Duże koncerny budowlane mają pełne portfele zamówień, ale od miesięcy alarmują, że w przetargach publicznych trwa wojna cenowa, więc startowanie w nich staje się coraz bardziej ryzykowne. Z analiz Ministerstwa Infrastruktury (MI) oraz Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) wynika, że ceny ofertowe faktycznie spadają. Wahania dotyczą głównie stawek za drogi ekspresowe, na których budowie skupiają się obecnie GDDKiA i wykonawcy.

Według cen z kontraktów w 2018 r. budowa kilometra trasy ekspresowej kosztowała 37,3 mln zł. Rok później cena poszybowała do prawie 52 mln zł, by w 2020 r. spaść do 46,8 mln zł. W ubiegłym roku drogowa dyrekcja i resort infrastruktury alarmowały, że ceny w ofertach spadły do 35,4 mln zł za kilometr.
Wojna cenowa wciąż trwa
Kontrakty zawierane w tym roku też mogą być niepokojąco tanie. GDDKiA wybrała najkorzystniejsze oferty w przetargach na budowę ponad 83 km ekspresówek. Wykonawcy zaproponowali zbudowanie ich za 2,27 mld zł. Daje to cenę za kilometr na poziomie zaledwie 27,16 mln zł. Mowa o ofertach złożonych w drugiej połowie ubiegłego roku, w przypadku których umowy mogą zostać zawarte w 2022 r. Faktyczne ceny w umowach mogą być nieco wyższe, bo wybór niektórych ofert nie jest jeszcze prawomocny, więc konkurenci mogą je zakwestionować. Kwoty w kontraktach nie zbliżą się jednak z pewnością do wyceny GDDKiA, której budżet na te zamówienia opiewa na 3,27 mld zł, czyli na 39 mln zł za kilometr.

Nieco wyższe są ceny w przetargach, w których wykonawcy złożyli oferty w ubiegłym i bieżącym roku, ale GDDKiA nie wybrała jeszcze najlepszych. Mowa o postępowaniach dotyczących budowy 130,5 km dróg ekspresowych, których kosztorys dyrekcja oszacowała na 6 mld zł, czyli 46,2 mln zł za km. Wykonawcy, którzy złożyli najtańsze oferty, są gotowi podjąć się budowy za 4,72 mld zł, czyli 36,19 mln zł za kilometr. To o 10 mln zł taniej, niż szacuje drogowa dyrekcja i o 9,4 mln zł za kilometr mniej niż w 2020 r.
- Epidemia COVID-19 i opóźnienia w napływie funduszy UE dla Polski na nową perspektywę przyczyniły się do nasilenia konkurencji cenowej wśród wykonawców inwestycji drogowych. Największą determinacją w zdobywaniu nowych kontraktów wykazywały się podmioty z mało zdywersyfikowanym portfelem, skoncentrowane głównie na drogownictwie. Pozostałą grupę stanowiły krajowe spółki, których prawdopodobną intencją był skokowy wzrost obrotów w kolejnych latach, a także zagraniczne przedsiębiorstwa, które zamierzały zdobyć pierwsze zlecenia na rynku polskim – mówi Damian Kaźmierczak, główny ekonomista Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa (PZPB).
Zwraca uwagę, że wielu doświadczonych wykonawców nie brało udziału w rywalizacji cenowej, więc obecnie są w mniejszym stopniu narażeni na bezprecedensowe perturbacje rynkowe po wybuchu wojny w Ukrainie.

