Niebotyk przezorności

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2018-12-27 22:00
zaktualizowano: 2018-12-30 22:00

Przymiotnik niebotyczny występuje w każdym słowniku języka polskiego, natomiast przytoczony w tytule rzeczownik — tylko wyjątkowo, jako archaizm. Niebotyk był przed wojną popularnym określeniem drapacza chmur, w Polsce — jedynego.

Niniejszy odcinek cyklu „Było, nie minęło” ma konstrukcję dwoistą, ponieważ spina odległe teoretycznie branże. Firma ubezpieczeniowa Prudential to kapitał brytyjski, na rynku polskim działała w latach 1927-39, podczas wojny i w epoce PRL realizowała z Londynu już tylko rozliczenia z dawnymi klientami, wróciła zaś w 2013 r. Przez sześć dekad owej luki marka nie zniknęła jednak ze świadomości Polaków, a dokładniej — warszawiaków. Imponujący Prudential House, wzniesiony przez ubezpieczyciela w 1934 r. w modnym wówczas stylu art déco, był gmachem czysto polskim, zapisał heroiczną kartę wojenną i powstańczą, zmienił branżę na turystyczną, odczuł na swoich murach przemiany ustrojowe, najpierw socrealizm PRL, a potem wolnorynkowy chaos III RP. Za całokształt zasłużył na… papiery kombatanckie. Po latach martwoty ponownie olśnił Warszawę niebotycznym blaskiem w listopadzie 2018 r., tuż przed 100. rocznicą odzyskania przez Polskę niepodległości.

Podstawowa zasada wzajemności

Ubezpieczeniowe drzewko Prudentialu w Polsce wyrastało z dwóch XIX-wiecznych korzeni. Znacznie starszy i silniejszy kapitałowo był, rzecz jasna, brytyjski. W 1848 r., czyli 170 lat temu, w pobliżu londyńskiego City kilku poważnych biznesmenów założyło Prudential — Towarzystwo Ubezpieczeń Wzajemnych, Inwestycyjne i Kredytowe. Wkrótce zmieniło ono rynek ubezpieczeniowy w całym wiktoriańskim imperium. Gdy w kwietniu 1912 r. zatonął Titanic, Prudential wypłacił rodzinom ubezpieczonych prawie 300 ofiar ogromną, jak na owe czasy, kwotę 12 834 funtów. Bardzo ciężką próbą dla firmy, finansową i ludzką, była pierwsza wojna światowa. Korzeń polski zaczął rosnąć w 1891 r., czyli 127 lat temu. W zagarniętej przez carskie imperium Warszawie kilku poważnych biznesmenów założyło spółkę akcyjną Towarzystwo Ubezpieczeń Przezorność. Jego zadaniem było ubezpieczanie na życie i od następstw wypadków. Jako fundament działalności przyjęło w statucie zasadę wzajemności, „a tem samem ściśle związało rozwój instytucyi z dobrem jej uczestników”. Tragedia pierwszej wojny światowej była dla Przezorności próbą oczywiście znacznie cięższą niż dla Prudentialu.

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości największą blokadą rozwojową ubezpieczycieli stała się gigantyczna inflacja. Dopiero po reformie walutowej z 1924 r., której następstwa stabilizacyjne stały się odczuwalne 2-3 lata później, nastąpiło ożywienie. W takich okolicznościach The Prudential Assurance Company Limited z Londynu stało się w 1927 r. inwestorem strategicznym Towarzystwa Ubezpieczeń Przezorność. 91 lat temu zapoczątkowana została w Polsce działalność prowadzona pod obiema firmami, co ułatwiała językowa bliskość nazw Prudential/Przezorność. Do wybuchu drugiej wojny światowej klientami towarzystwa było niemal pięć tysięcy osób. Na te polisy stać było w II RP tylko elity, w tym ówczesnych celebrytów — żywą reklamą marki był np. Eugeniusz Bodo. Wojna spowodowała zatrzymanie działalności Prudentialu w Polsce, również nigdzie na kontynencie towarzystwo nie współpracowało z Niemcami. Po wojnie firma rozpoczęła likwidację szkód z polis wystawionych do września 1939 r., trwało to przez okres PRL i trwa nadal. Wciąż poszukiwani są spadkobiercy. Zostało to nagłośnione, gdy współczesny Prudential w 2013 r. od zera powoływał oddział w Polsce i zarazem rejestrował spółkę, zajmującą się dystrybucją ubezpieczeniowych produktów.

