrzuconych podań.

Instytucje finansowe, nauczone doświadczeniem niespłacanych kredytów, stosują skuteczne metody rozpatrzania wniosków. Można to nazwać statystyczną analizą oceny ryzyka. Dlatego też dokumentacja firmy musi w sposób skuteczny radzić sobie z tą praktyką.

Radzić, czyli zawierać pełne, wyczerpujące oraz detaliczne informacje finansowe, umieszczone w odpowiednich sekwencjach, po to żeby metodologia statystyczna finansistów szybko i bezbłędnie skalkulowała im zagrożenia wynikające z naszej inwestycji.

Włodzimierz Sadowski

doradca finansowy