Skutkiem wojny w Ukrainie jest spadek dostępności i drastyczny wzrost cen materiałów. Jak podaje PZBP, w I kwartale 2022 r. w porównaniu z tym samym okresem 2020 r. znacznie podrożały materiały budowlane, zwłaszcza wykorzystywane w inwestycjach drogowych. Ceny wyrobów stalowych w ciągu dwóch lat wzrosły o 110-140 proc., asfaltu o 70 proc., paliw o 40-50 proc., a energii elektrycznej aż o 250 proc., co jest skutkiem nie tylko wojennej zawieruchy, ale także polityki dekarbonizacyjnej UE.
GDDKiA od miesięcy niepokoi się spadkiem cen ofertowych i pogłębiającą się przepaścią między wycenami wykonawców a jej kosztorysami. Tomasz Żuchowski, szef drogowej dyrekcji, apeluje o rzetelną wycenę robót i materiałów niezbędnych do realizacji kontraktów. Równocześnie jednak GDDKiA nawołuje do zachowania spokoju i niepoddawania się panice w związku z szybującymi cenami materiałów.
„Wykonawcy, analizując obecną sytuację na rynku, nie skupiają się tylko na tym, co tu i teraz. Nie rezygnują ze złożonych ofert i podtrzymują chęć realizacji inwestycji w ramach przetargów ogłoszonych przed wybuchem wojny. Pamiętajmy, że większość z tych kontraktów będzie realizowana w systemie projektuj i buduj. A zatem realizacja i ponoszenie kosztów bezpośrednio związanych z budową nowej drogi rozpocznie się nie wcześniej niż w 2024 roku. Za dwa lata! Wówczas ceny materiałów i surowców oraz sytuacja na rynku pracy mogą być zupełnie inne” – czytamy w informacji GDDKiA.
Piotr Kledzik, prezes grupy PORR, podkreśla, że każdy kontrakt jest analizowany indywidualnie i w kierowanej przez niego firmie coraz częściej zdarza się podejmowanie decyzji o nieprzedłużaniu ważności ofert, zwłaszcza składanych przed wojną w Ukrainie.
- Konkurencja cenowa w przetargach publicznych jest ostra, dlatego ostatnio nie pozyskujemy zbyt wielu kontraktów, bo przy obecnych cenach materiałów uznajemy ryzyko za zbyt wysokie. Zamawiający powinni skrupulatnie analizować oferty cenowe, bo przecież na nich także, przynajmniej częściowo, spoczywa odpowiedzialność za rentowność kontraktu. W przypadku zamówień publicznych konieczne jest systemowe rozwiązanie, które pozwoli na realną waloryzację już realizowanych umów i odpowiedzialne podpisywanie nowych – mówi Piotr Kledzik.
Zamawiający i wykonawcy szukają recepty
Organizacje branżowe apelowały już nawet o opracowanie specustawy, która pozwoli uratować realizowane obecnie kontrakty i rzetelniej wyceniać nowe.
- Sytuacja w sektorze budownictwa stała się naprawdę groźna, publiczni inwestorzy, na których zlecenie budowane są obiekty infrastrukturalne, powinni mieć większy udział w ryzyku związanym z niekontrolowanym wzrostem cen materiałów, którego wykonawcy nie byli w stanie przewidzieć – dodaje Damian Kaźmierczak.
Szymon Huptyś, rzecznik Ministerstwa Infrastruktury, podkreśla, że zarówno resort, jak i GDDKiA dostrzegają problemy branży budowlanej wywołane konfliktem zbrojnym w Ukrainie.
- Zarówno MI, jak i GDDKiA uczestniczą w licznych spotkaniach z wykonawcami, wsłuchują się w postulaty branży, które następnie poddawane są wnikliwej analizie. Celem podjętych działań jest utrzymanie płynności i stabilności rynku poprzez kontynuację rozpoczętych budów oraz umożliwienie wykonawcom składania dobrze skalkulowanych ofert – zapewnia Szymon Huptyś.
Przypomina, że dyrekcja już zwiększyła limit waloryzacji dla nowych umów z 5 do 10 proc. oraz szuka analizuje możliwość stosowania alternatywnych rozwiązań i materiałów, pozwalających obniżyć koszt budowy. Przesunęła też z marca na kwiecień terminy składania ofert w niedawno ogłoszonych przetargach, by wykonawcy mieli więcej czasu na analizę sytuacji cenowej.