Nie rób z innowacji głupiego show

opublikowano: 07-11-2019, 22:00

Im bardziej przełomowych wdrożeń potrzebuje firma, tym większy strach widać w oczach prezesa — choćby udawał lidera zmian

Jakiego terminu biznes ostatnio używa najczęściej? Mała podpowiedź: bez tego pojęcia trudno sobie wyobrazić jakiekolwiek zebranie zarządu, prezentację produktu czy konferencję branżową. Owszem, zgadliście: chodzi o innowacyjność. A czy nie macie, państwo, wrażenia, że słowo to służy zwykle jako niewiele znaczący ozdobnik menedżerskich wystąpień? Szefowie wycierają sobie innowacyjnością usta, zapewniają, że idą z duchem postępu i brzydzą się stagnacji, ale na deklaracjach wszystko się kończy. Niechętnie inwestują w badania i rozwój, lekceważą współpracę z nauką oraz kupują zagraniczną myśl techniczną, zamiast tworzyć własną. Efekt? Polska w Europejskim Rankingu Innowacyjności zajmuje piąte miejsce od końca. Co na swoją obronę mają kierownicy wyższego szczebla? Ich dystans do nowych idei niekoniecznie wynika ze złej woli.

Jako konsumenci jesteśmy otwarci na innowacje, ale jako pracownicy —
już mniej. Lekarstwem na nasze obawy jest ciągła edukacja zawodowa – mówi Paweł
Stapf, dyrektor ds. informatyzacji i zarządzania projektami technologicznymi w
spółce Kogeneracja Zachód.
Zobacz więcej

WRACAJ DO SZKOŁY:

Jako konsumenci jesteśmy otwarci na innowacje, ale jako pracownicy — już mniej. Lekarstwem na nasze obawy jest ciągła edukacja zawodowa – mówi Paweł Stapf, dyrektor ds. informatyzacji i zarządzania projektami technologicznymi w spółce Kogeneracja Zachód. Wojciech Robakowski

Co więcej: często mają oni jak najlepsze intencje i szanują kompetencje podwładnych. Dlatego wolą stać z boku. Pozostawiają wolną rękę specjalistom od zmian. Tyle że to może być uważane za brak zainteresowania.

— Za innowacyjność odpowiadają wszyscy, zarówno inżynier, jak i prezes. A prezes nawet bardziej, bo to w jego gestii są decyzje finansowe, inwestycyjne i dotyczące kierunku rozwoju przedsiębiorstwa — wskazuje Paweł Stapf, dyrektor ds. informatyzacji i zarządzania projektami technologicznymi w spółce Kogeneracja Zachód.

Dystans i brak zaangażowania

Nie wkraczać w kompetencje podwładnych to jedno, a nie dawać im wsparcia to coś zupełnie innego.

— Jeśli zwierzchnictwo nie ma czasu dla inżynierów, ci nabywają przekonania, że zostali sami ze swoimi nowatorskimi pomysłami. Albo z nich rezygnują, albo składają wypowiedzenie i realizują je w następnej firmie — dodaje Paweł Stapf.

Gwoli sprawiedliwości: to nie tylko polski problem. Nawet na rozwiniętych rynkach prawdziwą transformację często zastępuje teatrzyk innowacyjny, by użyć określenia Steve’a Blanka, inicjatora ruchu Lean Startup. O innowacjach wszyscy zwierzchnicy mówią, ale nie towarzyszą temu odpowiednie inicjatywy. Badacze z O.C. Tanner Institute zapytali 3,5 tys. pracowników z USA, Kanady, Wielkiej Brytanii, Niemiec i Indii, czy ich szefowie oczekują od nich innowacyjności. Niemal wszyscy odpowiedzielitwierdząco. Ale czy każdy dostaje zasoby potrzebne do realizacji tego celu? Większość ankietowanych przyznała, że zwierzchnicy nie inspirują ich do zwiększania wydajności i nie stwarzają im ku temu możliwości. Narzekali na brak pieniędzy, wyposażenia, umiejętności i wiedzy. Dotyczy to zwłaszcza osób zatrudnionych na najniższych stanowiskach. Co do menedżerów — sondaż wykazał, że są wobec siebie krytyczni. Choć dziewięciu na 10 twierdziło, że powinni być zaangażowani w działania innowacyjne, to tylko sześciu na 10 faktycznie uczestniczy w tym procesie.