Drugi świecki obiekt w Europie

Na początku lat 30. Prudential postanowił trwale związać się z Polską wybudowaniem reprezentacyjnej siedziby. W tym okresie europejscy architekci tęsknie spoglądali na USA, gdzie rosły wieżowce. Wybudowany szybko w latach 1930-31 nowojorski Empire State Building osiągnął aż 381 m wysokości, z anteną 443 m. Europa pozostawała karzełkiem, nawet w metropoliach budynki były osiem razy niższe. Przy czym mowa o obiektach świeckich, bo wieże kościelne zawsze pięły się wysoko, np. katedra w Strasburgu już w XV w. osiągnęła 142 m.

W Warszawie najwyższym budynkiem był oddany w 1910 r. gmach centrali telefonicznej Cedergren (później znany jako PAST-a), mierzący 51,5 m. Prudential chciał wyjść na pierwsze miejsce, dlatego na działce przy placu Napoleona (dawniej Wareckim) postanowił wznieść gmach 66-metrowy z 16 piętrami. Kryzys światowy dał się jednak we znaki i inwestycja rozciągnęła się na lata 1931-34. Prudential House okazał się nie tylko najwyższym w Polsce, ale drugim świeckim budynkiem w Europie, po wzniesionym w latach 1929-31 mierzącym 87,5 m Torengebouw w Antwerpii.

Warszawa była dumna, właśnie wtedy zaistniało określenie niebotyk, a w powszechnym użyciu funkcjonowała fonetyczna forma Prudenszjal, również w druku. Inwestor był brytyjski, ale budynek od deski architekta do materiałów wykończeniowych stał się produktem polskim. Podstawą niebotyka był żelbet, natomiast konstrukcja wykonana została ze spawanej stali tak solidnie, jakby Warszawa znajdowała się w strefie sejsmicznej. Dolne kondygnacje zajmowały biura Prudentialu, powyżej szóstej urządzono luksusowe apartamenty, nawet do 240 mkw. powierzchni, dla ekstraklasy finansowej II RP. Na ostatnim piętrze od 1937 r. ulokowała się instytucja przyszłości — eksperymentalne studio telewizyjne.

Na dachu Prudentialu stanęła 27-metrowa antena nadawcza. Próby trwały od 1938 r., zaś tuż przed wybuchem wojny w sierpniu 1939 r. wyemitowana została pierwsza transmisja telewizyjna z udziałem popularnego piosenkarza Mieczysława Fogga. Podczas oblężenia Warszawy przez Niemców niebotyk stał się celem ostrzału ciężkiej artylerii i 18 września 1939 r. spłonął. Ogromną rolę odegrał w Powstaniu Warszawskim, które właśnie u jego stóp wybuchło 1 sierpnia 1944 r. nawet przed godziną W, około 16. Dlatego od 1957 r. ten plac nosi imię Powstańców Warszawy. Przez 63 dni Prudential znajdował się w rękach polskich i wisiała na nim biało-czerwona flaga. Z tego powodu ostrzeliwany był dosłownie co kilka minut. Po uwiecznionym na słynnym zdjęciu trafieniu gmachu pociskiem z 600-milimetrowego moździerza samobieżnego została nieco naruszona stalowa konstrukcja, ale okazała się niezniszczalna.

Wojenna próba.

Spawany ruszt Prudential House zaprojektowali polscy konstruktorzy, a wykonały polskie firmy ze stali z polskich hut. Wytrzymał ciężkie bombardowania niemieckie podczas Powstania Warszawskiego. Widoczny na brzegu górnego zdjęcia niebotyk jest wypalony i wypatroszony, ale twardo stoi wśród morza gruzów.

Po wojnie dekret Bieruta odebrał Prudentialowi własność działki, ale na mocy umowy rządu PRL z rządem Zjednoczonego Królestwa ubezpieczyciel został uwzględniony w państwowej spłacie roszczeń. Dlatego po powrocie Prudentialu w 2013 r. do Polski siedziba jego oddziału znajduje się w zupełnie innym biurowcu.

Hotel socjalistyczny, hotel luksusowy

Stalowy szkielet straszył po wojnie przez kilka lat, gmach został odbudowany przez państwo w latach 1950-53 z całkiem nowym przeznaczeniem. Od 1954 r. stał się hotelem, któremu nadano prestiżową nazwę Warszawa. Otrzymał socrealistyczny wystrój, między innymi na elewacji pojawiły się tzw. kariatydy, czyli podpory architektoniczne w formie postaci kobiecych. Najwyższy hotel nie został jednak pierwszoligowym obiektem Orbisu, lecz tańszym, należącym do Warszawskiego Przedsiębiorstwa Turystycznego Syrena. Funkcjonował przez cały okres PRL oraz kilkanaście lat III RP. Koniecznością stała się jego modernizacja, ale brakowało pieniędzy. Hotel Warszawa zakończył działalność w 2002 r. i wszedł w okres wielkiej smuty. Miejska spółka Hotele Warszawskie Syrena sprzedała w 2005 r. budynek spółce Polimex-Mostostal. Plan przebudowy dawnego Prudentialu z przywróceniem mu funkcji przedwojennych, czyli biurowo-apartamentowych, okazał się jednak iluzją. Dlatego w 2009 r. Polimex-Mostostal odsprzedał obiekt za 38 mln EUR firmie braci Likusów z Krakowa, znanej z pieczołowitego odnawiania i prowadzenia luksusowych hoteli.

Remont naprawdę generalny rozciągnął się na lata 2010-18, czyli potrwał znacznie dłużej niż kiedyś budowa. Inwestycja zakłócona została drążeniem przebiegającej tuż obok drugiej linii metra. Okazało się, że ochroną konserwatorską objęta jest wyłącznie oryginalna konstrukcja stalowa. Inwestor postanowił zatem przywrócić niebotykowi wygląd przedwojenny. Zerwany został cały socrealizm, czyli m.in. kariatydy i inne elementy wystroju. Była to decyzja dyskusyjna, ale jak najbardziej uprawniona. Wypada przypomnieć, że przy odbudowie w stolicy np. archikatedry św. Jana Chrzciciela czy Zamku Królewskiego nie przywrócono dokładnie wersji sprzed zniszczeń wojennych, lecz nieco wcześniejsze, lepsze. Mieszkańcy stolicy obserwujący wielki remont, a zwłaszcza długie okresy całkowitego zastoju, tracili już nadzieje, czy Prudential House vel hotel Warszawa kiedykolwiek odżyje. Wszak pierwszym podawanym terminem otwarcia hotelu był… turniej EURO 2012. Widocznie w obecnych realiach inwestycyjnych szybciej się nie daje, generalny remont np. hotelu Bristol ciągnął się również dekadę.

Trwało bardzo długo, ale należący do krakowskich hotelarzy holding Liwa wreszcie doprowadził inwestycję do mety tuż przed Narodowym Świętem Niepodległości. Rezultat wyszedł znakomicie — Warszawa zyskała luksusowy hotel w modernistycznym stylu, w którym można się przenieść w czasie do legendarnych lat 30. Nietanie, trzeba przyznać, pokoje mają sześć kategorii, na samej górze znajduje się apartament prezydencki z tarasem, z którego można podziwiać panoramę Warszawy. Takich punktów widokowych jest już w stolicy kilkanaście, z najbardziej znanym tarasem Pałacu Kultury i Nauki. Znajdują się w szklistych wieżowcach, zwanych też drapaczami chmur — tymczasem niebotyk jest tylko jeden. Świetnie wyszła także jego iluminacja, dzięki której hotel Warszawa jest w nocnej panoramie stolicy niepowtarzalny, przypominając z daleka jakąś świątynię Greków lub nawet Majów.

Z 91-letniej tradycji kombinowanej marki Prudential/Warszawa trzeba wyjąć okres 2002-13, gdy już nie działał hotel, a jeszcze nie powrócił do Polski ubezpieczyciel. Ale nawet po takim odliczeniu przypomnienie historii niebotycznej dumy II Rzeczypospolitej jest w cyklu „Było, nie minęło” godnym zakończeniem 100. rocznicy odzyskania niepodległości. &