Nie tak miało być

Bartosz Krzyżaniak
opublikowano: 2005-05-19 00:00

Polskie firmy inwestujące na Ukrainie przestrzegają, że jeśli nie zmienią się przepisy, nikt poważny nie będzie tam robił interesów.

Pomarańczowa rewolucja, której Polska od początku kibicowała, może się odbić czkawką w naszych biznesowych kontaktach z Ukrainą. Co prawda wymiana handlowa między naszymi krajami wzrasta, jednak polscy przedsiębiorcy inwestujący u naszego sąsiada coraz głośniej narzekają na utrudnienia, jakie przed nimi on stawia.

Od euforii do zawodu

— Byliśmy przekonani, że Ukraina to demokratyczne, przewidywalne państwo prawa. Jednak to, co rząd ukraiński zrobił po rewolucji, bardzo nas zaskoczyło. Jestem zawiedziony — mówi Zbigniew Drzymała, prezes Groclinu, producenta tapicerki samochodowej.

Chodzi o ustawę o funkcjonowaniu specjalnych stref ekonomicznych (SSE). Strona ukraińska zniosła w nich ulgi inwestycyjne ze skutkiem natychmiastowym — łącznie z odebraniem praw nabytych.

— To oznacza destabilizację i poważne ostrzeżenie dla wszystkich, którzy planują inwestycje na Ukrainie — tłumaczy Janusz Palikot, właściciel Polmosu Lublin.

Przedsiębiorcy skarżą się też na inne utrudnienia, które zaczynają się już na granicy.

— Żeby przez nią się przedostać bez stania w kolejce, trzeba zapłacić łapówkę — twierdzi Janusz Palikot.

Zresztą „wziatki”, dodaje prezes Drzymała, trzeba płacić na Ukrainie na co dzień.

Lista barier

Przedsiębiorcy, którzy brali udział w konferencji zorganizowanej przez Polską Konfederację Pracodawców Prywatnych Lewiatan, do listy utrudnień dodali kwestię VAT, którego realnie nie można odzyskać (co oznacza dodatkowe opodatkowanie całego obrotu), problemy z kupowaniem ziemi, nieuczciwą konkurencję czy problemy z surowcami.

Zbigniew Bochniarz z Uniwersytetu w Minnesocie zwraca uwagę na brak synchronizacji kodeksu handlowego ze starym kodeksem pracy, co często jest przyczyną nacisków czy wręcz szantażu przedsiębiorstw.

— Nie doczekaliśmy się od administracji ukraińskiej żadnej reakcji na nasze skargi. Trudno oczekiwać od kogokolwiek o zdrowym rozsądku, że będzie chciał inwestować na Ukrainie — uważa Tomasz Dobrzyniecki z Sanitecu Koło, producenta ceramiki sanitarnej.

Może kiedyś...

Wszystkich uwag wysłuchał Siergiej Skrypka, wiceradca handlowy w ambasadzie Ukrainy. Niestety, Oleh Rybaczuk, ukraiński wicepremier ds. integracji europejskiej, nie przybył na spotkanie, choć był zaproszony.

— Mamy listę, znamy problemy. Przekażemy je naszemu rządowi. Mam nadzieję, że te bariery znikną — podsumowuje Sergej Skrypka.

Oby...