Niech Polacy zaczną latać

Transport lotniczy: Samolotowe przewozy pasażerskie mogą jeszcze rosnąć

W połowie 2013 r. eksperci przewidywali, że w optymistycznym scenariuszu polskie porty lotnicze obsłużą podobną liczbę pasażerów co w 2012 r. Ale raczej spodziewano się gorszych wyników, tym bardziej, że na tych z 2012 r. zaważyły Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej i działania tanich linii OLT Express. Wszystko wskazuje jednak na to, że spełnią się te bardziej optymistyczne prognozy.

POMOGŁY WARSZAWA I KRAKÓW: Nieco lepsze wyniki przewozów pasażerskich na polskich lotniskach po trzech kw. 2013 r. to zasługa głównie lotniska im. Chopina w Warszawie i portu Kraków-Balice. [FOT. BLOOMBERG]
Zobacz więcej

POMOGŁY WARSZAWA I KRAKÓW: Nieco lepsze wyniki przewozów pasażerskich na polskich lotniskach po trzech kw. 2013 r. to zasługa głównie lotniska im. Chopina w Warszawie i portu Kraków-Balice. [FOT. BLOOMBERG]

Lepiej, choć bez rewelacji

Według danych Urzędu Lotnictwa Cywilnego (ULC) przez trzy kwartały 2013 r. (nie ma jeszcze oficjalnych statystyk za cały rok) polskie lotniska obsłużyły ponad 19,3 mln pasażerów. To niewielki, bo o 0,5 proc., wzrost w stosunku do takiego okresu w 2012 r. Ale w porównaniu z trzema kwartałami 2011 r. to już prawie o 15 proc. pasażerów więcej.

— Wzrost w 2013 r. nie był imponujący, ale należy uznać ten czas za dobry. Byłbym jednak ostrożny, by te wyniki przypisywać gospodarce. Bardzo ważne było to, że nic nie przeszkadzało nam w transporcie lotniczym, np. katastrofy naturalne. Na razie także pogoda okazuje się łaskawa, porty lotnicze nie doświadczyły jeszcze w tym roku i pod koniec poprzedniego prawdziwej zimy, co przekłada się na oszczędności. Największy wpływ na dynamikę przewozów na polskim rynku mają przewoźnicy niskokosztowi. Nie tylko Ryanair, ale też np. EasyJet czy Norwegian.

Mimo afery z OLT Express, ich działanie pobudziło nieco rynek i zachęciło wiele osób do latania. Przewoźnicy niskokosztowi między innymi do tych klientów adresują obecnie swoją ofertę — ocenia Piotr Ołowski, prezes ULC. Adam Hoszman z Katedry Transportu Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie uważa jednak, że na wzrost przewozów pasażerskich wpłynęła poprawa sytuacji gospodarczej. Jako drugi czynnik również jednak wskazuje tanie linie.

— Warto wskazać dużą ekspansję niektórych przewoźników na rynku polskim, zwłaszcza Lufthansy i SAS, ale także Air Berlin, które współpracują z bliskowschodnią linią Etihad i dowożą pasażerów z Polski na rejsy tego przewoźnika głównie do Azji, a także przewoźników z regionuZatoki Perskiej jak Emirates i Qatar Airways. Ich ekspansja przejawia się nie tylko w otwieraniu nowych połączeń, ale także w zwiększaniu liczby rejsów, zmianach samolotów na większe, a także na poprawie wskaźników wykorzystania miejsc — mówi Adam Hoszman.

Kto napędza wyniki

Prof. Marek Rekowski z Katedry Makroekonomii Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu zauważa z kolei, że lepsze ogólnie wyniki porty lotnicze w znacznej mierze zawdzięczają warszawskiemu lotnisku im. Chopina i lotnisku Kraków-Balice. Inne miały nawet dwucyfrowe straty. Okęcie obsłużyło przez trzy kwartały 2013 r. o 11 proc. więcej pasażerów, a Balice o 4,8 proc. Największe spadki — nie licząc zamkniętego przez pół roku Modlina — odnotowano w Łodzi (o 22,6 proc.) i w Poznaniu (o 17 proc.).

— Mamy do czynienia z rynkiem przewoźników. To oni dyktują warunki, więc lotniska, które nie będą zabiegały o te firmy, muszą się liczyć z ewentualnym spadkiem wyników — ocenia prof. Rekowski.

Nie tylko tanie linie

— Przewidujemy, że coraz więcej pasażerów będzie korzystało z polskich portów, ale trudno przewidzieć wielkość wzrostu. Na razie szacujemy, że w 2020 r. będzie to około 38 mln pasażerów. Wydaje się to możliwe, jeśli wziąć pod uwagę współczynnik mobilności [stosunek liczby pasażerów do liczby ludności w kraju — red.], który w Polsce wynosi około 0,64, gdy w np. w Wielkiej Brytanii 3,2, a w Iralndii ponad 5,0. A więc w Polsce jest duży potencjał, jeśli chodzi o lotnicze przewozy pasażerskie — komentuje Piotr Ołowski.

Na współczynnik mobilności zwraca też uwagę Marek Rekowski. Podkreśla jednak, że najważniejsze jest wykorzystanie infrastruktury lotniskowej, która powstała przed Euro 2012.

— Spodziewam się, że w 2014 roku obecność na naszym rynku bardziej zaznaczą nie tylko przewoźnicy niskokosztowi, ale i SAS czy Lufthansa, która weszła na połączenia międzynarodowe, z których LOT zrezygnował w Krakowie. Wydaje mi się też, że Ryanair ma zamiar tworzyć w Modlinie coś na kształt minihubu, z którego będzie mógł oferować połączenia po całej Europie, a wszystko wskazuje na to, że nie będzie tam miał konkurencji i Wizzair nie wróci do tego portu — uważa Marek Rekowski. Adam Hoszman zaznacza, że poza sytuacją gospodarczą istotne są też strategie linii lotniczych.

— Wydaje się, że ekspansja przewoźników niskokosztowych, szczególnie największych na polskim rynku — Ryanair i Wizzair, nie będzie już tak dynamiczna jak w poprzednim roku, natomiast widać aktywność linii hybrydowych, jak Norwegian czy Air Berlin, i tradycyjnych, szczególnie Lufthansy i SAS, które próbują z sukcesem zwiększać udział w rynku w Polsce, zwłaszcza w portach regionalnych. Wydaje się, że przewozy powinny nadal rosnąć, nawet szybciej niż na bardziej rozwiniętych rynkach europejskich — ocenia Adam Hoszman.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rafał Fabisiak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Transport i logistyka / Niech Polacy zaczną latać