Nie takiego odbicia życzyli sobie inwestorzy

Andrzej Stec
opublikowano: 2008-10-14 00:00

Warszawska giełda była w poniedziałek jedną z najgorszych w Europie. Kiedy indeksy niemieckie, francuskie czy nawet węgierskie cieszyły inwestorów nawet 10-procentowymi wzrostami, dla krajowego WIG20 szczytem możliwości był poranny 3-procentowy wyskok. Później było już tylko gorzej. Krajowym inwestorom niewiele pomogło również mocne odreagowanie ostatnich spadków za oceanem.

Skąd ta słabość GPW? Po ostatniej fali tsunami drobni inwestorzy wolą już nie ryzykować. Wstrzymują się z zakupami do bezpieczniejszych czasów, czyli przynajmniej mniejszej zmienności. Ponadto na parkiecie spodziewana jest kolejna fala wyprzedaży, wywołana przez wystraszonych klientów krajowych TFI. Obroty na GPW są jednak wysokie (w poniedziałek wyniosły 1,6 mld zł). Ktoś "zbiera" do koszyka przecenione akcje. Być może po dłuższej przerwie wśród kupujących pojawiły się fundusze emerytalne, które co miesiąc zasila amunicją ZUS. Dla instytucji o długim horyzoncie inwestycyjnym zakup papierów "zdrowych" i zyskownych spółek o wysokiej stopie dywidendy za rok-dwa może okazać się "złotym strzałem".

W poniedziałek największą ochotę do odrabiania na giełdzie ostatnich znaczących strat miały firmy mniejszej wielkości i spółki medialne (Agora, TVN). Kursowi TVN nie zaszkodziła informacja, że ING obniżył spółce rekomendację z kupuj" do "sprzedaj". Drożały akcje Orlenu, ale bez fajerwerków.

"Minusowego" bieguna nie może opuścić KGHM. Spółce, której akcje w dwa miesiące potaniały o 64 proc., nie pomógł nawet mocny wzrost cen miedzi na świecie. Cena surowca wciąż jest jednak niższa niż koszt jego wydobycia przez KGHM (według danych z I półrocza). Duża nieufność widoczna była też w przypadku walorów niektórych banków (m.in. Pekao) i deweloperów (GTC).

Andrzej Stec