Nie takie łupki straszne, jak je malują

Małgorzata Ciechanowska
opublikowano: 2012-04-20 00:00

Atmosfera wokół wydobycia gazu łupkowego jest wciąż gorąca. Najwięcej kontrowersji wzbudza opłacalność biznesu i jego wpływ na środowisko.

Aby rozwiać choć część obaw łupkowych sceptyków, spółki Orlen i PGNiG zorganizowały debatę, na której eksperci starali się zaprezentować ekonomiczne szanse dla Polski związane z gazem łupkowym, oraz przekonać, że wydobycie nie stanowi zagrożenia dla środowiska.

Nadążyć za światem

Najwięcej pytań dotyczy kwestii opłacalności wydobycia gazu łupkowego. Amerykańska agencja ds. energii EIA oszacowała, że w naszym kraju znajduje się 5,3 bln m sześc. gazu łupkowego. Według danych Państwowego Instytutu Geologicznego, zasoby gazu łupkowego w Polsce są jednak dziesięciokrotnie mniejsze, niż pierwotnie zakładano, i wynoszą od 340 do 770 mld m sześc. Mimo tak drastycznej różnicy, wciąż jest to kilkakrotnie więcej, niż zawierają udokumentowane złoża konwencjonalne w Polsce (145 mld m sześc.).

— Pamiętajmy, że podawane publicznie wielkości polskich zasobów gazu z łupków oparte są na szacunkach. Ich wielkość poznamy tylko poprzez prace na koncesjach. Dlatego PGNiG przyspiesza prace poszukiwawcze. Im szybciej dowiemy się, ile możemy pozyskać gazu z łupków, tym szybciej rozpoczniemy wydobycie. Jedno jest pewne — gaz z łupków już zmienił światowe rynki surowców, teraz kolej na Polskę — uważa Grażyna Piotrowska-Oliwa, prezes PGNiG.

— Nikt nie ma dziś wątpliwości, że gaz jest paliwem przyszłości. Już teraz największe światowe firmy energetyczne, takie jak Chevron czy ExxonMobil, szacują, że w 2015 r. w strukturze wydobycia 40 proc. będzie przypadać na ten rodzaj paliwa. Gaz posiada bowiem przewagę nad węglem czy nawet ropą naftową, ze względu na niższe o nawet 40 proc. koszty budowy elektrowni gazowych, krótszy czas realizacji inwestycji i mniejszą szkodliwość dla środowiska naturalnego — dodaje Jacek Krawiec, prezes PKN Orlen.

Aby się przekonać, ile gazu łupkowego znajduje się w Polsce, trzeba wykonać jak najwięcej odwiertów, które pomogą to oszacować. Prace są kosztowne.

— Wywiercenie jednego otworu to wydatek rzędu 45 — 50 mln zł, dlatego rozmawiamy z partnerami: KGHM, PGE i Tauronem na temat wspólnego finansowania prac poszukiwawczych. Niezbędna jest także rozbudowa i modernizacja infrastruktury do odbioru i dalszego przesyłania gazu — mówi Grażyna Piotrowska- -Oliwa.

Niegroźna chemia

Duże kontrowersje wokół wydobycia gazu łupkowego w Polsce budzi możliwość zatrucia wód gruntowych środkami chemicznymi używanymi do tzw. szczelinowania, czyli uwalniania gazu uwięzionego w skalnych łupkach.

— Płyn szczelinujący w 98-99,5 proc. składa się z wody i piasku. Pozostałe 0,5-2 proc. stanowią substancje chemiczne, z których większość stosowana jest w produkcji artykułów używanych na co dzień w gospodarstwach domowych, takichjak kosmetyki, szampony czy środki czyszczące. Skład chemiczny płynu szczelinującego jest jawny i można sprawdzić, jakie substancje i w jakiej ilości go tworzą — mówi Piotr Woźniak, główny geolog kraju i wiceminister ochrony środowiska.

— Eksperci z Duke University w 2011 r. opublikowali wyniki badań 68 odwiertów w północno-wschodniej Pensylwanii, gdzie eksploatacja złóż gazu niekonwencjonalnego z wykorzystaniem szczelinowania hydraulicznego jest najbardziej intensywna. Naukowcy szukali pozostałości po chemikaliach stosowanych w procesie wydobycia gazu. Nic nie znaleźli — dodaje Jacek Krawiec.