Związkowcy boją się inwestorów, którzy mają kupić akcje ich firm. Sugerują, by państwo zachowało nad nimi kontrolę.
W piątek zbiera się komisja trójstronna sektora wielkiej syntezy chemicznej. Pracodawcy z branży i organizacje związkowe mają ocenić propozycje resortu skarbu w sprawie prywatyzacji sześciu największych spółek chemicznych. Ministerstwo Skarbu Państwa (MSP) chciałoby przedstawić rekomendacje rządowi jeszcze w październiku. Czasu zostało niewiele, więc weto związków lub pracodawców byłoby nie na rękę resortowi. Tymczasem związki są pełne obaw.
Wejdą na rynek
Związki z Polic zastanawiają się, czy jeśli do firmy wejdzie zagraniczny inwestor, to nie zrobi w niej rewolucji.
— Niepokoimy się możliwością objęcia nowych akcji przez duży koncern zagraniczny. Wiemy, że Policami interesują się norweska Yara i fińska Kemira. Mamy podejrzenia, że chodzi im tylko o nasz rynek. Nie znamy też dokładnie wielkości emisji. Docierają do nas sygnały, że może mieć większą wartość niż zakładane 200 mln zł. Już w tym wariancie udział skarbu państwa w kapitale zakładowym spółki obniża się o 33 proc. — mówi Krzysztof Zieliński, przewodniczący polickiej Solidarności.
Załoga ma również wątpliwości, czy przysługiwać jej będą akcje pracownicze, jeśli na parkiet jako pierwsze trafią nowe walory, a nie należące do państwa. Chcą gwarancji.
Zabiorą produkcję
Puławy, podobnie jak Police, są zadowolone, że wreszcie trafią na giełdę. Jest jednak jedno „ale”.
— Chcemy, by przez kilka lat skarb państwa zachował kontrolę nad spółką. Niepokoimy się możliwością wrogiego przejęcia przez Agrolinz Melamine lub SKW Piesteritz — twierdzi Sławomir Wręga, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Ruchu Ciągłego ZA Puławy.
Pracownikom z Tarnowa natomiast sen z powiek spędza możliwy alians z Anwilem należącym do PKN Orlen.
— Zakup przez grupę Orlen całego Tarnowa nie gwarantuje nam bezpiecznego rozwoju. Konkurujemy z Anwilem na rynku saletrzaku, w którym mamy 40-proc. udział. Z nieoficjalnych informacji wynika, że Anwil może zamknąć naszą instalację i rozwijać produkcję u siebie — mówi Jerzy Wróbel, przewodniczący krajowej sekcji chemicznej NSZZ Solidarność i pracownik Tarnowa.
Długów nie przejmą
Wielkie rozczarowanie może natomiast spotkać Kędzierzyn, którego inwestorem również ma być Anwil. Spółka potrzebuje wsparcia, bo jeżeli załamie się koniunktura, długi pociągną ją na dno.
— Dano nam do zrozumienia, że nie powinniśmy liczyć na pomoc Anwilu w oddłużeniu firmy, a do spłaty pozostały nam trzy raty układowe i dług wobec PGNiG — mówi Krzysztof Skrzypczak, przewodniczący zakładowej Solidarności z Kędzierzyna.
Okiem analityka
Przed długą drogą
Oczywiście obecność spółki na giełdzie stwarza dla niej zagrożenie wrogiego przejęcia. Nie grozi to jednak — i to niezależnie od formy pozyskania inwestora — firmom przynoszącym zyski, zrestrukturyzowanym i dobrze zarządzanym, nie obciążonym zbędnym majątkiem. Wówczas inwestorowi nie opłaca się w jakikolwiek sposób marginalizować takiej firmy. Ale tu firmy chemiczne mają jeszcze wiele do zrobienia.
Grzegorz Lityński analityk IBM Kredyt Banku