Kwestia priorytetów

Co zrobić, aby nie skończyło się na czczych zapewnieniach? „Pokaż mi swój kalendarz, a powiem ci, jak ważna jest dla ciebie innowacyjność” — zwykła mawiać do prezesów i dyrektorów generalnych Rita McGrath, profesor w Columbia School of Business. Przedstawiciel Kogeneracji Zachód zaleca jednak powściągliwość w ocenie kadry zarządzającej.

6a41a6d8-8c30-11e9-b683-526af7764f64
Podłącz się
Newsletter poświęcony internetowi, nowym technologiom, mediom społecznościowym oraz gadżetom.
ZAPISZ MNIE
Podłącz się
autor: Łukasz Ostruszka
Wysyłany co dwa tygodnie
Łukasz Ostruszka
Newsletter poświęcony internetowi, nowym technologiom, mediom społecznościowym oraz gadżetom.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

— Liderzy firm mają tyle na głowie, że zwyczajnie brakuje im czasu i sił na systematyczne kontakty z osobami, które z racji swoich funkcji odpowiadają za innowacyjność — tłumaczy Paweł Stapf.

Co zrobić, by codzienna działalność operacyjna nie pochłaniała menedżerów bez reszty?

— Wymaga to ustawienia priorytetów na nowo, a także umiejętności delegowania obowiązków. Prezes powinien skupić się na rzeczach najważniejszych, do których z pewnością należą innowacje — przekonuje Marcin Przybyłek, trener biznesu.

Ankietę zrealizowaną przez O.C. Tanner Institute można zinterpretować błędnie, jakoby tylko menedżerowie przeciwstawiali się zmianom. Zdaniem Pawła Stapfa opór widać także u szeregowych pracowników, którzy obawiają się wyścigu z nowoczesnością — mają poczucie, że coraz bardziej odstają od świata cyfrowych procesów i technologii. Firmowi decydenci zdają sobie sprawę z tych lęków, wątpliwości, barier mentalnych — i tym bardziej są ostrożni z wdrażaniem innowacji. Chcą oszczędzić swoim ludziom trudów wiążących się z wychodzeniem ze strefy komfortu.

— Nieważne, jak nazwiemy obecny postęp: czwartą rewolucją przemysłową, rynkiem pracy 2.0 czy transformacją cyfrową. Istotne jest to, że trendom tym towarzyszy deficyt kwalifikacji. Aby go przezwyciężyć, konieczne są inwestycje firm w dokształcanie kadr — twierdzi Paweł Stapf.

Zacznij od dlaczego

Trudno się w coś naprawdę zaangażować, dopóki nie wiemy, po co. Magdalena Owsiana, menedżer ds. PR i marketingu w Cognifide Polska, podaje pięć głównych powodów, dla których warto wprowadzić kulturę innowacji w firmie. Pierwszym są ludzie — jeśli mogą być twórczy, rośnie ich zadowolenie i pozostaną w firmie na dłużej. Drugi argument dotyczy biznesu — dzięki nowatorskiemu podejściu pracuje się mądrzej, zamiast dłużej. Trzecie uzasadnienie to rozwój: przedsiębiorstwa, usług, produktów,ale też osób, którym pozwala się na spontaniczne działanie. Czwartą zachętą jest lepsza komunikacja — innowatorzy z definicji są otwarci, również na innych pracowników, klientów, partnerów biznesowych. Wreszcie piąta korzyść, która sprowadza się do wizerunku.

— Mało co tak wzmacnia reputację przedsiębiorstwa, jego wiarygodność, pozycję rynkową i markę jak innowacyjność. Wszyscy chcą robić interesy i kupować od firm nowoczesnych, zorientowanych na przyszłość — podkreśla Magdalena Owsiana.

Traktowanie zmian w kategorii kosztów szybko się zemści. Innowacje nie są już potrzebne do tego, by firma wspięła się na szczyt rankingu konkurencyjności, lecz przede wszystkim do tego, aby nie spaść w czarną rynkową przepaść.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu