Ochrona danych przed kradzieżą lub zniszczeniem to coraz większy problem. Twórcy oprogramowania robią wszystko, by im zapobiec.
Zagrożenia dla bezpieczeństwa można podzielić na trzy rodzaje: błędy człowieka, przypadki losowe oraz włamania. Pojawiają się coraz nowsze techniki wykradania danych.
Coraz większa liczba dokumentów jest przechowywana w wersji cyfrowej. Ich bezpieczeństwo jest często kluczowym elementem funkcjonowania firmy.
Wielkie korporacje nie szczędzą funduszy na walkę o bezpieczeństwo informatyczne, jednak mniejsze firmy wciąż mają z tym problem. I w ostatnim czasie to głównie one stały się celem ataków.
— Obserwujemy narastającą tendencję polegającą na tym, że ataki przestały być kierowane przeciw dużym firmom, bo te są coraz lepiej zabezpieczone. Dlatego też coraz częstszym celem hakerów i ofiarami najnowszych zagrożeń stają się małe firmy lub pojedyncze komputery — mówi Jarosław Samonek, country manager w Symantec Polska.
Największe zagrożenie
Jak się okazuje, najsłabszym ogniwem funkcjonowania sieci firmowej jest... człowiek.
To jego działanie naraża firmę i bezpieczeństwo danych. Z badania przeprowadzonego w Wielkiej Brytanii przez RSA Security wynika, że 80 proc. użytkowników sieci nie przestrzega podstawowych zasad bezpieczeństwa. W Polsce prawdopodobnie ten odsetek jest jeszcze większy.
— Pracownicy użytkujący sieć firmową przez działania celowe lub po prostu lekkomyślność umożliwiają wykradanie danych lub szpiegowanie — mówi Michał Iwan, szef kanału dystrybucyjnego i partnerskiego F-Secure w Polsce.
Do takich lekkomyślnych zachowań ułatwiających dostęp do danych osobom nieupoważnionym należy instalowanie darmowych programów, otwieranie poczty nieznanego pochodzenia, używanie komunikatorów P2P itd.
— To także udzielanie informacji dotyczących systemu, haseł i rodzaju zabezpieczeń, np. przez telefon, bez sprawdzenia tożsamości pytającego i upewnienia się, że naprawdę jest on administratorem lub konserwatorem sieci — dodaje Michał Iwan.
Zaskakujący problem pojawia się, gdy pracodawca zmuszony jest zwolnić pracownika.
— Duże zagrożenie stanowią osoby odchodzące z danej firmy, a szczególnie te, które zostały zwolnione przez pracodawcę. Poczucie krzywdy — często kierujące ich działaniami — powoduje, że celowo wpuszczają do sieci wewnętrznej wirusy, uszkadzają fizycznie sprzęt lub niszczą dane — mówi Jarosław Samonek.
Z tego wynika drugi aspekt problemu bezpieczeństwa danych w firmie. Konkurencja tylko czyha na dziurę w systemie.
— Niewiele osób i firm zdaje sobie sprawę, że przesyłane przez sieci komputerowe dane to łakomy kąsek dla konkurencji albo dla osób czy instytucji pragnących kontrolować ich działania — zauważa Arkadiusz Lewandowski, starszy inżynier systemowy w firmie Symantec.
Skończyły się już czasy, gdy hakerami byli niedoceniani informatycy, którzy za wszelką cenę próbowali udowodnić, jak bardzo są zdolni. Ci byli stosunkowo niegroźni, włamywali się dla zabawy. Dzisiejsze ataki coraz częściej mają na celu zysk.
— Dziś to działający z chęci zysku dobrze zorganizowani przestępcy. Tworzone przez nich złośliwe kody mają za zadanie umożliwienie im osiąganie korzyści finansowych przez sprzedaż ukradzionych danych, wprowadzenie w błąd czy wymuszenie okupu — mówi Michał Iwan.
Firmy produkujące oprogramowanie zabezpieczające wychodzą naprzeciw nowym zjawiskom, jednak zagrożenie wciąż rośnie. Prędkość działania i pomysłowość cyberprzestępców nie znają granic.
— O ewolucji ataków złośliwych kodów oraz nowych celach ich twórców świadczyć może przykład trojana Gpcode. Po zainfekowaniu maszyny szyfruje on dane, a następnie oferuje sprzedaż klucza odszyfrującego — opowiada Michał Iwan.
Skradzione dane mogą być wykorzystane przez konkurencję w walce o rynek.
— Do kradzieży danych dochodzi wszędzie tam, gdzie nie dokłada się należytych starań związanych choćby z podstawową polityką bezpieczeństwa danych i otwartego dostępu do wszelkich zasobów informacyjnych przedsiębiorstwa — mówi Sebastian Lagun z Softbanku.
Słabe peryferia
Kluczowe elementy sieci, a także pojedyncze stacje robocze są coraz częściej dobrze chronione. Punktami zapalnymi pozostały punkty odbiorcze naszych danych. Wysyłając dokument do drukarki sieciowej, jesteśmy narażeni na wykradzenie danych właśnie tą drogą.
— Nowe zagrożenia utraty danych wynikają głównie z nieświadomych działań osób wykorzystujących je dla wszelkiego rodzaju obróbek. Nic nie pomoże wdrożenie mechanizmów zabezpieczenia wobec pozostawiania danych bez nadzoru, znajdujących się na dokumentach drukowanych czy przesyłanych za pośrednictem sieci publicznej — twierdzi Sebastian Lagun.
Programów szpiegujących jest mnóstwo. Dzięki nim możliwa jest całkowita inwigilacja działań pracowników.
— W przypadku wysyłki ważnych dokumentów biznesowych w formie papierowej używa się wyspecjalizowanych firm kurierskich, gwarantujących poufność i bezpieczeństwo korespondencji. Ale gdy tę samą informację wysyła się e-mailem, okazuje się, jak bardzo zmienia się nasze podejście. Wykorzystywanie bezpłatnych serwerów pocztowych, brak jakiegokolwiek szyfrowania danych nadzwyczajnie ułatwia zadanie tym, którzy chcieliby przejąć korespondencję — mówi Arkadiusz Lewandowski.
Użytkownicy nie zdają sobie sprawy, że ich korespondencja może być przeglądana i analizowana.
— Na podstawie jednego listu trudno stworzyć sobie obraz osoby, ale regularne przechwytywanie poczty i jej analiza mogą dostarczyć wielu informacji o wszystkich sferach jej życia. Tak więc dzięki sieci możliwa staje się bardzo zaawansowana inwigilacja — dodaje Arkadiusz Lewandowski.
Miniaturowe zagrożenie
— Nowym obszarem związanym z coraz większą mobilnością pracowników są złośliwe aplikacje atakujące telefony komórkowe, a często za ich pośrednictwem komputery — stwierdza Michał Iwan.
Miniaturyzacja zaawansowanych urządzeń powoduje, że zagrożeniem dla sieci firmowych stają się telefony komórkowe. Na razie jest niewielkie, w najbliższych latach takie zagrożenia będą rosnąć. Poprzez bezprzewodowe łącza bluetooth w komórkach można wykraść zawartość sieci firmowej, stojąc przy budynku. Kiedy wzrosła liczba pracowników zdalnych, którzy z systemami firmowymi łączą się przy użyciu smartfonów bądź palmtopów, pojawiły się wirusy atakujące urządzenia mobilne. Zagrożenie wiąże się także ze stale rosnącym wykorzystywaniem telefonów w komunikacji biznesowej. Ich karty pamięci zawierają wartościowe dane handlowe.
— Warto zaznaczyć, że karty SIM są podłączane do systemów firmowych wewnątrz zapory sieciowej, co oznacza, że złośliwe aplikacje na niej zapisane mogą przedostać się do komputerów z pominięciem mechanizmów skanujących — dodaje Michał Iwan.
Zmasowany atak
Koszty złego zabezpieczenia sieci są ogromne. Jednak firmy wolą ukrywać swoje problemy. Nie chcą stracić prestiżu i klientów.
— Nikt nie jest w stanie w sposób kompetentny i kompleksowy oszacować, jakie straty powoduje działanie złośliwych aplikacji. To rezultat polityki firm, które stały się ofiarami takich ataków, ale wolą ukrywać ten fakt przed opinią publiczną — twierdzi Michał Iwan.
Nową tendencją, obserwowaną od niedawna jest łączenie się zagrożeń.
— Obecnie 60-70 proc. najpoważniejszych zagrożeń w sieci stanowią hybrydy. Jest to połączenie klasycznego wirusa atakującego systemy, robaka internetowego rozprzestrzeniającego się w sieci bez ingerencji człowieka oraz działań, które do tej pory były charakterystyczne wyłącznie dla włamań dokonywanych przez hakerów. Właśnie teraz te trzy mechanizmy zostały połączone w zagrożeniach hybrydowych — tłumaczy Jarosław Samonek.
Nawet jeśli użytkownicy komputerów mają świadomość występujących zagrożeń, to ich wiedza jest nieaktualna. Większość osób kojarzy wirusy z zagrożeniem sprzed kilku lat.
— Dlatego większość użytkowników komputerów uważa, że wystarczy program antywirusowy, aby być zabezpieczonym przed zagrożeniami z sieci. To niestety nieprawda. Program antywirusowy wykryje wirusa, robaka, ale nie wykryje próby włamania do systemu. Wszystkie zagrożenia hybrydowe, z którymi mamy obecnie do czynienia, wymagają wielopoziomowej ochrony, a więc także zapory ogniowej i systemu wykrywania włamań. Nie wszyscy jednak — szczególnie małe firmy — dostrzegają potrzebę posiadania takich rozwiązań — zauważa Jarosław Samonek.
Tylko spokojnie
Zagrożenie istnieje i istnieć będzie, jednak często jest ono źle definiowane.
— Mówienie o bezpieczeństwie informacji czy bezpieczeństwie danych może bardziej komplikować niż upraszczać realne problemy bezpieczeństwa IT. Bezpieczeństwo informacji jest pojęciem zbyt abstrakcyjnym. To tak, jakbyśmy w medycynie skupiali się na chorobach komórek, a nie dostrzegali chorób organów i innych skomplikowanych systemów wewnątrz człowieka — tłumaczy Robert Kępczyński z IBM. Celem jest nie tylko zabezpieczenie samych systemów informatycznych. Należy dążyć do zabezpieczenia procesów biznesowych poddanych informatyzacji.
— Dotychczas większość działań związanych z bezpieczeństwem internetowego kanału dostępu skupiała się na autentykacji zdalnego użytkownika i bezpieczeństwie samej sesji. Ostatecznym celem bezpieczeństwa w przypadku kanału internetowego jest bezpieczeństwo transakcji wykonywanej zdalnie, a nie bezpieczeństwo samego kanału — dodaje Robert Kępczyński.